
MOSKWA. Dramat na przedmieściach stolicy Rosji.
Uzbrojony napastnik wtargnął do szkoły na przedmieściach Moskwy i zastrzelił pedagoga na oczach całej klasy. Zanim się poddał, zabił jeszcze jednego policjanta, a drugiego ranił.
Dramat rozegrał się w szkole numer 263 na przedmieściach Moskwy. Około godziny 10 rano czasu lokalnego wtargnął do niej uzbrojony mężczyzna. Napastnik miał pod groźbą broni zmusić ochroniarza (po tragedii w Biesłanie każda rosyjska szkoła ma uzbrojonego „woźnego”) do wprowadzenia go do budynku. Miał mu oznajmić, że „chce dostać nauczyciela geografii” po czym wpadł do jednej z klas, gdzie odbywała się lekcja.
Napastnik miał z miejsca strzelić do rzeczonego nauczyciela geografii i trafił go w brzuch. – Potem sprawdził, czy on żyje i „kontrolnie” strzelił mu jeszcze w głowę – powiedział jeden z uczniów.
Niedługo później na scenie pojawiło się dwóch wezwanych przez strażnika policjantów. Uzbrojony napastnik śmiertelnie ranił jednego z nich, a lżej ranił drugiego. Następnie zabarykadował się w klasie z uczniami, którzy stali się jego zakładnikami.
Wezwane na miejsce jednostki antyterrorystyczne MSW i dodatkowe siły policji otoczyły szkołę. Rozpoczęto negocjacje z napastnikiem. Brał w nich udział ojciec ucznia. To na niego była zarejestrowana broń użyta w ataku.
Po około pół godziny uczeń wypuścił zakładników i niedługo później sam się poddał. Nie ucierpiał nikt poza nauczycielem i policjantami. Pozostali uczniowie i nauczyciele szybko opuścili szkołę, lub zabarykadowali się w sali gimnastycznej. Napastnik był wzorowym uczniem ostatniej klasy liceum.
Polskieradio.pl/ps


