
Podziemie niepodległościowe zastrzeliło na Rzeszowszczyźnie pięciu szefów UB.
Scena otwierająca film “Popiół i diament” Wajdy, gdy partyzanci ostrzeliwują na pustej drodze auto, którym jedzie komunista z umundurowanymi żołnierzami, nie wzięła się z powietrza. O jednym takim przypadku opowiada niniejszy artykuł.
Rzeszowszczyzna tuż po tzw. wyzwoleniu przez Armię Czerwoną stała się areną krwawych walk między funkcjonariuszami nowej władzy, a podziemiem niepodległościowym. Dużej aktywności podziemia sprzyjały dogodne warunki geograficzne. Z powodu sporych odległości między większymi ośrodkami miejskimi, do stacjonujących w nich jednostek WP, UB i milicji, słabo dochodziły wiarygodne informacje z “głębokiego terenu”. Nie bez znaczenia dla konspiracji były też warunki przyrodnicze (bogate lasy i teren górzysty). Sytuację komplikowali ukraińscy nacjonaliści operujący na pograniczach: lubaczowskim, przemyskim i bieszczadzkim. W Lubaczowskiem upowcy kwaterowali w bunkrach wykopanych w rozległym wzniesieniu Goraj, z którego dokonywali śmiałych napadów na wsie i miasteczka.
Na celowniku
Jednym z elementów walki podziemia z nową władzą były zamachy na szefów Powiatowych Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego. Na celowniku żołnierzy podziemia byli szefowie tych urzędów, gdyż wchodzili w skład zorganizowanej już struktury represyjnej. Celem tej struktury było zaprowadzenie w kraju siłą nowego ustroju; szefowie PUBP pełnili w terenie rolę wszechwładnych kacyków, od ich woli zależało życie wielu ludzi. Zdarzało się, że stanowiska te pełnili byli żołnierze WP, a nawet AK. Jak w Lubaczowie… Organizatorem tego urzędu był były akowiec ppor. Jan Czajkowski, a jego pierwszym kierownikiem były uczestnik kampanii wrześniowej, później sowiecki żołnierz i “kościuszkowiec”, na koniec absolwent szkoły NKWD w Kujbyszewie, ppor. Mikołaj Hasiuk.
Przemowy i strzały
Mikołaj Hasiuk przybył do Lubaczowa w połowie grudnia 1944 r. Na zebraniu lokalnego Stronnictwa Ludowego podkreślił konieczność “tępienia zdrajców Narodu Polskiego”. Został rozpoznany przez lwowiaków jako człowiek, który w okupowanym przez Sowietów Lwowie przyczynił się do aresztowania wielu Polaków.
Hasiuk w ogóle lubił przemawiać. Kolejne mowy wygłosił 31 grudnia podczas zabawy sylwestrowej w Cieszanowie, później we wsi Folwarki. Po północy wybrał się ponownie do Cieszanowa, stamtąd do Lubaczowa. Gdy jego samochód wyjeżdżał z Cieszanowa, ktoś wystrzelił świetlne pociski. Był to sygnał dla zaczajonych na Hasiuka żołnierzy AK. W pobliżu ostatnich domów wsi Czereśnie auto, którym jechał Mikołaj Hasiuk, zostało ostrzelane z broni maszynowej przez 5-6 osobową grupę pod dowództwem Bogumiła Iwanejko ps. “Czarny”. Z Hasiukiem zginęli towarzyszący mu funkcjonariusze, a w rzeczywistości żołnierze AK – Ryszard Kabaczyński i Jan Ruebenbauer. Organizatorzy zamachu popełnili błąd, bo nie powiadomili towarzyszących Hasiukowi akowców o planowanej akcji.
Bezpieka sądziła, że sprawcami zasadzki byli upowcy. Na miejscu zjawił się oddział NKWD. Aresztowano kilka osób, ale niezwiązanych z zamachem. 4 stycznia 1945 roku Rzeszów wysyłał do Lubaczowa silną grupę operacyjną złożoną z funkcjonariuszy bezpieki, MO i wojsk pogranicza. Nie są znane raporty na temat skuteczności działań tej grupy.
Zamachu na pierwszego komendanta lubaczowskiego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego dokonali zakonspirowani w szeregach milicji akowcy. Wykonawca zamachu Iwanejko był milicjantem, podwładnym Tadeusza Czubryta ps. “Zagończyk” z AK, jednocześnie komendanta posterunku w Folwarkach. AK-owcy kontrolowali teren powiatu lubaczowskiego praktycznie do końca 1945 roku. Podpadali pod podwójne dowództwo, z jednej strony komendanta powiatowego MO i jednocześnie żołnierza AK, Władysława Kosia, z drugiej zaś pod dowódcę Batalionu B Zgrupowania “Warta”, Edwarda Baszniaka ps. “Orlicz”.
Drugi komendant też nie porządził…
Hasiuka na stanowisku szefa powiatowego urzędu bezpieczeństwa w Lubaczowie zastąpił Mieczysław Dzieniowski, były żołnierz AL. Pod koniec kwietna 1945 roku Dzieniowski wraz z żoną Celiną, kucharką UB, wybrał się na kilkudniowy urlop, z którego już nie powrócił. Żona twierdziła, że mąż zaginął w drodze powrotnej między Rzeszowem, a Lubaczowem na początku maja. Chodziły słuchy, że zabiła go UPA. WUBP w Rzeszowie nie wykluczała dezercji. W rzeczywistości drugi szef lubaczowskiej bezpieki został zlikwidowany przez żołnierzy AK, dezerterów ze Szkoły Oficerskiej Saperów w Przemyślu. Żołnierze ci weszli w skład Batalionu “B” Zgrupowania Warta AK, jak też zasilali posterunki MO na terenie powiatu lubaczowskiego.
Dr Dariusz Iwaneczko z rzeszowskiego oddziału IPN – Struktury aparatu bezpieczeństwa były zbrojnym ramieniem Polskiej Partii Robotniczej i jednocześnie ważnym elementem systemu represji komunistycznych w Polsce. Praktycznie każdy Urząd Bezpieczeństwa i jego funkcjonariusze stanowili poważne zagrożenie dla polskiej konspiracji niepodległościowej. Zamachy dokonywane na funkcjonariuszy UB były częścią działań obronnych podziemia niepodległościowego, których celem była również ochrona miejscowej ludności. Aktywni i gorliwi funkcjonariusze UB siali spustoszenie w podziemiu i wywoływali poczucie strachu w społeczeństwie. W istocie bezpieka wzięła odpowiedzialność za siłową instalację systemu sowieckiego w Polsce. Na terenie powiatu lubaczowskiego praktycznie do końca 1945 r. polskie podziemie niepodległościowe, zgodnie z własnymi możliwościami, chroniło miejscową ludność z jednej strony przed agresją ze strony UPA, a z drugiej przed represjami UB.
Piotr Samolewicz



13 Responses to "Ubecy na celowniku AK"