„Najgorszy poranek w moim życiu… brat zadzwonił o 6:00 i powiedział: „Rodzice są w schronie, zaczęło się… nasze miasto jest atakowane”. Brak mi słów… trudno w to uwierzyć… ale jest to już fakt. Panie Boże zmiłuj się nad nami!” – napisał na Facebook’u Heorhii Kvekveskiri, który mieszka w Rzeszowie. Podobnie jak wielu Ukraińców zostawił za wschodnią granicą rodzinę. Z niepokojem obserwuje to, co się tam dzieje. Ale wie jedno: – Ludzie się nie boją
i nie zamierzają poddać.
Od drugiej wojny światowej nasi sąsiedzi nie doświadczyli agresji na taką skalę. – Ukraina została wyzwolona w październiku 1944 r. i od tamtej pory – z wyjątkiem Majdanu – w Kijowie nie było strzałów. Dziś towarzyszą nam takie emocje, jak w przeszłości naszym dziadkom, kiedy 22 czerwca 1941 roku o 4 nad ranem Ukraina została zaatakowana. Teraz było identycznie, nie ma wątpliwości Heorhii Kvekveskiri, absolwent prawa na WSPiA Rzeszowskiej Szkole Wyższej.
– Moja rodzina jest w mieście Browary, na północny wschód od Kijowa. W czwartek było o nim głośno, bo pierwsze rakiety uderzyły w tamtejszą jednostkę wojskową – relacjonuje nasz rozmówca. O godz. 5 jego bliscy zbiegli do schronu w piwnicy pod blokiem i tam przetrwali atak. Mer miejscowości poinformował, że pod ostrzałem znalazły się dwie jednostki wojskowe. „W tej chwili jest sześciu zabitych, 12 rannych osób trafiło do szpitala” – podał.
– Gdy się uspokoiło, moi rodzice zabrali rzeczy z mieszkania i przenieśli się w bezpieczniejsze miejsce – mówi Heorhii. Przyznaje, że byli przygotowani na konieczność ucieczki.
– Wcześniej spakowali dokumenty oraz wszystko, co najpotrzebniejsze, bo mieli z tyłu głowy, że to może się wydarzyć. Ale nikt się nie spodziewał, że zaatakują w tak bezczelny sposób. Tak może postąpić tylko wariat – nie ma wątpliwości.
Teraz w Browarach nie toczą się walki. – Moja rodzina jest bezpieczna i chce odczekać kilka dni – mówi nasz rozmówca. Czy rozważa przyjazd do Polski? – To nie jest teraz proste. Podróż z Kijowa jest niebezpieczna. Na razie czekamy na rozwój sytuacji. To trudne, bo będąc tutaj, za bardzo nie mogę pomóc. Czuję bezradność. Mogę się tylko modlić, żeby wojna jak najszybciej się skończyła.
Walka trwa
– Na Ukrainie nie ma już bogatych i biednych, gwiazd z milionem obserwujących na Instagramie i zwyczajnych ludzi. Kiedy słychać alarm czy odgłos rakiet, wszyscy schodzą do schronu – mówi Ukrainiec. To wojna i wszyscy łapią za broń, ludzie się nie boją i nie zamierzają poddać. W Kijowie każdemu, kto zgłosi się do obrony terytorialnej, wydadzą broń. Wielu moich znajomych zapisało się do niej. Robią to też znane osoby. Wszyscy członkowie ukraińskiego zespołu Antytila wstąpili do wojska. Napisali, że czują ducha walki i wspólnoty. Będą zębami trzymać naszą ziemię i jej nie oddadzą. Walka trwa – przekonuje Heorhii Kvekveskiri.
Dziś, jak każdy obywatel Ukrainy jest dumny ze swojego prezydenta. – Niektórzy się śmiali, że komik został prezydentem, ale teraz podziwiamy jego postawę, podejmowane przez niego decyzje, odwagę. On i jego rodzina są bezpośrednimi celami Putina, a mimo to cały czas tam jest. Myślę, że on się urodził dla tej roli. To jest jego misja.
Nasi sąsiedzi nie zamierzają się poddać, ale potrzebują pomocy z zewnątrz. – Nie mówimy nawet o wysłaniu żołnierzy, bo tego chyba nikt się nie podejmie. Ale jeżeli mają zostać wprowadzone sankcje, to powinny uderzać bezpośrednio w Putina. Rosja musi je odczuć, dlatego powinna zostać odłączona od systemu Swift. – Tylko, że same sankcje nie zatrzymają Putina. Mogą go jedynie osłabić. Siły Ukrainy i Rosji nie są równe, dlatego potrzebujemy więcej broni. To pomaga
– przekonuje nasz rozmówca.
Czy można przewidzieć, co wydarzy się w kolejnych dniach? – Przewidywanie opiera się na racjonalizmie, a Putin jest irracjonalny, więc zupełnie nie da się przewidzieć, co zrobi – nie ma złudzeń. – Myślę, że jak każda wojna, skończy się podpisaniem aktu pokojowego, więc będą musieli rozmawiać. Ale po czymś takim nie ma wygranych…
„Dziękuję wam!”
Na koniec Heorhii dodaje:
– Dziękuję wam! Polska bardzo wspiera Ukrainę. Ludzie są z nami bardzo zjednoczeni. Jesteśmy wdzięczni wszystkim organizacjom i osobom prywatnym, które same się organizują, robią zbiórki. Nasze narody muszą żyć w pokoju. Trzeba się przeprosić nawzajem i iść dalej. Odbudować przyjaźń… Niech nam Pan Bóg błogosławi i pomoże!
Wioletta Kruk



12 Responses to "Ukraińcy będą zębami trzymać swoją ziemię"