
SANDOMIERZ, STALOWA WOLA, TARNOBRZEG. Gdy Unia da nowe pieniądze, oni będą już przygotowani do ich inwestowania. Jeszcze nigdy w historii nie było takiej życzliwości w kontaktach między włodarzami trzech sąsiednich miast.
Od kilku tygodni trwają ciche rozmowy włodarzy Sandomierza, Stalowej Woli i Tarnobrzega. Dla mieszkańców tych miast to duże zaskoczenie, bowiem oni wiedzą najlepiej, że włodarze trzech miast w widłach Wisły i Sanu do tej pory spotykali się wyłącznie, gdy musieli. Ostatni raz pięć lat temu, kiedy okrągła rocznica COP wymagała wspólnej fotografii. A teraz robią to bez fotografa i z własnej woli. O co chodzi? Odpowiedź tkwi w mądrości ludowej. A ta mówi, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
Prowodyrem tej nagłej sąsiedzkiej przyjaźni jest prezydent Stalowej Woli. Był kilka razy widziany w ratuszach tarnobrzeskim i sandomierskim. Wstępując tam, zawsze mógł mieć gdzieś po drodze, ale pobyt trwał dłużej niż wypicie filiżanki herbaty. W końcu został zapytany o cel wizyt. Odpowiedział, że to nic innego jak zacieśnianie kontaktów dobrosąsiedzkich.
Unia pogodzi sąsiadów
– To kolejna próba – mówi prezydent Andrzej Szlęzak. – Na pierwszy rzut oka wydaje się, że trzy nasze miasta mają wiele wspólnego, a tymczasem każde sobie rzepkę skrobie. Można to zmienić i tracić mniej pieniędzy.
Motyw finansowy sąsiedzkich spotkań potwierdza, przynajmniej częściowo, szef kancelarii prezydenta Tarnobrzega. – Było kilka spotkań, podczas których rozmawiano głównie o nowej perspektywie finansowania unijnego – dowiadujemy się od Wojciecha Malickiego. A burmistrz Sandomierza zawsze był zwolennikiem takiej współpracy w trójkącie, bo na to skazywała trzy miasta idea powstającego Centralnego Okręgu Przemysłowego. – To dobry przykład z historii do naśladowania – twierdzi burmistrz Jerzy Borowski.
Włodarze dwóch podkarpackich i jednego świętokrzyskiego miasta, „zwąchali” że w nowych zasadach finansowania unijnego, które będą obowiązywać od 2014 r., znajdą się pieniądze na większe programy obejmujące związki kilku gmin lub nawet regionów. Stalowa Wola, Sandomierz i Tarnobrzeg już kilka razy w historii podchodziły do tego problemu. W czasach gdy jeździło się jeszcze po kocich łbach, tu miała być dobra droga łącząca trzy miasta. Po tej drodze miały kursować autobusy wspólnej komunikacji. Później miasta te miał połączyć wspólny ciepłociąg. Nigdy nic z tego nie wychodziło, bo już przy samych pomysłach dochodziło do sąsiedzkich kłótni.
A gdzie zgubiło się Nisko?
Kto wie, czy prezydent Szlęzak agitując za porozumieniem, nie daje przykładu obwodnicowego paktu Niska i Stalowej Woli. Gdy Generalna Dyrekcja Dróg zobaczyła, że dwa miasta chcą wspólnej obwodnicy, od razu wciągnęła ją na swoją listę. Na razie tylko wciągnęła, ale też nie wykreśliła, co ostatnio spotkało chociażby Olsztyn. Mieszkańcy Niska i Stalowej Woli ciągle mogą mieć nadzieję, że obwodnica kiedyś tam będzie. Ale co z Niskiem? Jeszcze pięć lat temu było ono na mapie tzw. trójkąta sandomierskiego, który miał dokładnie takie samo zadanie jak tworzony teraz trójkąt Sandomierz – Stalowa Wola – Tarnobrzeg. Widocznie miasto położone najbardziej na południe, geometrycznie nie pasuje do nowej figury.
Jerzy Mielniczuk



4 Responses to "Unia najlepszą swatką"