Urzędnicy skarbowi niszczą polską przedsiębiorczość cz. II

Pracownicy Zakładów Magnezytowych w Ropczycach stanęli w obronie swojej firmy i miejsc pracy, demonstrując m.in. przed rzeszowską Izbą Skarbową. Ile trzeba jeszcze takich demonstracji, by rządzący zrozumieli, że bogactwo kraju buduje się przez wspieranie przedsiębiorczości, a nie dyktatury urzędników? Fot. Paweł Bialic
Pracownicy Zakładów Magnezytowych w Ropczycach stanęli w obronie swojej firmy i miejsc pracy, demonstrując m.in. przed rzeszowską Izbą Skarbową. Ile trzeba jeszcze takich demonstracji, by rządzący zrozumieli, że bogactwo kraju buduje się przez wspieranie przedsiębiorczości, a nie dyktatury urzędników? Fot. Paweł Bialic

RZESZÓW, ROPCZYCE. Sprawa Zakładów Magnezytowych w Ropczycach i opcji walutowych to przykład tego, jak aparat skarbowy chce zniszczyć dobrze prosperującą firmę rzekomo w interesie Skarbu Państwa.

W wydaniu weekendowym opisaliśmy historię problemów Zakładów Magnezytowych w Ropczycach z aparatem skarbowym. Przypomnijmy, że zarząd i pracownicy tej firmy walczą o zmianę decyzji Urzędu Kontroli Skarbowej w Rzeszowie, nakazującej zapłacić spółce podatek dochodowy w wysokości 6,24 mln zł wraz z odsetkami od strat na opcjach walutowych. Dziś zgodnie z zapowiedzią wracamy do tematu i pokazujemy kolejne aspekty tej sprawy.

Przypomnijmy, że ropczyckie zakłady spłaciły wszelkie daniny należne skarbówce. Problemem jest kwestia uwzględnienia przez UKS strat, jakie poniosła firma na opcjach walutowych. Inspektorzy kontroli skarbowej nie chcą ich uznać za koszty podatkowe. Absurdem jest to, że gdy opcje przynosiły dochody, pobierane były od nich podatki, ale gdy zaczęły przynosić straty, urząd nie chce ich uznać.

Protest wniesiony przez Zakłady Magnezytowe musi zostać rozpatrzony przez dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej. Ten może podtrzymać swoją decyzję lub ją zmienić (na korzyść zakładów). Jeżeli jednak podtrzyma decyzję o zapłacie podatku, wtedy sprawa trafi do rozpatrzenia do Izby Skarbowej. Ta będzie miała dwa miesiące na rozpatrzenie sprawy. Na szczęście przez ten okres firma nie będzie musiała płacić należności.

Posłowie starali się ochronić firmy
Wróćmy teraz do szerszego tła sprawy. Gdy problemy Zakładów Magnezytowych „Ropczyce” S.A. oraz Odlewni Polskich S.A. ze Starachowic (woj. świętokrzyskie) z aparatem skarbowym, dotyczące naliczonego im podatku od strat na opcjach walutowych, stały się przedmiotem zainteresowania posłów, trafiły pod koniec 2014 roku na forum Sejmu oraz Komisji Finansów Publicznych.

Kierownictwu obydwu przedsiębiorstw, przy wsparciu grupy posłów oraz Komisji Finansów Publicznych, udało się wykazać absurdalność karania przedsiębiorców za to, że zaraz po tym, jak złotówka zaczęła gwałtownie tracić na wartości, zamykali oni w bankach opcje, ratując się przed lawinowo narastającymi stratami. Resort finansów próbował bowiem początkowo opodatkować przedsiębiorców, którzy ponieśli straty na opcjach walutowych, bazując na art. 16. Ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Na jego podstawie urzędnicy skarbowi twierdzili, iż w koszty podatkowe nie mogą być zaliczane straty poniesione na opcjach, które zostały zamknięte przedterminowo (np. na skutek ugody z bankami zawartej przed terminem zapadalności tych opcji). A przecież w ten sposób firmy ratowały się przed jeszcze większymi stratami!

