
RZESZÓW, ROPCZYCE. Sprawa Zakładów Magnezytowych w Ropczycach i opcji walutowych to przykład tego, jak aparat skarbowy chce zniszczyć dobrze prosperującą firmę, rzekomo w interesie Skarbu Państwa.
Tydzień temu pod rzeszowską Izbą Skarbową w obronie swej firmy demonstrowało prawie 200 pracowników „Magnezytów” domagających się zatrzymania przez urzędników „spirali zniszczenia”. Ich rozpacz i bezsilność wywołała decyzja Urzędu Kontroli Skarbowej w Rzeszowie, nakazująca zapłacić Zakładom Magnezytowym w Ropczycach podatek dochodowy w wysokości 6,24 mln zł wraz z odsetkami od strat na opcjach walutowych. Zdaniem pracowników, to może doprowadzić do upadku spółki. Czy Polacy są skazani na dyktaturę aparatu skarbowego, którego pracownicy uważają, że stoją ponad prawem?
Od minionego poniedziałku Zakłady Magnezytowe przeniosły swoją siedzibę do Warszawy. Zarząd firmy, produkcja i zatrudnienie pozostało w Ropczycach, zmieniło się natomiast miejsce płacenia podatków. Będą płacone już do Urzędu Skarbowego w Warszawie. Dlaczego? Powodami przenosin pojawiającymi się w oficjalnych wypowiedziach przedstawicieli firmy ma być „chęć bliższego kontaktu z i akcjonariuszami i instytucjami rynku finansowego”. Jednak można się domyślać, że decyzja o zmianie siedziby jest także pokłosiem podejścia rzeszowskich urzędników skarbowych do problemów ropczyckiej spółki.
Pracownicy walczą o firmę
„Stop! Samowoli urzędników skarbowych”, „Kto zapłaci wasze pensje, jak już zniszczycie polską firmę”, „Opodatkujmy głupotę – forsy będzie w bród” – takie transparenty pracownicy Zakładów Magnezytowych w Ropczycach przynieśli w ubiegły piątek pod Izbę Skarbową w Rzeszowie.
– Kogo reprezentują urzędnicy skarbowi, dla kogo są? – pytał podczas pikiety Roman Jakim, przewodniczący Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność”. – Jak mogą dopuszczać do likwidacji zakładu? Firmy uciekają z Rzeszowa do miast w innych regionach. Tylko z rzeszowskimi urzędnikami skarbowymi nie da się współpracować. Urzędy skarbowe poza Podkarpaciem są przyjazne dla firm, które przecież płacą podatki. Jak można karać za straty, jakie poniosła firma na opcjach walutowych? Od miesięcy trwa proces niszczenia „Magnezytów” przez urzędników zatrudnionych w organach skarbowych. Skarbówka pozbawi środków do życia ponad 800 rodzin i kolejne tysiące podwykonawców.
Zaczęło się w 2008 roku
Na czym polega problem ropczyckich zakładów? Urząd Kontroli Skarbowej w Rzeszowie nałożył na Zakłady Magnezytowe w Ropczycach podatek w kwocie 6,24 mln zł od strat, jakie ta spółka poniosła w latach 2009 i 2010 w związku z tzw. opcjami walutowymi. Przedmiotem sporu jest sposób zaksięgowania strat. Organy skarbowe zarzucają firmie, że spółka, korzystając w 2008 r. z opcji walutowych, postąpiła w sposób „nieracjonalny” i „sama naraziła się świadomie na nieograniczone straty”.
Zacznijmy jednak od początku tej historii. Jak doszło do skorzystania przez ropczycką spółkę z instrumentu finansowego, jakim są opcje walutowe? Z tym pytaniem zwróciliśmy się do władz firmy.
