
Polski rząd zakupił izraelski system do inwigilacji Pegasus, żeby podsłuchiwać osoby niewygodne dla władzy, zamiast zwalczać przestępczość! To jednak nie wszystko, bo Najwyższa Izba Kontroli wykryła, iż za Pegasusa zapłacono z Funduszu Sprawiedliwości. To podległy Ministerstwu Sprawiedliwości twór, który władza stworzyła, by rzekomo pomagać ofiarom przestępstw. Wychodzi jednak na to, że stworzyła go, by finansować
z naszych pieniędzy swoje pomysły.
O możliwości wykorzystywania przez Centralne Biuro Antykorupcyjne oraz inne służby platformy o nazwie Pegasus stacja TVN24 donosiła już w 2018 roku. Wtedy to Najwyższa Izba Kontroli kierowana jeszcze przez Krzysztofa Kwiatkowskiego, kontrolując Centralne Biuro Antykorupcyjne, natrafiła na fakturę opiewającą na 25 mln złotych, które zostały przeznaczone na zakup systemu Pegasus, służącego do inwigilacji wybranych osób za pomocą smartfonów, z których korzystają. Dziennikarze TVN24 wyliczyli wówczas, że wraz z wdrożeniem wszystkie koszty Pegasusa mogły sięgnąć kwoty 34 mln złotych. Pytani o Pegasusa wtedy politycy ekipy rządzącej i przedstawiciele CBA nie chcieli odpowiadać na pytania autorów reportażu o to, czy Pegasus jest obecnie wykorzystywany przez polskie służby. Jednak eksperci z Citizen Lab zajmujący się cyberbezpieczeństwem i działający przy Uniwersytecie w Toronto potwierdzili, że są ślady użytkowania Pegasusa na terenie Polski. Warto podkreślić, że Pegasusa mogą kupić tylko organa ścigania poszczególnych krajów, oprogramowanie nie jest dostępne dla prywatnych firm ani osób. Poniekąd nic dziwnego, bo Pegasus to jeden z najbardziej zaawansowanych na świecie systemów elektronicznej inwigilacji. Jego atuty to szerokie możliwości śledzenia wybranej osoby oraz znikoma możliwość wykrycia tego narzędzia.
CBA nabrało wody w usta
Naturalne było to, że po tych doniesieniach dziennikarze różnych mediów pytali CBA o Pegasusa. Jednak nikt nie dostał szczegółowych informacji. CBA ograniczało się do lakonicznych odpowiedzi, na przykład takiej, jakiej udzieliło „Wirtualnym” mediom: – W odpowiedzi na pytania informuję, że zgodnie z art. 24 ustawy o CBA ,,W związku z wykonywaniem swoich zadań CBA zapewnia ochronę środków, form i metod realizacji zadań, zgromadzonych informacji oraz własnych obiektów i danych identyfikujących funkcjonariuszy CBA”. W związku z powyższym nie zabieram stanowiska wobec zadanych pytań – napisał w mailu wysłanym do redakcji Temistokles Brodowski, rzecznik CBA. Było zatem wiadomo, że Polska Pegasusa ma, natomiast nie wiadomo było, wobec kogo używa tego systemu. Wszyscy zapewne chcieli wierzyć, że używa go tak, jak każde demokratyczne państwo, czyli do śledzenia ludzi podejrzanych o poważne przestępstwa.
Zamiast przestępców, CBA inwigilowało senatora KO i dwoje prawników
Tymczasem niedawno grupa badaczy z Citizen Lab poinformowała, że system Pegasus zakupiony przez Polskę służył do inwigilowania mec. Romana Giertycha, prok. Ewy Wrzosek oraz senatora KO Krzysztofa Brejzy! Brejza podczas ostatnich wyborów parlamentarnych był szefem sztabu Koalicji Obywatelskiej. Pytany przez tygodnik „Sieci” o tę sytuację wicepremier ds. bezpieczeństwa i prezes PiS, Jarosław Kaczyński, nazwał ją „aferą z niczego” i stwierdził, że: – Żaden Pegasus, żadne służby, żadne jakieś tajnie pozyskane informacje nie odgrywały w kampanii wyborczej w roku 2019 jakiejkolwiek roli. Pegasus to program, po który sięgają służby zwalczające przestępczość i korupcję w wielu krajach. Źle by było, gdyby polskie służby nie miały tego typu narzędzia – podkreślił, dodając jednocześnie, że nie może się wypowiadać na temat metod stosowanych przez służby.
