
PRZEMYŚL. 42-letni kierowca ukraińskiego autobusu, który w piątek (17 sierpnia) stoczył się ze skarpy na niebezpiecznym zakręcie w podprzemyskiej Leszczawie Dolnej trafił na 3 miesiące do aresztu. Prokuratura postawiła mu zarzut sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, za co kodeks karny przewiduje od 2 do 12 lat więzienia. W wypadku zginęły 3 osoby.
Ze wstępnych ustaleń śledczych wynika, że kierowca wiozący ukraińską wycieczkę był trzeźwy, ale nie zastosował się do ograniczenia prędkości na tym odcinku – do 30 kilometrów na godzinę. Jechał ponad 2 razy szybciej, a do tego była mgła. W tym miejscu każdy stara się jechać ostrożnie, szczególnie, że piątkowy tragiczny wypadek, w którym zginęły dwie kobiety (30 i 55 lat) oraz 34-letni mężczyzna, nie był jedynym w tym miejscu. W sierpniu 1991 roku także ukraiński autokar uległ tu wypadkowi. Wówczas zginęło więcej osób, ale tragedia nauczyła kierowców, by tu uważać. Jak podała policja, od 2003 roku do feralnego piątku były tu tylko 4 kolizje.
Tym razem jednak skończyło się tragicznie, choć mogło jeszcze gorzej. W przemyskim Wojewódzkim Szpitalu przebywa jeszcze 17 rannych w katastrofie, pozostali są hospitalizowani w ościennych powiatach. 9 osób wyjechało już na Ukrainę, a 5 zostało zakwaterowanych w jednym z przemyskich hoteli. Autobus w sobotę został przewieziony na parking strzeżony w Jarosławiu.
Za sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym, którego skutkiem jest śmierć lub ciężki uszczerbek na zdrowiu człowieka 42-letniemu ukraińskiemu kierowcy grożą nie mniej niż 2 lata więzienia, górna granica kary pozbawienia wolności to 12 lat.
emka


