
Ryszard i Katarzyna D. to małżeństwo, które obchodziło właśnie 40-lecie zgodnego pożycia. Z tej okazji oboje wybierali się do kościoła na specjalnie zamówione nabożeństwo, a potem do jednego z synów na rodzinne jubileuszowe spotkanie. Mieli tam dojechać własnym samochodem, który Ryszard D., jak zwykle, zaparkował poprzedniego dnia w wąskiej uliczce, tuż obok swego miejsca zamieszkania.
Miejsce parkowania było zwyczajowo już zarezerwowane dla Ryszarda, o czym wiedzieli wszyscy sąsiedzi, z których każdy także miał swój mały umowny placyk i nikt inny nie stawiał tam swego pojazdu. Pech chciał, że akurat tego dnia ktoś nieznajomy zaparkował w tej uliczce swoje auto i zagrodził Ryszardowi wyjazd. Wprawdzie pozostawił wąski pas, którym można było wyjechać, ale wymagało to sporych umiejętności, którymi pan Ryszard nie mógł się pochwalić. Mimo to usilnie próbował wyjechać z uliczki, ale kilkukrotne próby nie przynosiły rezultatu. Było to szalenie denerwujące, bo groziło spóźnieniem się na tę wyjątkową rodzinną uroczystość.
I wtedy pojawił się Konrad G., młody człowiek, którego Ryszard D. widział po raz pierwszy w życiu, i zaoferował pomoc. Powiedział, że bez problemu wyjedzie z tej „pułapki”, omijając blokujący pojazd, gdyż jest rajdowym, doświadczonym kierowcą.
– Z nieba mi pan spada – ucieszył się Ryszard i wręczył Konradowi kluczyki.
Uprzejmy młodzieniec włączył wsteczny bieg, podkręcił obroty w silniku, ruszył z impetem i… natychmiast walnął w samochód blokujący wyjazd. Uderzenie było tak mocne, że oba auta – jedno z przodu, drugie z tyłu – zostały rozbite i niemal spłaszczone.
Widząc swe niepowodzenie, Konrad wyskoczył z samochodu i próbował uciekać, ale akurat pojawił się właściciel blokującego samochodu, który rzucił się za nim w pogoń i zatrzymał sprawcę potężnej stłuczki.
Wściekły młodzieniec, nie mogąc pohamować złości, kopnął wtedy w betonowy mur i… pękła mu kość w stopie! Zaczął jęczeć z bólu, zaś Ryszard D. dzwonił już na policję, która niebawem przyjechała i na wstępie podała Konradowi alkomat. Ten zaś wykazał ponad dwa promile i aż trudno uwierzyć, że zdenerwowany pan Ryszard wcześniej nie zauważył, iż uczynny młodzian jest narąbany jak topór drwala. Niemniej i tak najpierw musiano odwieźć go do szpitala, gdzie na stopę założono mu gips.
A teraz za tę poalkoholową uprzejmość, która w tak upojnym stanie przynosi zwykle skutek wręcz odwrotny, grozi mu więzienie, zakaz kierowania pojazdami oraz grzywna.
Na koniec mamy jednak dobrą wiadomość. Po jubilatów przyjechał ich syn, dzięki czemu małżeństwo zdążyło na uroczystości. I to jest najważniejsze.
JAN M.



9 Responses to "Uprzejmość poalkoholowa"