Uratowany!

Przełomowym wydarzeniem okazał się moment wykorzystania specjalnej kamery, w celu zlokalizowania kota. Fot. Fundacja Felineus, Biuro Prasowe Urząd Miasta Rzeszowa

Wczoraj około godz. 13 swój szczęśliwy finał miała akcja ratowania małego kotka, który ugrzązł w rurach ciepłowniczych. Od 10 dni w próbę wydostania zwierzęcia zaangażowanych było wiele osób, wśród nich m.in.: Straż Pożarna, pracownicy MPWiK, Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej, grupa wolontariuszy, a także przedstawiciele Rady Miasta Rzeszowa oraz specjalistyczny sprzęt, a wydarzenia z ul. Ciepłowniczej relacjonowały media w całej Polsce. 7-miesięczny kocurek, który został nazwany „Ruruś”, trafił już pod opiekę Fundacji Felineus, zaś wśród internautów narodził się pomysł, aby… zamieszkał on w miejskim ratuszu. Co na to prezydent Konrad Fijołek?

Przypomnijmy, akcja ratowania kotka trwała od niedzieli, 24 listopada. – Właśnie w ten dzień zadzwonił do nas pan, który przechodził akurat obok ul. Ciepłowniczej – mówi Katarzyna Pokrzywa, pracownica rzeszowskiego schroniska „Kundelek”. – Słyszał nieustanne miauczenie kota. Okazało się, że nie ma jak dotrzeć do zwierzęcia. Zaklinowało się w tunelu z rurami ciepłowniczymi. Natychmiast powiadomiliśmy o tym straż miejską, straż pożarną i Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Rzeszowie – przekazuje. Pierwsza próba wydostania kota trwała do późnych godzin nocnych.

Beznadziejna sytuacja

– Po otrzymaniu zgłoszenia strażacy udali się na miejsce w celu zbadania sprawy – oznajmia Paweł Dec z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie. – Po gruntownym rozpoznaniu tematu okazało się, że wyciągnięcie kota jest prawie niemożliwe – dodaje.
– W ciągu tego tygodnia wykorzystano już prawie każde możliwe narzędzie, aby wydostać zwierzę – informuje pracownica schroniska „Kundelek”. – Ciągle słychać było, jak kotek piszczy z przerażenia. Ustalono wtedy, że najprawdopodobniej jest to kociątko. Problem z wyciągnięciem go polegał na tym, że znajdował się w miejscu niedostępnym dla człowieka. Rura z wrzątkiem jest izolowana m.in. tekturą i metalową siatką, a oprócz tego znajduje się w specjalnym tunelu z grubego metalu zalanego betonem. Podczas próby wyciągnięcia zwierzęcia jednemu panu wydawało się, że zwierzę jest już blisko. Ostatecznie okazało się, że było to złudzenie dźwiękowe. Rura znajduje się pod nasypem z torami kolejowymi, co dodatkowo utrudniało całą operację. Niebezpieczna okazała się też sama próba wyciągania kota. Ochotnicy musieli włożyć specjalne maski na twarz z powodu znajdującego się tam włókna szklanego. Miejsce jest bardzo ciasne, dlatego wszystkim zależało, aby do pomocy zgłosiła się drobna osoba. Niestety, z dnia na dzień szanse na przeżycie kotka słabły – przekazuje.

Jak się tam dostał?

– Rury ciepłownicze są zabezpieczone otynkowaną blachą, która ma zapobiegać sytuacjom takim, jak ta – informuje Lesław Bącal, prezes rzeszowskiego MPEC. – Dzięki blasze zwierzęta nie mogą dostać się do nich. Teren, na którym znajdują się zabezpieczone rury, jest uczęszczany przez spacerowiczów. Mogli zagiąć blachę, w której zrobiła się dziura. Prawdopodobnie to przez nią zwierzę wpadło do środka. Miejsce jest bardzo ciasne. Jeden ze szczuplejszych strażaków chciał dostać się do kota, ale nie dostał na to zgody komendanta ze względu na zagrożenie ludzkiego zdrowia i życia. W ciągu tego tygodnia znaleźli się jednak chętni, którzy podjęli się niebezpiecznego zadania – informuje. – Kot znajdował się głęboko – zaznacza prezes Lesław Bącal. – Dwóch pracowników MPEC zdecydowało się wejść na odległość 5 – 6 m tunelu. Podziwiam ich wrażliwość na los zwierzęcia. Wtedy nie udało im się ani zobaczyć, ani wynieść kotka. Akcja trwała już tydzień i wyczerpywały się możliwości ratunku. Głębsze wejście mogłoby zagrażać życiu człowieka. Zostawialiśmy kotu wodę i jedzenie. Stworzyliśmy też dla niego miejsce, aby sam mógł wyjść. Od razu zgłosiłem chęć adopcji kota, jeśli przeżyje i wydostanie się z rur. Sam jestem miłośnikiem kotów i takie sytuacje napawają mnie smutkiem. Miałem jednak nadzieję, że cała akcja zakończy się pozytywnie
– opowiada.

W końcu go zobaczyliśmy!

Przełomowym wydarzeniem okazał się moment wykorzystania specjalnej kamery, w celu zlokalizowania kota. – W końcu go zobaczyliśmy – mówiła w poniedziałek Wioletta Szajnar.
– Wiedzieliśmy, że kot przesunął się o 4 metry. Brakowało jeszcze 6, aby wyszedł. Mimo wszystko od tamtej pory mieliśmy szansę podania mu wody i karmy. Dzięki zaangażowaniu ogromnej grupy ludzi i mediów, jego szanse na przeżycie wzrosły. Coraz mocniej wierzyliśmy, że się wydostanie – dodała.
Akcja zakończyła się sukcesem wczoraj około godziny 13. W tym czasie o jego sytuacji zdążyła dowiedzieć się cała Polska. Ocalony kot we wtorek po południu przechodził badania weterynaryjne. – To 7-miesięczny kocurek – mówi Wioletta Szajnar, założycielka rzeszowskiej Fundacji Felineus. – Nazwaliśmy go „Ruruś”. W tej chwili przebywa pod opieką naszej fundacji. Jest w lecznicy weterynaryjnej, z którą mamy podpisaną umowę. Lekarze sprawdzają, czy kot jest odwodniony i jaki jest ogólny stan jego zdrowia. Na pewno nie był kotem wolno żyjącym i najprawdopodobniej został porzucony. Jest wygłodzony i trzeba wykonać serię badań pod kątem narządów wewnętrznych. Na razie przychodnia weterynaryjna wykonała badanie kotka bezpłatnie. Miasto Rzeszów zadeklarowało, że poniesie koszty ewentualnej dalszej hospitalizacji – informuje.

Do kogo trafi Ruruś?

Wśród internautów narodził się pomysł, aby „Ruruś”… zamieszkał w miejskim ratuszu.
– Fajny pomysł. Na pewno wart rozważenia – powiedział nam wczoraj Konrad Fijołek, prezydentem Rzeszowa. – Bardzo się cieszę, że cała akcja zakończyła się szczęśliwie. Co do przygarnięcia kotka, to po pierwsze, najpierw musi on dojść do siebie, a dopiero później o jego dalszym losie zadecydują jego dysponenci, czyli Fundacja Felineus, która wie, co będzie dla niego najlepsze – dodał włodarz stolicy Podkarpacia.

Monika Możdżeń

38 Responses to "Uratowany!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.