Gdzieniegdzie jeszcze można w sklepach spotkać bardzo popularny za PRL-u napis „Po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się” – dość kategoryczny, ale całkowicie nieprzystający do litery prawa, albowiem reklamację klient ma prawo złożyć zawsze, jeśli towar czy usługa, które nabył, okażą się wadliwe. Tak czy owak nasze społeczeństwo już w większości wie, że takie napisy można spokojnie ignorować i tyle. Nie wie natomiast pewnie, jako i my nie wiedzieliśmy dotychczas, że można składać reklamację na decyzje urzędników!
Odwołanie, zażalenie, w końcu skarga – to by człowiekowi do głowy przyszło, ale reklamacja – nie. A tu okazuje się, że w przemyskim Urzędzie Miejskim można złożyć reklamację! Nasz Czytelnik zwrócił się do UM w Przemyślu z pewną sprawą i nawet pozytywnie rozpatrzono jego pismo. Tylko się cieszyć zatem… Jednakowoż w zdumienie wprawiło go pouczenie, jakie odpowiedź magistratu zawierała: „Od niniejszej decyzji przysługuje wniesienie reklamacji na stwierdzone nieprawidłowości do tut. Urzędu”, że tak pozwolimy sobie zacytować zgodnie z oryginałem.
To miło, że urzędnik występujący z upoważnienia pana prezydenta (w tym przypadku naczelnik Wydziału Spraw Obywatelskich przemyskiego UM, mgr Agnieszka Radziejowska) zakłada, że nasz Czytelnik stwierdzi jakieś nieprawidłowości, wszak każdy omylny jest. Co prawda, powinien starać się działać prawidłowo, ale może się wszak nie udać. Jednak urzędnik szczególnie powinien wiedzieć, że w przypadku postanowień administracyjnych termin „reklamacja” nie występuje! Podobnie nie można reklamować wyroków i postanowień sądów czy też uchwał Rady Miejskiej. To nie są buty ani telewizor! Szkoda, że nie podano, jaki okres gwarancji daje na swój „produkt” w postaci postanowienia UM.
W sytuacji, kiedy urzędnik nie wie, że kodeks postępowania administracyjnego nie przewiduje reklamacji, nie dziwi już specjalnie fakt, że nie wie, iż decyzje urzędu, z którymi zainteresowany się nie zgadza, nie podlegają ocenie tego samego urzędu, który je wydał, tylko Samorządowego Kolegium Odwoławczego i, że „pouczając” petenta należałoby podać podstawę prawną – ot takie „drobiazgi”.
No, ale tak to jest, gdy ktoś się naczyta tych napisów, o których mowa na wstępie. A że u niektórych świąteczna gorączka zakupowa już w pełni, to coś o reklamacji się utrwaliło i cześć. Może chodziło o to, żeby pokazać: oto nasz urząd od sklepu lepszy! Tam piszą, że się reklamacji nie uwzględnia, a u nas – i owszem. Szkoda tylko, że takie „kwiatki” pięknie „reklamują” wiedzę i kompetencję przemyskich urzędników. Tym razem w ramach wątpliwej reklamy, a nie reklamacji, żeby jasność była.
Redaktor Monika Kamińska


