
RZESZÓW. – Nie czuję się bohaterem, zrobiłem to, co do mnie należało – przekonuje 27-latek.
W poniedziałek na ulicy Warszawskiej doszło do dramatycznego wypadku. Kierujący hyundaiem, na oznakowanym przejściu dla pieszych potrącił przechodzącą przez jezdnię 24-letnią kobietę, bo omijał inny samochód, który zatrzymał się, aby przepuścić pieszych. Na ratunek ciężko poszkodowanej ruszył Maciej Rąb, strażak z Ochotniczej Straży Pożarnej Rzeszów-Słocina, który przypadkiem znalazł się na miejscu.
– Do wypadku doszło około godz. 18.30. Kierujący samochodem marki Hyundai Tucson, 57-letni mieszkaniec powiatu rzeszowskiego, jadąc lewym pasem ruchu w kierunku ul. Marszałkowskiej, na oznakowanym przejściu dla pieszych potrącił 24-letnią obywatelkę Ukrainy, która mieszka w Rzeszowie. Następnie jego samochód uderzył w znajdującą się za przejściem latarnię – relacjonuje kom. Adam Szeląg, rzecznik rzeszowskiej policji. – Okazało się, że 57-latek omijał bmw, którego kierująca zatrzymała się na prawym pasie przed przejściem, aby przepuścić pieszych. W wyniku potrącenia, ranna i nieprzytomna 24-latka została przewieziona do szpitala. Policjanci zatrzymali prawo jazdy 57-latka. Badanie alkomatem wykazało, że w chwili wypadku był trzeźwy – dodaje Szeląg.
Maciek – Anioł Stróż
Ulicą Warszawską w tamtym czasie jechał akurat Maciej. – Wracałem od mamy do domu i najechałem na korek. Zobaczyłem ludzi gromadzących się przy przejściu dla pieszych, stąd wiedziałem, że musiało dojść do wypadku – opowiada.
Nie zastanawiając się ani chwili 27-latek ruszył z pomocą. – Nad kobietą stało około 15 osób, krzyczeli, że nie oddycha – opowiada Maciej. – Leżała daleko od przejścia, wydaje mi się, że minimum 25 metrów. Wokół było bardzo dużo krwi. Miała ranę ciętą na policzku, złamaną rękę i nogę. Naprzemiennie traciła i odzyskiwała przytomność. Natychmiast przystąpiłem do czynności ratunkowych, w których pomagała mi kobieta, która przedstawiła się, że jest funkcjonariuszem policji. Na moją prośbę jeden ze świadków wezwał pogotowie. Funkcjonariuszka starała się też zapanować nad kierowcą, który potrącił kobietę i nad jego przerażonym nastoletnim synem, z którym jechał. – Ten człowiek był w szoku. Płakał, co chwilę pytał, jak się czuje kobieta, był bardzo przejęty jej stanem – wspomina Maciej.
W niedługim czasie na miejscu zjawiła się karetka pogotowia, która zabrała poszkodowaną do szpitala.

– To nie pierwsza taka sytuacja w moim życiu – mówi Maciej, który jest kwalifikowanym ratownikiem KPP. – W ubiegłym roku reanimowałem człowieka na Zalesiu. Niestety, mężczyzny nie udało się uratować, gdyż miał rozległy zawał. Niejednokrotnie udzielałem też pomocy poszkodowanym w wypadkach. Dlatego zakupiłem torbę ratowniczą, którą zawsze wożę w samochodzie, by w razie potrzeby móc fachowo udzielić pomocy – przyznaje.
Od poniedziałku wieczora telefon Maćka przeżywa oblężenie. Znajomi i rodzina dzwonią z gratulacjami. Z bohaterskiej postawy 27-latka najbardziej dumna jest żona Klaudia, która stawia go za wzór do naśladowania ich 2-letniemu synkowi Florianowi. Malec imię otrzymał na cześć patrona strażaków. – Kiedy ktoś dzwoni z gratulacjami, podkreślam, że nie czuję się bohaterem. Zrobiłem to, co do mnie należało, bo czułem taki obowiązek – przyznaje skromnie. – Nie byłbym w stanie przejść obojętnie obok osoby, która potrzebuje pomocy, tym bardziej, że umiem jej udzielić. To ważne, bo liczy się każda sekunda do przyjazdu karetki. Od tych sekund może zależeć czyjeś życie.
Katarzyna Szczyrek



5 Responses to "Uderzona przez samochód przeleciała kilkadziesiąt metrów. Maciej ruszył jej na pomoc"