
Młody Ukrainiec schronił się w Polsce przed groźbami separatystów. Czy uda mu się uzyskać status uchodźcy?
Młody chłopak o miłej aparycji w schludnym ubraniu. Po polsku mówi z wyraźnym akcentem, ale bardzo płynnie. Uśmiecha się wspominając rodziców i 11-letnią siostrę. Chmurnieje, gdy pytamy go o działania separatystów w obwodzie donieckim, skąd pochodzi. Gdyby nie to, że z Bogdanem A. spotykamy się w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców przy Bieszczadzkim Oddziale Straży Granicznej w Przemyślu, na które przyprowadził go umundurowany strażnik graniczny, a w oknie pokoju widzeń jest krata, można by pomyśleć, że po prostu spotkali się dziennikarze i rozmawiają. Bo Bogdan studiował w Charkowie dziennikarstwo i publikował swoje teksty na ukraińskich portalach. To z powodu tego co pisał musiał uciekać z rodzinnego domu.
Pochodzi z przemysłowego miasteczka Dzerżynśk w obwodzie donieckim. Do czasu pojawienia się „zielonych ludzików” na wschodzie Ukrainy Bogdan i jego rodzina żyli spokojnie. Rodzice pracowali i zajmowali się młodszą siostrą 23-latka, a on dostał się na wymarzone studia dziennikarskie w Charkowie. Gdy rozpoczęła się rosyjska agresja wobec Ukrainy, najpierw było niedowierzanie, że to możliwe, potem natomiast sprzeciw. Bogdan ten sprzeciw wyrażał między innymi w swoich tekstach publikowanych na ukraińskich portalach internetowych. – Pisałem, że nie wolno się nam Ukraińcom poddawać, wzywałem do oporu wobec „separatystów”, którzy tak naprawdę są rosyjskimi żołnierzami – wspomina. – Od pewnego czasu pisałem pod pseudonimem, ale i tak łatwo było „namierzyć”, kto jest autorem tych tekstów – wyjaśnia 23-latek.
Musiał uciekać do Polski
Do tego Bogdan kilkukrotnie odmówił wstąpienia w szeregi separatystów, do czego w okolicy jego rodzinnego miasta miał namawiać młodych mężczyzn ich przedstawiciel. – To był moim zdaniem rosyjski oficer – zapewnia Bogdan. – Naturalnie, że odmówiłem! Przecież to okupanci – dodaje. Taka postawa 23-latka zaowocowała groźbami pod jego adresem, a także pod adresem jego rodziny. Gdy nasiliły się, rodzice chłopaka uznali, że dalsze jego przebywanie na Ukrainie może być dlań realnie niebezpieczne. Dlatego wspólnie uradzili, żeby uciekał do Polski.
Na naszej granicy z Ukrainą pojawił się w grudniu zeszłego roku. Nie miał ani wizy, ani nawet paszportu. – Po prostu powiedziałem strażnikowi granicznemu, że jestem z okolic Doniecka i chcę się starać w Polsce o status uchodźcy – wspomina Bogdan. – Nie było problemu, dostałem do wypełnienia wniosek i trafiłem do otwartego ośrodka dla cudzoziemców w Białej Podlaskiej. Otwarte ośrodki znacznie różnią się od strzeżonych. Przebywający tam cudzoziemcy mogą swobodnie wychodzić z ośrodka i spotykać się z kim chcą bez nadzoru. Mogą także taki ośrodek opuścić, jeśli mają się gdzie w Polsce zatrzymać. Bogdan miał we Wrocławiu przyjaciela, młodego Ukraińca studiującego w Polsce ekonomię. To dzięki niemu znalazł w dolnośląskiej Twardogórze ludzi, którzy zechcieli go zameldować u siebie i przyjąć pod dach. W ten sposób miał, żyjąc w miarę normalnie, oczekiwać na decyzję Szefa Urzędu ds. Cudzoziemców w sprawie przyznania mu statusu uchodźcy.
Zakochał się w Sapkowskim i … bigosie
Chłopak żył skromnie, bo 750 złotych miesięcznie, które otrzymuje osoba w jego sytuacji przebywająca poza ośrodkiem nie wystarczało na jakieś “luksusy”. 23-latek nie marnował jednak czasu. – Intensywnie uczyłem się polskiego, pomagali mi znajomi. Zacząłem czytać po polsku, poznawać waszą literaturę i bardzo mi się spodobała – wyznaje chłopak. – Najbardziej “zakochałem się” w Sapkowskim – wzdycha. – Przeczytałem wszystko co napisał – dodaje z dumą. Rozmawiając z młodym Ukraińcem doprawdy trudno uwierzyć, że jego znajomość polskiego to efekt czteromiesięcznego przebywania w Polsce. Mówi z akcentem, ale płynnie i bardzo poprawnie. W Polsce do gustu przypadła mu nie tylko literatura, ale i …jedzenie. – Bardzo lubię flaki i bigos – zwierza się 23-latek. Nie samym jednak jedzeniem i literaturą człowiek żyje. Bogdan legalnie do pracy iść nie mógł, ale mógł się uczyć i bardzo tego chciał. – Poszedłem po prostu na Uniwersytet Wrocławski i zapytałem, czy mógłbym uczestniczyć w zajęciach z dziennikarstwa, jako wolny słuchacz – opowiada. – Nie było problemu i choć nie do końca tak normalnie, ale studiowałem – wyjaśnia Bogdan.