– Firma nasza jest eksporterem. Mniej więcej połowę produktów eksportujemy na rynki całego świata, a ponad 80 procent naszych przychodów otrzymujemy w walucie obcej, więc każde umocnienie się złotówki sprawiało, że nasze zyski topniały, nie można było nad tym przejść do porządku dziennego – opowiada Robert Duszkiewicz, wiceprezes Zarządu ds. Finansowych w Zakładów Magnezytowych „Ropczyce” S.A. – Korzystaliśmy z różnych instrumentów finansowych. W lipcu 2008 roku na polskim rynku pojawiła się masowa oferta banków, które przekonywały przedsiębiorstwa do zakupu bardzo dobrych ich zdaniem instrumentów zabezpieczających. Wszystkie prognozy NBP, Ministerstwa Finansów, wreszcie prognozy banków komercyjnych pokazywały, że ten trend umocnienia się złotówki będzie nadal postępował i to był dla eksporterów duży problem. Banki przedstawiły produkt – opcję strukturyzowaną, która miała najlepiej zabezpieczyć przed takim ryzykiem. Apogeum sprzedaży tych opcji przez banki przypadło na lipiec 2008 roku.
Opcje okazały się przekleństwem
Wkrótce okazało się, że to co miało zabezpieczyć przed kryzysem wpędza firmę w kolejne kłopoty.
– Skorzystaliśmy z opcji, zabezpieczając nimi część naszego obrotu, jednak po okresie sprzedaży opcji przez banki kurs naszej waluty zaczął się drastycznie odwracać. Te instrumenty, które miały nas zabezpieczać przed ryzykiem umacniania złotówki zadziałały w odwrotną stronę. To spowodowało tzw. tsunami opcyjnie, którego skutkami były ogromne straty polskich firm – wyjaśnia wiceprezes Duszkiewicz.
Problemem była też spóźniona reakcja polskiego rządu. – Unijna dyrektywa MiFID była reakcją Unii Europejskiej na przewagę banków w stosunku do ich klientów, m.in. firm. Dyrektywa miała chronić małe i średnie przedsiębiorstwa przed bankami. Ta dyrektywa powinna zostać wprowadzona do końca 2007 roku. Polski rząd również był zobowiązany do jej wprowadzenia, jednak zrobił to dopiero w listopadzie 2009 roku, a Polska była ostatnim państwem Europy, które ją przyjęło – opowiada wiceprezes Duszkiewicz.
– Przypadek? – zastanawia się. – Nadzory finansowe Wielkiej Brytanii, USA i Szwajcarii prowadziły dochodzenia wobec kilku banków. Dochodzenia wykazały, że banki te manipulowały walutą w okresie, kiedy doszło do opcyjnego tsunami. Czy to też przypadek? – pyta wiceprezes.
Spór z fiskusem
Niestety, na zawirowaniach z opcjami nie skończyły się ówczesne problemy ropczyckiej spółki. Doszło do sporu z fiskusem.
– W wyniku opcji walutowych Zakłady Magnezytowe „Ropczyce” S.A. poniosły straty. Zarówno my, jak i szereg innych firm uznaliśmy to za straty podatkowe i odpisaliśmy je od podstawy opodatkowania. Najlepsze w Polsce firmy audytorskie, które co roku przeprowadzały u nas audyt, uznały, że jest to rozliczenie prawidłowe. Powoli wychodziliśmy z opcyjnych opresji, spłacaliśmy kredyty zaciągnięte na spłatę opcji – kontynuuje wiceprezes Duszkiewicz. – W 2013 roku zaczęło się postępowanie kontrolne Urzędu Kontroli Skarbowej w Rzeszowie obejmujące 2008 rok, które trwało rok i zakończyło się decyzją kwestionującą możliwość potraktowania tej straty z 2008 roku jako straty podatkowej.
UKS przywołał art. 16 ust. 1 pkt 8b Ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych i uznał, że skoro rozwiązaliśmy umowę opcyjną przed terminem, to nie możemy zaliczyć tych strat jak kosztów podatkowych.