CBA znów pod lupą NIK
Po tej aferze NIK, którą obecnie kieruje Marian Banaś, zdecydowała się na powtórną kontrolę CBA i jej wydatków. Jednocześnie dziennikarze TVN24 zwrócili się do NIK o ujawnienie dokumentów dotyczących tej sprawy, które nie są objęte klauzulą niejawności. Okazało się, że 25 mln złotych, które CBA wydało na Pegasusa otrzymało z Funduszu Sprawiedliwości. – NIK posiada dwie jawne faktury VAT z tytułu płatności ze środków otrzymanych z Funduszu Sprawiedliwości w kwocie 25 mln złotych za realizację umowy z dnia 29 września 2017 roku (umowa niejawna) zawartej pomiędzy Ministerstwem Sprawiedliwości, a CBA. Ze sprawozdania z wykonania zadania, z dnia 24 stycznia 2018 roku, wynika, że środki wykorzystano na zadanie: „Zakup środków techniki specjalnej służących do wykrywania i zapobieganie przestępczości” – poinformowała NIK w odpowiedzi na pytania TVN24. Z dokumentacji sprawdzanej przez NIK wynika też, że CBA dołożyło 8,4 miliona złotych, jako „wkład własny” do tego przedsięwzięcia. Kwota ta miała zostać przeznaczona na „testy funkcjonalności systemu” oraz „odbiór szkoleń/odbiór końcowy”. Tymczasem „Gazeta Wyborcza” już wcześniej ujawniła, że konkretna firma za pośrednictwo w zakupie systemu zarobiła ponad 8 milionów złotych.
Kasa poszła, choć niezgodnie z prawem
Rzecz w tym, że: – Zdaniem NIK środki z Funduszu Sprawiedliwości nie mogły zostać przekazane CBA, gdyż zgodnie z art. 4 ust. 1 ustawy z dnia 9 czerwca 2006 roku o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym działalność CBA jest finansowana wyłącznie ze środków budżetu państwa, a środki państwowego funduszu celowego nie są środkami tego rodzaju
– podkreślono w piśmie Najwyższej Izby Kontroli. W istocie Fundusz Sprawiedliwości to stworzone przez aktualną władzę ciało, które ma mieć rzekomo na celu – pomoc ofiarom przestępstw. Inna kontrola NIK w tym właśnie tworze wykazała jednak, że „wyciekały” z niego ogromne sumy pieniędzy na dość dziwne i niejasne cele.
Woś podpisał, a po 3 latach „nic nie wiedział”
Jak wiadomo z ujawnionych przez NIK dokumentów pod dwoma pismami dotyczącymi przekazania CBA 25 mln złotych przez FS, podpisał się wiceminister sprawiedliwości Michał Woś. To było w 2018 roku. Ten sam Michał Woś w grudniu zeszłego roku pytany o Pegasusa w związku z inwigilacją Wrzosek, Brejzy i Giertycha twierdził, że nie wie, co to jest Pegasus i nic nie wie, jakoby ktokolwiek miał być nielegalnie podsłuchiwany. O wyprowadzeniu pieniędzy z FS do CBA wiedział też Zbigniew Ziobro. Świadczy o tym pismo szefa CBA z września 2018 roku skierowane do Ziobro, w którym ówczesny szef CBA zwracał się o przekazanie umówionej kwoty na zakup „środków techniki specjalnej”.
Rzec by można, że włos jeży się na głowie, gdy dowiadujemy się co robi nasza władza i do czego używa oprogramowania kupionego za ciężkie pieniądze podatników w dodatku z naruszeniem prawa. Problem w tym, że ta władza i jej bezczelność nie zaskakuje nas już chyba niczym.
Monika Kamińska



13 Responses to "Ukradli pieniądze ofiarom przestępstw"