
Polska scena polityczna – w każdym razie ta oficjalna – staje się do bólu przewidywalna. Partie mówią właściwie tymi samymi zdaniami. Oczywiście, podkładając pod nie różne treści: jeśli PiS mówi „Polki i Polacy”, to mówi w zasadzie zupełnie o kim innym, niż Lewica; ale jak to „Polki i Polacy” słyszę, to i w jednym wypadku i drugim robi mi się cokolwiek niedobrze.
Zostawmy jednak politykę.
Dziś przez Internet przewala się kolejna gównoburza wokół stwierdzenia pewnej młodej dziennikarki, że filmy „Psy” i „Pretty Woman” są ohydnie seksistowskie i w ogóle be, bo w złym świetle pokazują kobiety.
Stary jestem i pamiętam namiętne boje toczone przed laty o socrealizm. Tak zwani „pryszczaci”, czyli ziejący entuzjazmem do nowego ustroju działacze organizacji młodzieżowych, żądali, aby literaci (ale nie tylko: rzecz dotyczyła, ogólnie rzecz biorąc, sztuki) pokazywali w swych dziełach sytuacje typowe. Nietypowe było wyklęte.
Owa „typowość” oraz „partyjność” (czyli uwypuklanie sprawczej i kierowniczej roli „partii ludu pracującego miast i wsi”) to były takie zaklęcia, używane z rozkoszą jak maczugi przez „zaangażowaną krytykę”. Dotyczyło to zresztą nie tylko sztuki; pamiętam, jak na Studium Wojskowym Uniwersytetu nabijaliśmy się do upadłego z opowiastek „pol-wych” (polityczno-wychowawczych) o dobrym żołnierzu Nowaku, który ze wsi pochodząc, najpierw rozkułaczył dziadka, a potem ujął imperialistycznego szpiega i wstąpił do partii – i o złym żołnierzu Kowalskim, który pochodził z hrabiów, tańczył jakieś bugiwugi i szpiega żadnego nigdy nie zdemaskował.
No i teraz mi się to przypomina. Pokaż, że zdarzają się baby-wiedźmy, sportretuj panienkę, która szczodrze szafuje swymi wdziękami, biorąc za to pieniądze – zaraz cię pewien gatunek feministek oskarży o seksizm. Przecież to nietypowe!
Jak bym słyszał pryszczatych A.D. 1948.
Miałem niegdyś ukochanego sędziwego wuja-matematyka, który każde spotkanie ze mną zaczynał od zdania „No i co, młody idioto, czy już wiesz, co to jest sinus?” (co w końcu doprowadziło, że skończyłem matematykę). Otóż ów wuj mawiał też „Umiar jest ozdobą wieku dojrzałego”, co serdecznie polecam przemiłym skądinąd bojowniczkom o typowość i pokazywanie wzorców obojga płci.
A już żeby w tym wspomnieniu o wuju być całkiem szczery: owo wezwanie do umiaru wygłaszał z reguły przed wychyleniem drugiej sety. Co zrobiwszy, usta ocierał i wydawał z siebie coś w rodzaju indiańskiego „Howgh”.
Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.


