Ultimatum Nawrockiego dla Stali Rzeszów

Rzeszowscy kibice muszą uzbroić się w jeszcze odrobinę cierpliwości. Ta powinna zostać nagrodzona świetlaną przyszłością, jaką rzeszowskiemu speedwayowi wróży Ireneusz Nawrocki. Fot. Wit Hadło
Rzeszowscy kibice muszą uzbroić się w jeszcze odrobinę cierpliwości. Ta powinna zostać nagrodzona świetlaną przyszłością, jaką rzeszowskiemu speedwayowi wróży Ireneusz Nawrocki. Fot. Wit Hadło

ŻUŻEL. 2LŻ. – Postawiłem ultimatum, bo to wszystko za długo już trwa. To jest jakieś sztuczne przeciąganie i nie wiem dlaczego tak się dzieje – mówi o szczegółach przejęcia zadłużonej na blisko 2,5 mln zł Speedway Stali Rzeszów S.A. Ireneusz Nawrocki.

Jak sam zapewnia, dziś a najpóźniej jutro ma on już oficjalnie stanąć na czele speedwaya w stolicy Podkarpacia. Piątek, sobota lub poniedziałek – na jeden z tych dni planowana jest konferencja prasowa Speedway Stali Rzeszów S.A., na której będzie można wreszcie poznać konkretne informacje. Przynajmniej taką deklarację złożył wczoraj biznesem z Bielska-Białej. – Przepraszam, że dopiero teraz oddzwaniam ale ostatnio naprawdę dużo się dzieje i praktycznie mieszkam w aucie – mówił Super Nowościom we wtorek przed południem Ireneusz Nawrocki, przyszły właściciel rzeszowskiej spółki żużlowej, z którym w ostatnich dniach kontakt był mocno utrudniony. – Już niedługo będzie wszystko wiadomo. Na konferencji ogłosimy skład na przyszły sezon i nowy zarząd, pracowników itp. – dodaje biznesmen, który jak zapewnia, spłacił wszystkie zobowiązania, jakie rzeszowska spółka miała wobec zawodników. – Zrobiłem to nie będąc jeszcze właścicielem spółki. Na razie musiałem pozyskiwać pełnomocnictwa od prezesa Łabudzkiego, żeby w ogóle móc rozmawiać z zawodnikami i podpisywać kontrakty. Inaczej byłoby to niemożliwe, a podstawowym warunkiem niektórych zawodników było to, że podpiszą oni kontrakty dopiero w momencie, gdy ja będę właścicielem spółki – odsłania kulisy negocjacji z żużlowcami Ireneusz Nawrocki.

Co z Hancockiem?

Jednym z ogniw nowej Stali ma być Greg Hancock. 4-krotny indywidualny mistrz świata, któremu Nawrocki złożył ofertę sportowo-biznesową spotkał się już z przyszłym właścicielem rzeszowskiego żużla. – Rozmowy cały czas się toczą. Jest dobrze, skoro chce przylecieć po raz drugi do Polski już na finalne rozmowy. Mam się jeszcze spotkać z jego menedżerem, Rafałem Hajem ale jesteśmy tak umówieni, że najpierw muszę poukładać wszystkie sprawy w Rzeszowie. Później będziemy uzgadniać warunki, bo ja im przedstawiłem swoje, a oni mi swoje. Będzie zatem czas, aby to wszystko dotrzeć. Ma to być szersza współpraca, do której jeśli dojdzie, to nie będzie tylko na zasadzie podpisania kontraktu rocznego, a będzie się wiązało z grubszą sprawą – zdradza przyszły właściciel Speedway Stali Rzeszów S.A.

„Opluty” człowiek z zewnątrz

Nawrocki, mimo iż jeszcze oficjalnie nie przejął rzeszowskiej spółki, już został przez niektórych – jak sam mówi – „opluty”. – Ktoś mądry nigdy w życiu nie zaatakuje osoby, która jest świeża, przyszła z zewnątrz i mówi szczerze, co planuje zrobić. Tylko idiota albo dureń atakuje wówczas, bo to jest atak krótkotrwały. Proszę mi powiedzieć, co się stanie w momencie – ja nie mówię, że tak będzie, ale może być – gdy minie pół roku i się okaże, że klub ma plus 2 mln na koncie, że prowadzi w tabeli i wygrywa wszystkie mecze? Co taka osoba, która „pluje” w tej chwili na mnie, wówczas powie? Przepraszam, ale wiatr tak zawiał? – bulwersuje się Nawrocki, nawiązując do nieprzychylnych mu opinii, jakie pod jego adresem kierowała część rzeszowskiego środowiska żużlowego. – I nie mam tu na myśli zwykłych ludzi, bo tacy – nikogo nie obrażając – zawsze mogą powiedzieć o jedno słowo za dużo. Mówię o osobach, które skądinąd są rozumne, prowadzą swoje biznesy, a mimo to wygadują takie rzeczy – dodaje biznesmen z Bielska-Białej, którego mocno zdziwiła jeszcze jedna rzecz. – Przykro mi bardzo, bo myślałem, że jest to takie bardzo sportowe środowisko, biznesowe, do którego jestem przyzwyczajony. Jest jednak dużo fałszywości i niesłowności. Jestem nauczony – czy to w przyjaźni czy w biznesie – że jak siadamy we dwójkę i 2 godziny rozmawiamy, patrząc sobie w oczy i przybijamy „piątkę”, to oznacza że wszystko jest uzgodnione. Potem jednak się okazuje, że tak nie jest. Dla mnie jest to trochę niepoważne – ubolewa, podkreślając jednocześnie, że mimo tych nieprzychylności i trudności z przejęciem spółki, nie wycofa się on z inwestycji nad Wisłokiem. – Jak już powiem beton, to jest beton i nie ma o czy rozmawiać czy się zrezygnuję czy nie! – zapewnia nie po raz pierwszy Ireneusz Nawrocki.

mj

 

7 Responses to "Ultimatum Nawrockiego dla Stali Rzeszów"

Leave a Reply

Your email address will not be published.