Przegapił pismo
Korzystanie z zajęć na wrocławskiej uczelni wymusiło to, że nie mógł nadal mieszkać w Twardogórze. Tam jednak nadal był zameldowany i na tamtejszy adres przyszło doń pismo z decyzją Szefa Urzędu ds. Cudzoziemców. Niestety, odmowną. – Ludzie, u których miałem meldunek po prostu to pismo przeoczyli – mówi z rezygnacją młody Ukrainiec. – Gdy tylko je dostałem do rąk, pobiegłem z nim do prawnika – wspomina. – Niestety, było już po terminie na odwołanie się od decyzji – dodaje.
Z chwilą wydania przez Szefa Urzędu ds. Cudzoziemców odmownej decyzji w sprawie przyznania statusu uchodźcy i braku odwołania od niej w terminie, pobyt Bogdana w Polsce zgodnie z przepisami naszego prawa stał się nielegalny. Bardzo szybko został zatrzymany przez policję i przekazany straży granicznej. Jak zawsze w takich przypadkach – sprawa trafiła do sądu, a ten – co było do przewidzenia – zdecydował o umieszczeniu 23-latka w strzeżonym ośrodku dla cudzoziemców. I tak Bogdan trafił do Przemyśla. Jest tu zaledwie od tygodnia, ale już mu bardzo ciężko. – Nie umiem żyć w zamknięciu – zwierza się chłopak.

Jest tu sam
Na Podkarpaciu nie ma nikogo bliskiego. Wszyscy przyjaciele i znajomi Bogdana mieszkają na odległym Dolnym Śląsku. Ma z nimi kontakt telefoniczny i mailowy, ale to za mało, by realnie pomóc mu wybrnąć z tej sytuacji. Dlatego Bogdan postanowił zwrócić się do dziennikarzy. – Tu jest czytelnia, a w niej gazety. Tak znalazłem numer do was i zadzwoniłem – opowiada 23-latek.
Nie było żadnych przeszkód, żebyśmy mogli spotkać się z młodym Ukraińcem. Jedyne czego nie wolno nam robić, to ujawniać jego danych oraz wizerunku, stąd podajemy tylko inicjał jego nazwiska, a fotografujemy go tak, by uniemożliwić identyfikację. Sytuacja Bogdana nie jest łatwa, ale już podjęliśmy kroki, by mu pomóc. Zwróciliśmy się do konsula honorowego Ukrainy, Aleksandra Baczyka, z prośbą o pomoc dla 23-latka. Z obiektywnych przyczyn omówienie szczegółów w konsulacie honorowym w Przemyślu będzie możliwe dopiero w przyszłym tygodniu. Zwrócimy się także do Urzędu ds. Cudzoziemców z zapytaniem o możliwość pozostania Bogdana legalnie w Polsce. W tej chwili jest on tu zupełnie sam, a jego dom jest 2,5 tys. kilometrów stąd. Nie ma pieniędzy, ani prawnika. – Dostałem pismo od komendanta BiOSG, że za każdy dzień pobytu tutaj muszę zapłacić 25 złotych – pokazuje dokument 23-latek. – Gdybym przebywał tu trzy miesiące, to byłoby ponad 2,2 tys. złotych. Do tego dochodzi koszt konwoju – ponad 250 złotych – wylicza. – Ja nie mam tych pieniędzy i nie wiem, co mam teraz zrobić – przyznaje Ukrainiec.
Potrzebuje pomocy
Mamy nadzieję, że uda się pomóc 23-latkowi, którego strach przed “zielonymi ludzikami” Putina przygnał do naszego kraju. Oczywiście, popełnił on błąd zaniedbania, bo dopuścił do przepadnięcia terminu na odwołanie się od decyzji Szefa Urzędu ds. Cudzoziemców. Ale przecież nie jest jakimś przestępcą, tylko młodym człowiekiem, w którego ojczyźnie trwa tak naprawdę niewypowiedziana, ale wojna. Czy można tego 23-latka skazać na powrót tam, gdzie okupanci mogą mu zrobić tak naprawdę wszystko?
Monika Kamińska



10 Responses to "Uciekając przed wojną"