
Od technika ogrodnika do „wielkiego” polityka. Jak to było możliwe, że człowiek, który nigdy nie pełnił funkcji kierowniczych, został mianowany drugą osobą w państwie.
Marek Kuchciński ma dziś 64. urodziny. Taka prywatna uroczystość w średnim wieku zwykle jest okazją do refleksji i wspomnień, ale też do snucia nowych planów. Kuchciński ma nad czym myśleć, bo naraził się mocno swemu „guru” Jarosławowi Kaczyńskiemu, który kazał mu zrezygnować z funkcji marszałka Sejmu RP i to we własne urodziny! A było tak fajnie… No właśnie – jak to się stało, że „chłopak z Przemyśla” i były hipis został drugą osobą w państwie?
O Marku Kuchcińskim aparatczycy i sympatycy PiS mówią w Przemyślu oczywiście w samych superlatywach: uczciwy, wspaniały, światły, dobry, skromny i co tak jeszcze pozytywnego komu do głowy przyjdzie. Natomiast przemyślanie z PiS-em niezwiązani, ale za to znający byłego marszałka od dziecka i młodości, mówią o nim po prostu niechętnie. – Nie lubiłem go, nadęty był taki i przemądrzały, a specjalnie sobą nic nie reprezentował – podsumował eksmarszałka Sejmu jego kolega z dawnych lat, kilkukrotnie pytając, czy na pewno nie podamy jego nazwiska. – Nie chcę żadnych kłopotów, dzieci mam – tłumaczył.
Były marszałek Sejmu RP skończył przemyskie LO im. Juliusza Słowackiego. Potem próbował zgłębiać historię sztuki na KUL-u w Lublinie, ale długo tam miejsca nie zagrzał. Wrócił do Przemyśla i podjął naukę w Pomaturalnym Studium Ogrodnictwa, które chlubnie ukończył w roku 78 zeszłego wieku. Wybór zawodu przez młodego Marka nie był przypadkowy, rodzice jego bowiem mieli bowiem spore gospodarstwo rolne pod Przemyślem. Wówczas prowadzących tego rodzaju działalność rolniczą nazywano „badylarzami” niby trochę pogardliwie, ale tak naprawdę z nutą zazdrości, bo najzwyczajniej w świecie „badylarze” mieli sporo pieniędzy. – Szpanować to szpanował – opowiada o Kuchcińskim inny kolega z młodości. – Ale tak no „do wytrzymania” – zastrzega. – Pozował na intelektualistę obeznanego ze sztuką i literaturą – wspomina.
Miał ksywkę „Członek” i „Penelopa”
Jak niesie wieść miejska, Marek Kuchciński miał jako pierwszy w mieście móc sobie pozwolić na płytę kultowego zespołu Black Sabbath. To miało mu ułatwić akceptowanie go przez grupę miejscowych hipisów, do których przystał. Mówi się „na mieście”, że Marek Kuchciński miał podejść do szefa tej grupy i powiedzieć, że chciałby się zapisać „na członka” jego grupy. Ten zabawny incydent miał być powodem tego, ze Kuchciński miał w hipisowskiej grupie ksywkę „Członek”. Podobno miał i druga „Penelopa”, ale genezy tej trudno się domyślać. O tej części przeszłości eksmarszałka Sejmu miejska wieść niesie, że grupa, do której należał, miała włamywać się do aptek, by zdobyć środki odurzające. Nikt jednak oficjalnie nie chce nic na temat tego powiedzieć.
Dużo chętniej sympatycy Kuchcińskiego i PiS-u mówią o działalności opozycyjnej byłego marszałka. Faktem jest, że „Encyklopedia Solidarności” poświęciła mu sporo miejsca. Dodać trzeba, że opozycyjna działalność Kuchcińskiego jakaś wielce spektakularna nie była, ale była i to bezsporny fakt. Jak podaje „Encyklopedia Solidarności”, w listopadzie 1985 roku Kuchciński został aresztowany za posiadanie ulotek i literatury podziemnej. Był prawie miesiąc przetrzymywany w Areszcie Śledczym w Jarosławiu i w Zakładzie Karnym w Przemyślu. Odmawiał składania zeznań i przyjmowania posiłków. Do 1988 roku był objęty dozorem milicyjnym.