– Rzeczywiście. Umowę z bankiem rozwiązaliśmy przed terminem, by uniknąć jeszcze większych strat. Tym samym urzędnicy kwestionują nam koszt podatkowy, bo chroniliśmy firmę przed jeszcze większą stratą – mówi Robert Duszkiewicz.
Firma skierowała odwołanie do Izby Skarbowej w Rzeszowie, a ta skierowała sprawę do ponownego rozpatrzenia przez rzeszowski UKS. Wówczas Zakłady Magnezytowe złożyły zażalenie na tę decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. WSA w Rzeszowie uznał, że Izba powinna rozpatrzyć odwołanie, a nie ponownie odsyłać do UKS. Sprawa ta jest zawieszona. W tym czasie firma poruszała sprawę w ministerstwie.
Kolejna kontrola UKS
Równocześnie do Zakładów Magnezytowych w Ropczycach zawitała kontrola UKS, która prześwietliła lata 2009 – 2010.
– Jednak tym razem inspektorzy z UKS zmienili strategię i sprawę opcji zaczęli prześwietlać pod innym kątem – wyjaśnia wiceprezes. – Teraz twierdzą, że straty z opcji nie można uznać za koszty podatkowe, bo decydując się na opcje zarząd działał nieracjonalnie. Urzędnicy kilka lat po opcyjnym tsunami stwierdzili, że opcje były szkodliwe i zarząd popełnił błąd, decydując się na nie. Na tej podstawie nie uznano strat z opcji za koszt podatkowy.
Wynika z tego, że kontrolując sprawę opcji, UKS oparł się najpierw na jednym paragrafie, a gdy to nie dało skutku, w kolejnej kontroli w tej samej sprawie oparł się już na innym paragrafie.
Jak komentują w Ropczycach postępowanie aparatu kontrolnego?
– Przed sierpniem 2008 roku opcje przynosiły nam dochody, od których płaciliśmy podatki. Teraz, gdy opcje przyniosły straty, nie chce się ich uznać. Inaczej mówiąc, gdy opcje dawały przychody, to pobierano od nich podatki, gdy przyniosły straty, odmawia się uznania ich za koszt – mówi Duszkiewicz. – Od końca maja 2013 roku jesteśmy permanentnie kontrolowani przez organy skarbowe, a to nie jedyne kontrole. Byliśmy w tym czasie kontrolowani przez Urząd Celny i ZUS. To wszystko absorbuje duże siły i środki, i zamiast koncentrowania się nad rozwojem firmy musimy przyjmować wizyty urzędników i udowadniać swoje racje.
Skargi na poczynania rzeszowskiego UKS nic nie dały
– Gdy dwukrotnie skarżyliśmy się na przewlekłość postępowania kontrolnego prowadzonego przez rzeszowski UKS do Głównego Inspektora Kontroli Skarbowej, ten skierował nasze skargi do rozpatrzenia przez dyrektora tegoż UKS-u, na którego się skarżyliśmy. Dyrektor sam ocenił się i odpowiedział oczywiście, że nie widzi po swojej stronie uchybień – wyjaśnia wiceprezes.
Z historii zmagań ropczyckiej firmy z fiskusem można wyciągnąć jeszcze jeden gorzki wniosek.
– W okresie od 2008 do 2014 roku, gdy z dużym wysiłkiem wychodziliśmy z kłopotów, w jakie wpędziły nas opcje, odprowadziliśmy do budżetu ponad 200 milionów złotych różnych danin i podatków. Wtedy, gdy było nam najciężej, gdy spłacaliśmy opcje, to rzetelnie i terminowo płaciliśmy podatki, a teraz się nas chce dobić takim decyzjami – komentuje Duszkiewicz.
