Urzędnicy rzeszowskiego magistratu nękają pracownika prywatnego parkingu

Pan Władysław pracuje na parkingu naprzeciw ZUS-u już 15 lat i tak niemiłej akcji ze strony pracowników Miejskiej Administracji Targowisk i Parkingów nie spodziewał się nigdy. Fot. Autor

RZESZÓW. Miasto sprzedało parking, ale chce na nim dalej rządzić.

– Wynosić wszystko z budy, kategorycznie! Zaraz przyjedzie dźwig i będziemy wywozić tę budę. To polecenie od prezydenta – takie słowa usłyszał w piątek od pracowników Miejskiej Administracji Targowisk i Parkingów pan Władysław, który na parkingu między ul. Głowackiego a ul. Batorego (naprzeciw ZUS-u) pracuje już od 15 lat. Jest to teren prywatny, ale pracownicy magistratu twierdzili, że budka nie należy do właściciela parkingu, a ponieważ szpeci otoczenie to przyjechali ją zdemontować i zabrać.

– Przeżyłem horror. Na początku kierownik latał dookoła budki jak ze sparzonym jajkiem i się wygrażał, że skarbówkę naśle, że to, że tamto. A ja mu mówię: nie, nie kochany, to było na licytacji kupione i nic wam do tej budy. Pytali “jak pan może w takiej budzie siedzieć?” Nie wiem co im to może przeszkadzać. Cały czas coś gadali, dyskutowali, dzwonili gdzieś. Powiedziałem, że zadzwonię na policję, bo nie mają prawa tego ruszyć – opowiada pracownik parkingu, pan Władysław.

Całkiem inaczej całe zdarzenie przedstawia druga strona. – Myśmy tam byli tylko zorientować się jak to wygląda. Przecież nikt budki nie zabierał, nikt nikogo nie straszył. Ja tylko zapytałem tego pracownika czy on tutaj pracuje i tyle – mówi Leszek Mienczuk, zastępca dyrektora MATiP-u.

– Kilkunastominutowa zadyma skończyła się nagle po jednym telefonie. Powiedzieli: to my się na razie wstrzymamy, trzasnęli drzwiami i odjechali – mówi pan Władysław, który stracił na tym wszystkim sporo nerwów.

 Z budką czy bez budki?

Z informacji do jakich dotarliśmy wynika, że straż miejska chodziła tam już od pewnego czasu. – Zakładałem, że w dobrzej wierze, ale z czasem zaczynali nękać pracownika parkingu, że ławka jest w złym kolorze i że jest krzywa. Musiał odpowiadać też na pytania dlaczego samochody stoją wzdłuż ulicy… naprzeciw parkingu. Miejskiemu Zarządowi zawsze się coś tam nie podobało i nadal się widocznie nie podoba – mówi syn właściciela parkingu. Przyznaje, że budka nie jest jakimś obiektem o szczególnych walorach architektonicznych, ale miasto sprzedało ten teren wraz z budką.

Inną wersję ma jednak miasto. – Z tego co mi powiedział komendant straży miejskiej, jest to teren sprzedany, ale bez tej budki i ten pan powinien tę budkę zwrócić miastu – mówi Leszek Mienczuk. Co ciekawe, rok temu nadzór budowlany miał obiekcje co do legalności tej budki. Jego urzędnicy twierdzili, że budki nie było w momencie zakupu i chcieli jej rozebrania, ale okazało się, że istniała już kilka lat przed zakupem i cała sprawa została umorzona. Czyżby wróciły upiory przeszłości?

***

Z całej tej nieprzyjemnej sytuacji można wywnioskować, że albo urzędnicy Miejskiej Administracji Targowisk i Parkingów są niekompetentni, albo, co gorsze, są przez kogoś zmuszani do łamania prawa. Przyjechali na parking, ale odstąpili od wszelkich działań, zupełnie tak jakby chcieli postraszyć pracownika. Czy takie metody są dopuszczalne? Jeśli miastu zależy, by prywatny teren parkingu był miły dla oka, to zamiast straszenia pracownika proponujemy dialog z właścicielem parkingu.  

Arkadiusz Rogowski

9 Responses to "Urzędnicy rzeszowskiego magistratu nękają pracownika prywatnego parkingu"

Leave a Reply

Your email address will not be published.