Ukrainie grozi permanentny „falujący” konflikt

Dr Stanisław Stępnień. Fot. PWSW
Dr Stanisław Stępnień. Fot. PWSW

Rozmowa z dr. Stanisławem Stępniem, prorektorem Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu, prezesem Południowo-Wschodniego Instytutu Naukowego w Przemyślu. Rozmowę przeprowadzono 19 lutego.

– Jak rozwinie się sytuacja na Ukrainie?
– Trudno sensownie prognozować. Po raz pierwszy mamy do czynienia z tego typu wydarzeniami w Europie Środkowo-Wschodniej. Obie strony są radykalnie nastawione, z tym że rządowa bardziej jest zdeterminowana, by zdusić protesty na Majdanie. Opozycja niestety jest podzielona, od elementów skrajnych, po skłonne do rozmów przy „okrągłym stole”. Sytuację na Ukrainie na pewno zaogniłyby walki na prowincji. Nie wiadomo, jak w przypadku ich wybuchu zachowałyby się służby wewnętrzne. Wiadomo tylko, że część milicji na prowincji nieoficjalnie solidaryzuje się z opozycją. Przejście sił bezpieczeństwa w terenie na stronę opozycji byłoby iskrą, która spowodowałaby wybuch wojny domowej. Na pewno Rosja oddziałuje na dwie strony ukraińskiego konfliktu: rządową i opozycyjną. Nacjonalistyczni radykałowie z partii Swoboda i Prawego Sektora mogą, nie zdając sobie z tego sprawy, być manipulowani przez rosyjskie siły bezpieczeństwa, które różne formy prowokacji mają opanowane po mistrzowsku. Nie ulega bowiem wątpliwości, że utrzymanie Ukrainy w rosyjskiej strefie wpływów priorytetem w aktualnej polityce Kremla.

– Czy jest jeszcze nadzieja na rozmowy?
– Osobiście uważam, że sytuacja na Ukrainie się jeszcze bardziej się zradykalizuje, gdyż nie widzę woli porozumienia ze strony prezydenta Janukowycza. Wszystko wskazuje na to, że Janukowycz jest nastawiony na siłowe rozwiązanie, w związku z tym w Kijowie może dojść do eskalacji walk. Z tym że nie wolno skupiać się tylko na Majdanie. Ważna jest także prowincja. O ile na zachodniej Ukrainie opozycji udało się przejąć budynki administracji rządowej, o tyle w centralnej i wschodniej Ukrainie jeszcze nie, ale tam też może się to udać.

– Czy Ukrainie grozi rozpad?
– Przy całym tym dramatyzmie wydarzeń nie uważam, by Ukrainie groził rozpad, bo nie ma dwóch Ukrain, tylko trzy: zachodnia, środkowa i wschodnia. A głos Ukrainy centralnej z Kijowem na czele jest decydujący. Ten głos jest dziś mniej więcej 50/50 jeśli chodzi o poparcie dla Majdanu i Janukowycza. Podsumowując, Ukrainie nie grozi rozpad, natomiast grozi jej permanentny „falujący”, a może nawet długotrwały konflikt. Dlatego dziś Polska powinna oddziaływać w ten sposób, by doszło do ukraińskiego okrągłego stołu.

Rozmawiał Piotr Samolewicz

Leave a Reply

Your email address will not be published.