Dajcie firmę, a paragraf się znajdzie – niekorzystne wytyczne ministra finansów
Tyle że gdy art. 16. został fiskusowi skutecznie wytrącony z rąk, minister finansów wydał 20 lutego 2015 roku niepublikowane wytyczne (DD 5.8201.5.2015), na mocy których organy skarbowe kwestionują obecnie zaliczenie w koszty strat poniesionych na opcjach na podstawie art. 15. ustawy. – Przypomina to niechlubną zasadę rodem z epoki, o której wszyscy chcielibyśmy zapomnieć: ,,Dajcie mi firmę, a znajdę na nią paragraf” – napisali w liście do premier Ewy Kopacz prezesi i wiceprezesi zakładów w Ropczycach i Starachowicach.

Co ciekawe, paragraf ten zwany jest w środowisku doradców podatkowych „pałą i cepem” (taki kształt ma odwrócona liczba 15). – Jest to norma o charakterze ogólnym, która pozwala organom skarbowym dokonywać de facto arbitralnej oceny „racjonalności” poniesionych przez przedsiębiorcę wydatków – czytamy w liście kierownictw obydwu firm do premier Kopacz. – W sytuacji, gdy organy skarbowe „dojdą” do przekonania, że działania inwestycyjne przedsiębiorcy były „nieracjonalne”, poniesione straty nie są przez organy skarbowe uznawane za koszty podatkowe. Przepis ten jako norma generalna, powinien być stosowany przez fiskusa ze szczególną ostrożnością i poszanowaniem autonomii przedsiębiorcy w zakresie prowadzonej działalności gospodarczej. (…) Metoda „pały i cepa” jest na tyle „uniwersalna”, że może zostać wykorzystana wobec każdej polskiej firmy.

Urzędnik mądrzejszy od prezesa
Urzędnicy skarbowi zarzucają przedsiębiorcom, iż zakup w 2008 roku opcji walutowych był „nieracjonalny”, i że „sami narazili się świadomie na nieograniczone straty”. Co ciekawe, by to udowodnić szefom zakładów z Ropczyc i Starachowic, zarówno rzeszowski, jak i kielecki UKS przedstawił na piśmie szereg zastrzeżeń o stricte ekonomicznym charakterze.

Zarząd Zakładów Magnezytowych z Ropczyc postanowił skonfrontować je z opiniami ekspertów wpisanych na listę biegłych sądowych z wyceny przedsiębiorstw i obrotu papierami wartościowymi. Są one dla rzeszowskiego UKS-u wręcz miażdżące.

– Eksperci stwierdzili, iż ustalony przez UKS w Rzeszowie stan faktyczny, zawiera szereg rażących błędów zarówno w zakresie kalkulacji, jak też ekonomicznych konkluzji w nim zawartych – informuje kierownictwo zakładu z Ropczyc. Zarzucili też urzędnikom brak „należytej staranności”, „zasadnicze braki w wiedzy specjalistycznej niezbędnej do oceny ekonomicznej racjonalności zawartych przez spółkę transakcji opcyjnych”, a nawet „elementarne błędy rachunkowe i metodologiczne”.

– Czy na podstawie arbitralnych, niepopartych fachową wiedzą twierdzeń urzędnicy skarbowi mają prawo wysuwać wobec przedsiębiorców zarzuty „nieracjonalnego” działania, skutkujące naliczaniem obciążeń podatkowych, które nie jedną firmę mogą doprowadzić na skraj bankructwa? – pytają panią premier prezesi zakładów w Ropczycach i Starachowicach.

Zawiodło państwo
Organy skarbowe zarzucają również przedsiębiorcom, którzy zakupili opcje walutowe, to, że nie posiadając dostatecznej wiedzy i doświadczenia w zakresie finansowych instrumentów pochodnych, dali wiarę rekomendacji banków, które „(…) jako podmioty gospodarcze (…) w swoich działaniach nastawione są na osiągnięcie zysku”.

Jednak przedsiębiorcy z Ropczyc i Starachowic przypominają, iż to za sprawą zaniedbania polskich władz, a konkretnie przez późne implementowanie unijnej dyrektywy MiFID (dopiero w listopadzie 2009 roku), „banki nie informowały rzetelnie” o ryzyku wiążącym się z zakupem struktur opcyjnych. – Gdyby dyrektywa MiFID została wdrożona we właściwym terminie, instytucje finansowe byłyby zobligowane do podjęcia ściśle określonych działań, mających na celu ochronę przedsiębiorców (działania zbliżone do ochrony konsumentów) – tłumaczą. Podkreślają też, że konsekwencją szybkiego wdrożenia tej dyrektywy byłoby również to, iż organy skarbowe nie mogłyby dzisiaj kwestionować racjonalności działania przedsiębiorstw w zakresie zaufania do rekomendowanych przez banki instrumentów finansowych.

