
– Pacjentka przyjechała z mężem własnym samochodem, zatrzymali się przed szpitalem. Wysiadając z samochodu doszło do błyskawicznego porodu i dzieciątko urodziło się na chodniku. Mężczyzna pobiegł na położniczo-ginekologiczną izbę przyjęć, skąd położna, która akurat tam była natychmiast wybiegła i zawinęła noworodka w swój fartuch, prosząc jednocześnie o przyprowadzenie wózka dla położnicy – relacjonuje niedzielne wydarzenia Maria Micał, naczelna pielęgniarka w lecznicy.
Dzieciątko nie było odpępowione, więc położna z dzieckiem na ręku i kobietą na wózku obok, udały się na oddział, gdzie akcja porodowa została zakończona. Dziecku odcięto pępowinę, a kobieta urodziła łożysko. Ważne, że wszystko skończyło się dobrze – dodaje Maria Micał.
Każdy poród jest inny
Porody błyskawiczne rzadko, ale jednak się zdarzają. Od czego zależy szybki poród? – Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta – mówi ginekolog-położnik dr n. med. Bogdan Ostrowski. – Każdy poród jest inny. To bardzo indywidualna sprawa zależna od wielu czynników. Istnieją pewne spekulacje dotyczące szybkich porodów. Na przykład ten, że kobieta przed samym rozwiązaniem może być tak zdenerwowana i zestresowana, że zmienia się jej próg bólu. To, co wydaje się jej skurczem jest już rozpoczętą akcją porodową. Ona sama nie zdaje sobie z tego sprawy i często przechodzi pierwszy etap akcji porodowej. Dopiero w momencie, kiedy czuje silne parcie orientuje się, że coś zaczyna się dziać. Zazwyczaj dzielą ją wtedy minuty od wychodzenia dziecka na świat – mówi.
Najważniejsze to zachować spokój
Czy takie czynniki, jak waga czy wiek mogą mieć znaczenie i ułatwić poród? Niestety, nie ma na to żadnego wytłumaczenia. Co można zrobić? – Najważniejsze to zachować spokój. Dotyczy to zarówno rodzącej jak i osób jej towarzyszących. Akcja porodowa przebiega już samoistnie. Nikt jej nie zatrzyma, dlatego najlepiej, by ktoś doświadczony mógł nam pomóc. Jeżeli nikogo takiego nie ma w pobliżu, dzwońmy pod jakikolwiek numer alarmowy. Trzeba pamiętać, że są to niebezpieczne porody zarówno dla dziecka jak i matki. My często nazywamy je „porodami ulicznymi”. W swojej praktyce lekarskiej doświadczyłem tylko kilkunastu przypadków błyskawicznego porodu – dodaje.
Anna Moraniec



4 Responses to "Urodziła… przed szpitalem"