Ukraiński trop w sprawie zaginionej pielęgniarki z Jasła

Krzysztof Rutkowski twierdzi, że jego ludzie dotarli na Ukrainie do człowieka, który ma dużą wiedzę na temat zaginięcia Haliny Gorczycy. Fot. Jakub Hap
Krzysztof Rutkowski twierdzi, że jego ludzie dotarli na Ukrainie do człowieka, który ma dużą wiedzę na temat zaginięcia Haliny Gorczycy. Fot. Jakub Hap

JASŁO. Informacja o zaginionej pielęgniarce przyszła zza wschodniej granicy.

Czy będzie przełom w sprawie jednego z najbardziej tajemniczych zaginięć w Polsce? Krzysztof Rutkowski twierdzi, że tak i być może już za kilka dni dowiemy się, co się stało. Cała sprawa zaczęła się 5 sierpnia w nocy, a więc w dniu, w którym ostatni raz widziano pielęgniarkę. Pomimo ogromnej pracy policjantów i poszukiwań zakrojonych na szeroką skalę nie udało się dowiedzieć, co się stało z Haliną Gorczycą. Wkrótce do poszukiwań dołączyli najlepsi ludzie Krzysztofa Rutkowskiego. Tym razem ślad prowadzi na Ukrainę.

Prokuratorzy i policjanci twierdzą, że nic nie wiedzą o śladzie ukraińskim i dotychczas nie zgłosił się do nich żaden wnoszący jakieś istotne fakty do sprawy świadek.

Takiego świadka znaleźli jednak ludzie Rutkowskiego. – Na razie o tym nie mogę więcej powiedzieć, ale to może być przełom – tłumaczy detektyw. W areszcie w związku z tą sprawą przebywa były mąż zaginionej Janusz G. Zapytaliśmy więc, czy ludzie Rutkowskiego podejrzewają, że były mąż mógł zlecić zabójstwo żony Ukraińcom i dotarli do jednego z nich? – Nie. To jest świadek i nic nie zrobił zaginionej. Tyle że może mieć ogromną wiedzę na temat zdarzenia – mówi Rutkowski. I od razu dodaje, że za kilka dni cała zagadka może się wyjaśnić.

W dalszym ciągu Prokuratura Rejonowa w Jaśle nie pozwoliła spotkać się ludziom Rutkowskiego z Januszem G. – Zgoda jest, ale muszą przeprowadzić z nim czynności i wówczas pozwolą z nim porozmawiać moim ludziom – mówi Rutkowski.

Grzegorz Anton

Leave a Reply

Your email address will not be published.