NASZ KOMENTARZ
Gdyby Zakłady Magnezytowe w Ropczycach wygrały na opcjach walutowych i osiągnęły dochód, UKS by się do nich nie przyczepił, bo firma musiałaby od tego dochodu zapłacić podatek. Tymczasem UKS i tak, pomimo strat firmy, chce się do tych pieniędzy dobrać. Tyle że w tym momencie wykańczanie firmy nie jest w interesie państwa ani Skarbu Państwa, lecz jest to najwyraźniej interes urzędników i szefa UKS-u, bo są oni premiowani za ściąganie, nawet bezmyślnie, dodatkowych wpływów do budżetu.
Jeśli przyjmiemy taki sposób myślenia, to niebawem będzie można karać firmy np. za to, że zarabiają one na rachunkach bankowych. Dlaczego? Ponieważ w spisie zarejestrowanych w KRS, a więc zgłoszonych oficjalnie rodzajów działalności firmy te nie posiadają działalności bankowej!
W podobny sposób UKS mógłby dobrać się do dowolnie wybranej firmy za to, że chciała wprowadzić na rynek jakiś nowy produkt. Zakładała, że na nim zyska, zaciągnęła kredyty, zainwestowała w reklamę, a po pół roku okazuje się, że produkt nie wypalił i trzeba go usunąć z rynku.
Czy UKS może uznać, że są to źle wydane pieniądze i domagać się podatku? Inaczej mówiąc, czy winą zarządu jest to, że wprowadził na rynek nowy produkt, nie mając pewności, że pomysł się powiedzie? Kierując się tak absurdalną logiką, UKS powinien ścigać każdą firmę za to, że poniosła stratę w wyniku nieprzemyślanych decyzji zarządu, wprowadzających nowy produkt, który akurat nie cieszył się na rynku popularnością.
Mamy chory system państwa, w którym urzędnicy skarbowi dostają nagrody za realizację rocznego planu, do którego wpisane są kwoty, jakie mają wpłynąć do budżetu. A to de facto oznacza, że polscy przedsiębiorcy z góry traktowani są przez aparat państwa jako oszuści, którym, mimo płacenia przez nich dużych podatków, trzeba wydrzeć dodatkową część dochodów. Co więcej, wszystkie nagrody, premie i plany aparatu skarbowego są utajnione, tymczasem przez takie postępowania dochodzi do upadłości zakładów i likwidacji miejsc pracy! Ile jeszcze miejsc pracy muszą zlikwidować UKS-y, by w urzędach skarbowych przeprowadzono lustrację i zmieniono sposób ich funkcjonowania?
Do polskiego prawa ma niebawem wejść zasada rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika. Szkoda, że Platforma Obywatelska dopiero teraz zauważyła ten problem, bo przecież powinna być to zasada generalna. Wszystko zresztą wskazuje na to, że przepis ten po wejściu w życie będzie martwy, populistyczny. A przecież nie chcemy żyć w państwie, w którym tego typu problemy są źródłem kolejnych tematów do programu „Państwo w Państwie” w telewizji Polsat.
Przykład Zakładów Magnezytowych w Ropczycach jest szczególny, bo jest to duża firma. A co z małymi firmami, które finansowo ledwo zipią z kwartału na kwartał? W takiej sytuacji prawdopodobnie szybko by padły. Pracownicy z Ropczyc wyszli na ulice bronić swoich miejsc pracy i mamy nadzieję, że ich presja pomoże im ocalić zakład. Niestety, małe, kilkuosobowe zakłady w starciu z urzędnikami takiej siły przebicia nie mają.
Jakiekolwiek zarzuty można by stawiać członkom zarządu firmy, gdyby działali w zmowie z bankiem. Natomiast nie można firmy karać za coś, co nie było od niej zależne! Tym samym mamy do czynienia z czymś, co możemy bez ogródek nazwać przestępstwem urzędniczym, próbą złodziejstwa, próbą stworzenia z UKS-u prywatnej firmy zarobkowej pod płaszczykiem dbania o interes finansowy państwa.
Mirosław Przybylski



12 Responses to "Urzędnicy skarbowi niszczą polską przedsiębiorczość cz. I"