Urządzenie pozwala na bezbolesne podawanie leków onkologicznych

- Wszczepienie portu naczyniowego zmniejsza cierpienie pacjenta, a nam ułatwia dostęp do naczyń, co pomaga w terapii - mówi Mariusz Jednakiewicz. - Port adresowany jest dla pacjentów leczonych onkologicznie i długotrwale dializowanych - dodaje. Fot. Wit Hadło
– Wszczepienie portu naczyniowego zmniejsza cierpienie pacjenta, a nam ułatwia dostęp do naczyń, co pomaga w terapii – mówi Mariusz Jednakiewicz. – Port adresowany jest dla pacjentów leczonych onkologicznie i długotrwale dializowanych – dodaje. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Kliniczny Szpital Wojewódzki nr 1 uruchomił pierwszy w regionie ośrodek, który zakłada tzw. port naczyniowy.

– To bardzo ważne w przypadku chorych onkologicznie, którzy latami przyjmują dożylnie leki. Dzięki portowi naczyniowemu wszczepionemu pod skórę unikają bolesnych wkłuć – mówi lek. med. Anetta Śmietana, specjalista onkologii klinicznej, lekarz chorób wewnętrznych, kierownik Klinicznego Oddziału Chemioterapii Dziennej w Podkarpackim Centrum Onkologii w Rzeszowie. – Dla pielęgniarek to też wygoda, bo nie muszą tracić czasu na poszukiwanie często bardzo zniszczonych żył obwodowych, w które czasami nie sposób się wkłuć.

Port naczyniowy to mówiąc krótko: niewidoczny, bo umieszczony pod skórą bezpośredni dostęp do żyły głównej. – Wszczepiamy go wraz z cewnikiem do żyły głównej szyjnej wewnętrznej lewej lub prawej, poniżej obojczyka. To prawie kosmetyczna sprawa, po wygojeniu praktycznie niewidoczna – mówi lek. med. Mariusz Jednakiewicz, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii, w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 1 w Rzeszowie.

Bez bólu i powikłań
Doktor dodaje, że wkłucia wykonuje u nich trzech specjalistów. Do tej pory wykonali ok. 40 – 50 wszczepów. Ale coraz więcej chorych chce korzystać z tego rozwiązania, bo daje im to komfort i bezpieczeństwo. Port naczyniowy pozwala na co najmniej 2000 wkłuć bez bólu i powikłań. Wystarcza na co najmniej 5 lat. Za wszystko płaci NFZ.

Na współpracę z rzeszowskim ośrodkiem decydują się kolejni lekarze i oddziały, głównie onkologiczne. Coraz częściej na początku leczenia, a nie tak jak zdarzało się to wcześniej w sytuacji, gdy założenie portu było jedyną możliwością kontynuacji leczenia, często ratującego życie. A chorych onkologicznie wciąż przybywa i żyją coraz dłużej, bo wiele nowotworów uznanych zostało za choroby przewlekłe. Rocznie do rzeszowskiego ośrodka onkologicznego trafia 1000 – 1500 nowych pacjentów.

Anna Moraniec

Leave a Reply

Your email address will not be published.