Doprawdy zdumiewające jest też to, iż według urzędników skarbowych „racjonalny przedsiębiorca” mógł przewidzieć światowy kryzys i radykalną zmianę trendu kursu walut! – To co Najwyższa Izba Kontroli i Minister Finansów określa mianem „nadmiernie optymistycznych prognoz”, UKS w Rzeszowie określa jako „brak racjonalności i świadome działanie na szkodę spółki” – pisze w liście do Ewy Kopacz zarząd Zakładów Magnezytowych w Ropczycach. – Urzędnik pretenduje dziś do roli eksperta ekonomii (ocenia zasadność zakupu opcji), jutro równie dobrze stanie się specjalistą z zakresu technologii, inwestycji (nie tylko kapitałowych) i innych dziedzin związanych z działalnością przedsiębiorstwa.

Urzędnicy idą w zaparte
W odpowiedzi na interpelację posła Prawa i Sprawiedliwości. Jana Warzechy, Ministerstwo Finansów napisało de facto, iż podlegli mu urzędnicy skarbowi są nieomylni. – Brak jest podstaw do poddawania w wątpliwość kompetencji urzędników prowadzących kontrole podatkowe, zarówno w przywołanej na wstępie firmie Odlewnie Polskie S.A., jak i u innych podatników – napisali pracownicy ministerstwa.

Ministerstwo Finansów zdaje się również nie rozumieć konsekwencji, jakie polskim przedsiębiorcom przyniosła nieterminowa implementacja przez Polskę dyrektywy w sprawie rynków instrumentów finansowych (MiFID). – Wynikająca z interpelacji sugestia, jakoby Ministerstwo Finansów „z nieterminowego wykonania obowiązku, tj. dwuletniego opóźnienia w implementowaniu dyrektywy w sprawie rynków instrumentów finansowych, chce czerpać korzyści w postaci wielomilionowych podatków do budżetu państwa”, jest w ocenie Ministra Finansów nieuprawniona – odpisali wicemarszałkowi Sejmu Markowi Kuchcińskiemu (PiS), urzędnicy tego ministerstwa.

Najistotniejsze jest jednak to, iż pomimo wielu przekonujących argumentów ze strony przedsiębiorców, resort finansów nadal tak interpretuje prawo podatkowe, by zakłady w Ropczycach i w Starachowicach nie mogły wpisać do swoich kosztów strat poniesionych na opcjach walutowych. Co istotne, ministerstwo przyznaje, iż „ocena, czy dany wydatek poniesiony przez podatnika spełnia przesłanki pozwalające na jego zaliczenie do kosztów uzyskania przychodów, wymaga każdorazowo dokonania indywidualnej oceny w zakresie związku tego wydatku z prowadzoną przez podatnika działalnością i uzyskiwanymi w jej następstwie przychodami”.

Nasuwa się więc następująca konkluzja – wydatki związane z przedterminowym rozwiązaniem opcji walutowych mogłyby być zaliczane do podatkowych kosztów przedsiębiorstw, gdyby urzędnicy skarbowi oraz Ministerstwo Finansów interpretowali istniejące prawo na korzyść podatnika.

Będzie lepiej?
Pracodawcy RP – największa organizacja skupiająca ludzi tworzących miejsca pracy – nawołuje obecny rząd do jak najszybszego przyjęcia w ordynacji podatkowej zasady, iż wszelkie wątpliwości, co do interpretacji prawa podatkowego rozstrzyga się na korzyść podatnika. – Zasada postulowana przez prezydenta będzie zaledwie maleńkim wyłomem w bardzo silnej pozycji organów państwa w stosunku do obywatela – pisze w liście otwartym do premier Kopacz prezydent Pracodawców RP, Andrzej Malinowski i przypomina, że to małe i średnie firmy, które wypracowują 70 proc. polskiego budżetu, najczęściej padają ofiarą organów kontroli skarbowej.

Mirosław Przybylski

Leave a Reply

Your email address will not be published.