W początkach lat 90. zeszłego wieku Kuchciński zaangażowany był w działalność przemyskiego Komitetu Obywatelskiego w Przemyślu. Był współzałożycielem i rzecznikiem prasowym Komitetu Obywatelskiego „S” w dawnym województwie przemyskim, a w latach 1990-92 członkiem KO przy przewodniczącym „S” Lechu Wałęsie. Marek Kuchciński tworzył struktury Porozumienia Centrum w dawnym województwie przemyskim. Od 1999 do 2001 roku był wicewojewodą podkarpackim. W książce „Alfabet braci Kaczyńskich” Jarosław Kaczyński mówi o tym fakcie tak: „Sam mu to doradziłem. Późno się ożenił, miał dzieci i nie miał z czego żyć”. Przez jedną kadencję (w latach 1994-2000) zasiadał w Radzie Miejskiej Przemyśla. To on jest autorem hasła „TKM” czyli „Teraz, k…, my” odnoszącego się do oczekiwanego przejęcia władzy. W 2001 roku Marek Kuchciński wystartował z listy PiS do Sejmu. Kampania, jaką wówczas prowadził nie była czysta. Wraz z inną osobą dał w lokalnym tygodniku ogłoszenie, że inny kandydat do Sejmu ma prokuratorskie zarzuty. Była to nieprawda, a oczerniony przepadł w wyborach, ale w sądzie wygrał. Kuchciński miał go publicznie przeprosić, zapłacić mu zadośćuczynienie oraz wpłacić zasądzoną sumę na PCK. Nigdy tego nie uczynił.
W Sejmie Kuchciński zrazu niczym się nie wyróżniał
Wiadomo było jednak powszechnie, że jest osobą bardzo lojalną wobec Jarosława Kaczyńskiego. W Przemyślu i nie tylko krążyły opowieści, że Kuchciński wstaje, gdy rozmawia z Kaczyńskim… przez telefon! Wspomniał o tym nawet Piotr Zaremba w książce „O jednym takim…” będącej biografią J. Kaczyńskiego. Taka postawa wobec prezesa została w końcu nagrodzona, w 2006 roku Kuchciński został szefem klubu PiS w Sejmie. Nie był to, jak wszyscy pamiętają, łatwy czas dla PiS-u rządzącego wraz z „przystawkami”, a niemal każda wypowiedź Kuchcińskiego jako szefa klubu była „katastrofą”. Mimo tego, że brak elokwencji Kuchcińskiego był bardzo widoczny, Kaczyński „zrobił” go wicemarszałkiem Sejmu na dwie kadencje. Tyle że to były kadencje, kiedy PiS było w opozycji. W tamtym czasie Kuchciński się „nie wychylał” i choć wszyscy wiedzieli, że jest marionetką w rękach prezesa PiS-u, nikt się chyba nie spodziewał tego, co zrobi zostawszy marszałkiem Sejmu.
Jeszcze przed aferą samolotową chciano go odwołać, bo realizując nakazy swojego „guru” wywołał kryzys parlamentarny w Sejmie, jakiego nie było w nim nigdy! Stał się arogancki nawet wobec partyjnych kolegów. – Sodówka mu chyba do głowy uderzyła – powiedział nam jeden z nich.
Teraz marszałek Kuchciński za swe loty na nasz koszt z rodziną i kolegami z partii „poleciał”, ale tak naprawdę powinno się to stać znacznie wcześniej i to za tzw. całokształt. – Kaczyński wściekł się na niego, ale „zginąć” mu nie da – twierdzą dobrze poinformowani.
Marszałek musi odejść
Marek Kuchciński poinformował o swojej rezygnacji z funkcji marszałka Sejmu w czwartek.
Marszałek Sejmu podkreślił, że jego loty nie łamały prawa i wynikały z przyjętego modelu sprawowania funkcji. – Utraciłem zaufanie opinii publicznej i dlatego podjąłem taką decyzję – dodał Kuchciński na krótkiej konferencji prasowej.
– Prawo nie zostało złamane. Skoro poważna część opinii publicznej ma inne zdanie, decyzja pana marszałka jest dowodem postawy związanej z naszym hasłem: słuchać Polaków i służyć Polsce – powiedział z kolei Jarosław Kaczyński. Według informacji Onetu, Kuchciński mimo nowych doniesień o lotach nie zamierzał podawać się do dymisji. Zdecydować miało to, że Kaczyński uznał, iż w bezpośredniej rozmowie kilka dni temu Kuchciński okłamał go co do liczby lotów, w tym lotów z rodziną.
Monika Kamińska, Mariusz Włoch



27 Responses to "Upadek i dymisja marszałka"