
POW. JAROSLAWSKI. Niesłusznie zlicytowany biznesmen nie może odzyskać swoich pieniędzy.
Firma Bartosza Ścisłowicza – Rezin z Makowiska – padła ofiarą poczynań komornika, który zabrał jej ruchomości, zamiast zadłużonego sąsiada. Bartosz Ścisłowicz pomimo czteroletnich procesów nie odzyskał swojej własności. Na domiar stracił ogromną sumę pieniędzy.
Bartosz Ścisłowicz zajmuje się bieżnikowaniem opon. Prowadzi swoją działalność na działce, gdzie obok siebie funkcjonowały do niedawna jeszcze trzy niezależne zakłady: bieżnikowanie opon, suszarnia i gorzelnia. W 2010 roku komornik sądowy zajął trzy zbiorniki na terenie firmy Rezin. Ich wartość rynkowa wynosi ok. 40 tys. zł. Zbiorniki zostały zajęte przez pomyłkę. Komornik powinien zająć ruchomości gorzelni, która popadła w tarapaty finansowe i nie spłacała swoich wierzytelności.
– Kiedy moje zbiorniki zostały oznakowane jako własność komornicza, złożyłem powództwo przeciwegzekucyjne, następnie wyjechałem służbowo za granicę. Nie przypuszczałem, że cokolwiek muszę jeszcze robić. W tym czasie przyszły do mnie dwa nakazy zapłaty za owo postępowanie. Mówimy o kwocie 2 tysięcy złotych. Nikt inny nie mógł ich odebrać, więc zrobiłem to dopiero po trzech tygodniach, gdy wróciłem do kraju. Wówczas czekało na mnie już pismo zwrotne z przeworskiego sądu, bo jak się dowiedziałam, nie uiściłem opłaty. Pierwszy raz w życiu miałem taką sytuację. Nie wiedziałem, iż muszę coś płacić. Co gorsza, nikt mi o tym nie powiedział. Kiedy osobiście poszedłem do sądu w Przeworsku zapytać, co powinienem zrobić, minął już 30-dniowy termin, w którym mogłem się odwoływać. Dostałem odpowiedź, że należy owe dwa tysiące zapłacić i złożyć wniosek jeszcze raz. Tak zrobiłem – mówi właściciel firmy. Ale na tym nie skończyły się jego problemy.
Kolejne sądy, kolejne płatności
Sąd w Przeworsku, mimo iż tutaj pan Bartosz uiścił opłatę 2 tys. zł, ostatecznie nie podjął się prowadzenia sprawy. Trafiła ona do Lubaczowa, gdzie Bartosz Ścisłowicz jeszcze raz musiał zapłacić 2 tys. zł, po czym tamtejszy oddział sądu odpisał, że właściciel firmy nie zmieścił się w terminie 30 dni, więc nic nie może zrobić. Zdezorientowany Bartosz Ścisłowicz poprosił o pomoc prawnika, który napisał do właścicieli gorzelni, którzy mogli zatrzymać proces zlicytowania 3 niesłusznie zajętych zbiorników firmy Rezin. Właścicielka firmy nie odpowiedziała na pismo i zlicytowano zbiorniki pana Bartosza. Sprawa trafiła do sądu.
Niech idzie do gorzelni
Po czterech latach procesów w czterech różnych sądach pan Bartosz usłyszał wyrok, którego nie może zrozumieć po dziś dzień. Otóż, komornik popełnił błąd, ale pan Bartosz, uiszczając opłaty kilka dni później niż należało, też popełnił błąd, więc teraz powinien domagać się odszkodowania od gorzelni. Ta wzbogaciła się nielegalnie, kiedy komornik zlicytował zbiorniki firmy pana Bartosza, anulując tym samy dług gorzelni. Tymczasem właścicielka gorzelni, pani Emilia, zapadła się pod ziemię. Nie odbiera telefonów, nikt nie wie, gdzie jest, a jej firma przestała istnieć w 2011 roku.
Viktoria Krakowska



10 Responses to "Uczciwy biznesmen padł ofiarą komornika"