
PRZEMYŚL. Już wkrótce sądowy finał katastrofy ukraińskiego autokaru, w której zginęły trzy osoby, a wiele odniosło ciężkie obrażenia.
12 czerwca Sąd Okręgowy w Przemyślu ma ogłosić wyrok w sprawie ukraińskiego kierowcy, Mykoły Ł. (43 lata), który w sierpniu zeszłego roku, jak głosi akt oskarżenia umyślnie doprowadził do katastrofy w ruchu lądowym, w której zginęły 3 osoby, a liczne inne odniosły różne, w tym ciężkie obrażenia. Sąd na wtorkowej (4 czerwca) rozprawie nie przychylił się do wniosku obrony, by zasięgnąć opinii innego biegłego z zakresu mechaniki samochodowej i ruchu drogowego. Oskarżyciel publiczny chce dla oskarżonego kary 6,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności i 15 lat zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych na terenie RP. Oskarżycielka posiłkowa ustami swego pełnomocnika dla Mykoły Ł. żąda co najmniej 10 lat więzienia. Obrona powołując się na wątpliwości dotyczące opinii biegłego chciałaby dla swego klienta uniewinnienia, ale bierze pod uwagę także inne możliwości.
Przypomnijmy: 17 sierpnia zeszłego roku w godzinach wieczornych ukraiński autokar wiozący ponad 50 osób na wycieczkę do Wiednia i Budapesztu przekroczył granicę z Polską w Krościenku i jechał w stronę Przemyśla. Choć było lato warunki na drodze nie były najlepsze, było
ślisko, opadała mgła, a trasa wiodła przez bardzo trudny odcinek drogi z ostrymi zakrętami, w tym zakrętem w Leszczawie Dolnej, zwanym „zakrętem śmierci”. Na tym właśnie zakręcie autobus „nie wyrobił” i przebijając barierkę stoczył się ze skarpy dachując. Dwie kobiety i mężczyzna ponieśli śmierć na miejscu wskutek gwałtownego uduszenia przygnieceni elementami pogruchotanego pojazdu. Inne liczne osoby doznały różnych urazów, w tym bardzo poważnych.
Już wstępne ustalenia śledczych w tej sprawie były bardzo niekorzystne dla kierowcy, który prowadził autokar, wówczas 42-latka, Mykoły Ł. Był co prawda trzeźwy, ale wszystko wskazywało na to, że bezpośrednią przyczyną katastrofy było po prostu znaczne przekroczenie prędkości przez kierującego. Na odcinku, gdzie obowiązuje „trzydziestka” według wskazań tachografu autokar pędził z prędkością ponad 70 km/h. Dodatkowo tak u Mykoły Ł. , jak i jego zmiennika wykryto śladowe ilości substancji psychoaktywnej (THC), było jej jednak tak mało, iż nie miała wpływu na sprawność kierowcy. Biorąc pod uwagę to, że kierowca świadomie ignorował znaki drogowe jadąc nieznaną sobie trasą i przy niełatwych warunkach na drodze śledczy uznali, że mógł i powinien przewidzieć, iż może się to skończyć katastrofą i godził się na to i przyjęli, że Mykoła Ł. umyślnie spowodował katastrofę w ruchu lądowym, następstwem której była śmierć 3 ludzi i poważne uszkodzenia ciała innych. Grozi za to od 2 do 12 lat za kratkami.
Tymczasem kierowca w śledztwie nie przyznawał się do winy twierdząc, że przyczyną wypadku była awaria układu hamulcowego autokaru.
Zmienił „front”
Jednak przed sądem Mykoła Ł. zmienił „front” i przyznał się do zarzucanego mu czynu, a obrona w jego imieniu zawnioskowała o możliwość dobrowolnego poddania się przezeń karze 5,5 roku pozbawienia wolności. Zgodziła się na to oskarżycielka publiczna , prok. Beata Starzecka pod warunkiem, że dodatkowo Mykoła Ł. otrzyma 15-letni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych w Polsce. Na takie warunki nie przystała jednak Tamara P. wdowa po Wołodymyrze, ofierze katastrofy, która sama w niej także doznała obrażeń. Jej zdaniem kierowca powinien odsiedzieć minimum 10 lat.
Podczas wtorkowej (4 czerwca) rozprawy wyczerpujące, bo ponad 2,5-godzinne zeznania składał biegły z zakresu ruchu drogowego z listy prezesa Sądu Okręgowego opiniujący w tej sprawie Ireneusz Kochanowicz. Podtrzymał przed sądem swa opinię ze śledztwa, że bezpośrednią przyczyną katastrofy była nadmierna prędkość jaką na tym odcinku rozwinął kierowca. Przyznał jednak, że nie dało się ze względów bezpieczeństwa przeprowadzać badań wraku autobusu przy włączonym silniku. Tego i jeszcze paru innych szczegółów technicznych uchwyciła się obrona oskarżonego. Jej zdaniem wątpliwości co do opinii biegłego były tak duże, że zasadnym miało być powołanie kolejnego biegłego z zakresu mechaniki samochodowej. Sprzeciwili się temu prok. Starzecka, a także pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej podnosząc, że wniosek taki służy tylko przedłużaniu procesu. Sędzia Krzysztof Stępień podzielił zdanie oskarżycieli i wniosek obrony oddalił oraz zamknął przewód sądowy.
Poprosił o przebaczenie
W mowie końcowej prokurator Starzecka podkreśliła, że zdaniem oskarżenia wina kierowcy jest bezsporna, bo nie zastosował się do znaków drogowych i tym samym przekraczając prędkość godził się na katastrofę i jej skutki. Zażądała dla oskarżonego kary 6,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności i 15-letniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych na terenie RP. Tego drugiego chce też dla oskarżonego oskarżycielka posiłkowa, Tamara P., ale jej pełnomocnik podniósł, że kara więzienia o jaką wnosi oskarżenie publiczne jest zbyt mała i oczekuje, iż kierowca spędzi w więzieniu minimum 10 lat. Chciałby też, by sąd zasądził na rzecz jego mocodawczyni od Mykoły Ł. kwotę zadośćuczynienia w wysokości 200 tys. złotych oraz by kierowca pokrył koszty adwokackie wszystkich klientów, których reprezentował w procesie. Z kolei obrona powołując się na wątpliwości dotyczące technicznych badań autobusu po katastrofie wniosła o uniewinnienie Mykoły Ł. Jednak, gdyby sąd tych wątpliwości nie podzielił, obrona chciałaby, by uznał, iż oskarżony nie działał umyślnie i uznawszy to wymierzył mu karę przewidzianą za nieumyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, której następstwem była śmierć w dolnej granicy ustawowego zagrożenia karą. Dolna granica wynosi tu 6 miesięcy pozbawienia wolność, górna – 8 lat. Gdyby jednak sąd i tego nie uwzględnił obrona wniosła o wymierzenie oskarżonemu kary, którą sam proponował na początku procesu chcąc poddać się dobrowolnie karze, czyli 5,5 roku więzienia i 15 lat zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych na terenie RP. Oskarżony Mykoła Ł. w ostatnim słowie poprosił sąd o sprawiedliwy wyrok, a rodziny tych, którzy zginęli w katastrofie o przebaczenie.- Nie jestem winny tego, że ja przeżyłem, a oni zginęli – powiedział.
Wyrok ma zostać ogłoszony w przyszłą środę (12 czerwca) rano. Jaką decyzję podejmie sąd i czy będzie ona ostateczna, czy też którakolwiek ze stron zechce się od niej odwołać dowiemy się już wkrótce.
Monika Kamińska


