
Super Wywiad z dr. LESZKIEM GARDEŁĄ z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego.
– Od lat zgłębia pan świat wikingów. Ponoć wszystko zaczęło się od komiksów z Thorgalem…
– To prawda. Miałem 8 lat, gdy przeczytałem pierwszy komiks i pamiętam, jak bardzo pobudził moją wyobraźnię. Zresztą Thorgalowi pozostałem wierny po dziś. Sporo podróżowaliśmy z rodzicami, docieraliśmy w egzotyczne miejsca. Te wyprawy sprawiły, że zainteresowałem się przeszłością. Jestem szczęśliwcem, robię to, co kocham, lecz droga do tego była kręta i wyboista.
– Wikingowie w kulturze popularnej przedstawiani są jako potężni mężczyźni w rogatych hełmach i z toporem w ręku. Jak naprawdę wyglądali mieszkańcy Skandynawii w VIII-XI wieku?
– Archeolog dowiaduje się o życiu danej społeczności, badając śmierć. Od XIX wieku odkryto blisko pół miliona wikińskich grobów różnego rodzaju, głównie szkieletowych i ciałopalnych. Na podstawie badań tych szczątków wiemy, że przeciętny wiking mierzył ok. 170 cm. Pod tym względem nie różnił się specjalnie od reszty Europejczyków. Zdarzały się osoby wysokie, mające nawet 1,90 m, lecz to był niewielki procent populacji. Mężczyzna po 40. uważany był za osobę leciwą, a średnia długość życia wynosiła 25 – 30 lat. Podejrzewamy, że chłopiec stawał się mężczyzną, gdy kończył 16 lat, choć oczywiście są wyjątki. W Norwegii natrafiono na grób kobiety, która – jak się szacuje – zmarła w wieku ok. 70 lat. To by oznaczało, że przeżyła trzy pokolenia.
– Wikingowie faktycznie nie znali litości?
– Świat wikingów to świat niezwykle szeroki. Sięga od skandynawskiej północy po wybrzeża Nowej Fundlandii na zachodzie, Wołgę na wschodzie i Hiszpanię na południu. Zmieniały się charakter i cele wypraw. O krwiożerczych najeźdźcach wspominają głównie źródła anglosaskie. Sęk w tym, że nie zawsze wikingowie napadali na Wyspy Brytyjskie, by łupić, gwałcić i palić. Czasem podróżowali z kobietami i dziećmi, zakładali obozy warowne. Bywały sytuacje, że coś poszło nie tak. Na południu Anglii znaleziono zwłoki 54 skandynawskich mężczyzn w dość młodym wieku. Ich głowy zostały wrzucone do jamy, a ciała pochowano w innym miejscu. Ewidentna egzekucja.
Wikingowie chętnie rabowali obiekty sakralne, z reguły słabo bronione. Do domów przywozili cenne sprzęty takie jak relikwiarze czy bogato zdobione okucia ksiąg liturgicznych. Potem te sprzęty przerabiali na ozdoby, które po latach znajdujemy w grobach na północy kontynentu, szczególnie w zachodniej Norwegii. Interesujące, że na ziemiach polskich, do których wikingowie docierali, nie mamy śladu zbrojnego najazdu. Wprost przeciwnie – przybysze bratali się z lokalną społecznością. Od IX wieku wzdłuż wybrzeży Bałtyku skandynawscy kupcy zaczynają zakładać osady, powstają wielkie międzynarodowe targowiska, gdzie handlowano m.in. niewolnikami.
– Śmierć na polu bitwy była dla wikingów największą nagrodą, pozwalała wkroczyć do raju czyli Walhalli. To dlatego byli tak skuteczni w walce?
– Oto pytanie, co sprawiło, że cywilizacja rolników dzikiej Północy osiągnęła tak niesamowity sukces? Moim zdaniem, kluczowa była ideologia wynikająca z niezwykle bogatej i sugestywnej mitologii. Śmierć w walce była dla tej społeczności wielkim zaszczytem. Chcesz być prawdziwym mężczyzną, musisz zdobyć sławę i zginąć z mieczem w ręku – do tego się to sprowadzało. Wojownik trafiał potem do Walhalli, gdzie każda bitwa kończyła się ucztą, zaś alkohol serwowały piękne walkirie. Natomiast jeśli ktoś umierał w pospolitych okolicznościach, w łóżku – zmożony chorobą – nie mógł się czuć życiowo spełnionym. Co gorsza, istniało ryzyko, że po śmierci znajdzie się w zimnym, ponurym i nudnym miejscu zwanym Hel. Miejsc, do których mieli trafiać wikingowie, było jednak znacznie więcej. Na Islandii np. wierzono, że zmarli przenoszą się wewnątrz góry Helgafell i tam wiodą swoje drugie życie.
– Szczególnie niebezpieczni byli berserkowie – wojownicy, którzy wpadali w bitewny szał. To osobnicy owiani nimbem tajemniczości.
– Mamy dwie grupy takich wojowników: berserkir i ulfhednar, których nazwy nawiązują do niedźwiedzi i wilków. Być może chodzi zresztą o tę samą grupę. Na pewno trudno ich było zabić. Jedna z sag opisuje, że dopiero kowadło wbite w głowę było w stanie unicestwić berserka. Ci wojownicy pojawiają się często w charakterze gwardii przybocznej władcy. Źródła mówią, że było ich 12. Berserkowie przed bitwą mieli wyć jak psy i gryźć krawędzie swoich tarcz. Na Hebrydach znaleziono figurkę szachową wykonaną z kości morsa, a na niej wizerunek wojownika gryzącego fragment tarczy. Czy berserkowie pobudzali się przed walką alkoholem albo jedli muchomory powodujące halucynacje? To spekulacje, choć… nie można tego wykluczyć. W dwóch kobiecych grobach znaleziono nasiona lulka czarnego i konopi. Bez wątpienia wikingowie znali psychoaktywne właściwości tych roślin, ale równie dobrze konopie mogli wykorzystywać wyłącznie do robienia lin.
– W świecie wikingów kobieta zajmuje się domem, pracuje na roli, ale też walczy ramię w ramię z mężczyznami. We wczesnym średniowieczu takie równouprawnienie było chyba niespotykane?
– W temacie wikińskich wojowniczek muszę pana rozczarować. Kobiety sięgały po broń w wyjątkowych okolicznościach i niezbyt często wyruszały z mężczyznami do boju. Kultura masowa pokazuje to inaczej, lecz badaliśmy kości kobiet pochowanych z bronią i nie trafiliśmy na ślady walk, jakichkolwiek obrażeń. Takich grobów jest zresztą raptem ok. 30. Lecz podkreślmy z całą mocą: kobiety w Skandynawii były bardzo szanowane. Stały trochę z boku, jednak to one kierowały działaniami mężczyzn. Mężczyzna był głową rodziny, kobieta jego szyją (śmiech). Co ważne, do kobiet należała sfera sacrum. To one przepowiadały przyszłość, budząc podziw i lęk. W świecie wikingów istniała natomiast idea wojowniczki – czego dowodem są choćby imiona walkirii nawiązujące do rodzajów broni czy bitewnego zgiełku.
– Podoba się panu serial „Wikingowie”?
– Bardzo! Nie mam problemu z tym, że dość swobodnie operuje on faktami. Gdybym się czepiał, spytałbym, skąd wikingowie mieli anglosaskie miecze jeszcze przed pierwszym atakiem na Wyspy Brytyjskie? Lecz rozumiem, że film kieruje się swoimi zasadami. Że bohaterowie muszą być seksi, przemawiać do milionowej widowni. Kapitalnie udało się twórcom serialu odmalować mentalność ówczesnych mieszkańców Północy. Pokazali społeczeństwo w całej jego złożoności.
– Ma pan ulubionego bohatera?
– Podobają mi się postaci Ragnara i Lagerthy. Król Egbert ze swoim sarkazmem i ciekawym podejściem do wychowania wnuka też jest niczego sobie.
– Zatem wyjaśnijmy raz na zawsze: legendarny przywódca wikingów Ragnar Lodbrok to postać historyczna.
– Hmm, tutaj też pojawiają się wątpliwości (śmiech). To postać znana w źródłach, niewykluczone, że ktoś o takim imieniu istniał. Nie wiadomo natomiast, czy był jeden Ragnar czy może stworzono go z kilku podobnych. Chyba nie znajdziemy grobu z napisem: tu leży Ragnar Lodbrok. Fakty są takie, że w IX wieku Wielka Armia Pogan uderzyła na Anglię i spowodowała ogromne spustoszenie. W tamtych czasach niektóre postaci już za życia stawały się legendą. Kimś takim mógł być ktoś podobny do serialowego Ragnara.
– W serialu wielkim szacunkiem cieszy się Floki, budowniczy łodzi…
– To oczywiste. Bez długich łodzi ekspansja wikingów byłaby niemożliwa. Te wspaniałe okręty świetnie radziły sobie na rzekach i oceanach. Floki to lekko autystyczny geniusz, artysta najwyższej próby. Wikingowie byli świetnymi rzemieślnikami.
– Intryguje mnie postać Ivara Bez Kości, serialowego syna Ragnara. Czy ktoś, kto nie był w stanie chodzić o własnych siłach, w tak brutalnym świecie mógł zostać wielkim wodzem?
– Kalekie dzieci się rodziły, pytanie w jaki sposób były postrzegane. Rodzice Ivara cierpiącego na schorzenie związane z wrodzoną łamliwością kości, należeli do elity, więc on pewnie miał łatwiej. Można wysnuć teorię, że sparaliżowany od pasa w dół młodzieniec był impotentem. A na czele Wielkiej Armii Pogan stanął z mieczem w ręku, żeby udowodnić, iż jest wartościowym członkiem społeczności. To są domysły wynikające również z przydomków. Nie wiemy na przykład, czy Harald Sinozęby, król Danii i Norwegii, miał fatalne zęby czy jednak celowo je spiłował, a w szpary wcierał barwnik – ostatnie badania pokazują, że wikingowie faktycznie modyfikowali w ten sposób swój wygląd.
– Podejrzewam, że śmiertelność wikińskich dzieci była wysoka.
– Cóż, przetrwanie w północnym klimacie nie należało do najłatwiejszych. Ludzie siedzieli w słabo ogrzanych domach, w dodatku zaczadzeni dwutlenkiem węgla. Śmierdzieli nawozem, którym palono. Co chwila jedna grupa napadała na drugą albo wyruszało się na większą wyprawę. Tylko najsilniejsi radzili sobie w takich warunkach.
– Maorysi tatuowali twarze – moko oznaczał przynależność do elitarnej grupy wodzów i najznamienitszych wojowników. W serialu widzimy, że wikingowie też znali rytualny tatuaż. Rzeczywiście był tak powszechny?
– Żyjący w X wieku Ibn Fadlan, arabski żołnierz i podróżnik, obserwował nad Wołgą ceremonię pogrzebu wodza Rusów, który najprawdopodobniej pochodził ze Skandynawii. Kronikarz opisuje, iż nigdy wcześniej nie widział mężczyzn tak rosłych i pięknych, a ciała ich zdobią różnego rodzaju wzory, ciemnozielone linie. Możemy się zastanawiać – malowane czy tatuowane? Skoro jednak w grobach z Pazyryku w Ałtaju, kulturze starszej od kultury wikingów o ponad tysiąc lat, widzimy wytatuowane mumie, należy przypuszczać, że również Skandynawowie mogli w ten sposób ozdabiać swoje ciała. W Vendel na terenie Szwecji znaleziono ostro zakończony przedmiot mający formę łopatki bądź łyżeczki. Narzędzie mogło służyć nakłuwaniu ciała i wpuszczaniu doń barwnika.
– Pewnie się pan uśmiechnie z politowaniem, ale przyznam, że nie rozumiem, z jakiego powodu wikingowie przyjęli chrześcijaństwo.
– To była dziejowa konieczność. U schyłku X wieku wiara chrześcijańska oznaczała przynależność do cywilizowanej Europy. Z poganami niechętnie handlowano, a wikingowie chcieli utrzymać kontakty gospodarcze i polityczne. Powodów było więcej, a zmiany następowały powoli i z oporami. Nową wiarę bardzo często wprowadzano siłą, nawet terrorem. Norwescy władcy łamali charaktery z pomocą wyszukanych tortur np. wpuszczając do przełyku węża.
– O wikingach moglibyśmy rozmawiać godzinami. Na koniec padnie jednak sakramentalne pytanie: czy nasz Mieszko był wikingiem? Bo jeśli tak…
– Nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, by głosić tezę, iż Mieszko był wikingiem. Takie informacje rozpowszechniają amatorzy bazujący na XIX-wiecznych pracach romantyków bądź innych historycznych dyletantów. Kontakty słowiańsko-skandynawskie istniały, lecz to nie wikingowie są organizatorami państwa polskiego.
Rozmawiał TOMASZ SZELIGA
SYLWETKA
Urodzony w 1984 roku LESZEK GARDEŁA to jeden z najzdolniejszych młodych naukowców. Jest stypendystą wielu fundacji i uczelni w Polsce i Europie, autorem ponad 80 artykułów naukowych, twórcą dwóch monografii o skandynawskich amuletach w Polsce i magicznych różdżkach z epoki wikingów oraz współredaktorem sześciu książek. Kształcił się na uniwersytetach w Poznaniu, Oslo i Aberdeen w Szkocji, gdzie obronił pracę doktorską. Studiował archeologię, runologię i filologię nordycką. Od trzech lat Leszek Gardeła jest adiunktem w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego. W swoich badaniach szczególną uwagę poświęca tematyce dawnych wierzeń, magii, symboliki oraz różnorodnym praktykom funeralnym w świecie wikingów i Słowian. Obecnie pracuje nad cyklem artykułów poświęconych obecności Skandynawów we wczesnośredniowiecznej Polsce oraz nad książką o pochówkach atypowych.
Rozmawiał Tomasz Szeliga



3 Responses to "Uczta w Walhalli"