Włoska kampania mająca walczyć z przesądami niewątpliwie szokuje. Na billboardach i w informacjach prasowych pokazywane są nagrobki z drastycznie brzmiącymi epitafiami typu „Nie zaszczepili mnie ze strachu przed autyzmem” lub „Kupiłem w sieci „cudowne” lekarstwo”. Wszystko opatrzone apelem lekarzy „Nie ufajcie bzdurom w sieci. Pytajcie zawsze lekarza”. Czy to ma sens? Według mnie, ma.
Dożyliśmy bowiem czasów, gdy do umysłów ludzi nie trafiają zwykłe ostrzeżenia, bo nikną w gąszczu newsów, przemijają niezauważone. Z ekranów telewizorów i komputerów płynie taki nawał informacji, że wzrok może zatrzymać tylko coś, co łamie normy, coś co wywołuje emocje, budzi kontrowersje. O tym, że trzeba coś zrobić, wstrząsnąć społeczeństwem, by zatrzymać chociażby ruchy antyszczepionkowe świadczą twarde fakty. Państwowy Zakład Higieny alarmuje właśnie: Polska jest krajem zagrożonym epidemią odry. Liczba zaszczepionych dzieci spadła poniżej poziomu określanego przez Światową Organizację Zdrowia jako granica krytyczna. Odsetek zaszczepionych dzieci, poniżej którego pojawia się zagrożenie epidemią, wynosi 95 proc. W Polsce w 2017 roku było to już tylko 93 proc. Tymczasem jeszcze przed dekadą, w 2008 roku, liczba odmów rodziców wynosiła zaledwie trzy tysiące. Obecnie wskutek antyszczepionkowej propagandy jest to już trzydzieści tysięcy, co skłania specjalistów do bicia na alarm.
Problem ruchów antyszczepionkowych to oczywiście nie tylko polska sprawa. W ostatnim roku w Europie wskutek ich działalności zachorowało na odrę ponad 20 tys. osób. Kilkadziesiąt z nich zmarło. Tymczasem we wrześniu naukę w pierwszych trzech klasach szkół podstawowych rozpocznie w Polsce 100 tys. uczniów niezaszczepionych przeciwko odrze, w sytuacji, gdy w Europie odnotowuje się 300-procentowy wzrost zachorowań na tę chorobę. Z jej epidemią walczą już nasi ukraińscy i czescy sąsiedzi. Obecnie największy problem występuje w Rumuni, Włoszech, Ukrainie i Grecji. Tylko na Ukrainie w pierwszych czterech miesiącach tego roku zachorowało na odrę 9 tys. osób, w Rumuni 12 tys. A przecież zarazków nie zatrzymują granice. W Polsce zaś mało kto pamięta, że odra jest wysoce zaraźliwą chorobą. Szerzy się drogą kropelkową, głównie w tym miejscach, gdzie jest dostatecznie duża grupa osób niezaszczepionych lub tych, które utraciły już odporność. Powstają wtedy tzw. mini epidemie, które wybuchają najczęściej w tych krajach, gdzie poziom tzw. wyszczepienia ludności spada poniżej 90 proc. Jej powikłania to zapalenie mózgu oraz bakteryjne zapalenie płuc. Kiedyż na odrę, krztusiec czy ospę ludzie umierali także u nas. Może więc czas zacząć działać? Może ministerstwo zdrowia, które ostatnio wydało blisko 3 mln zł na kampanię promującą dzietność, której głównymi bohaterami były króliki „mnóżcie się jak króliki” wymyśli coś równie kontrowersyjnego na temat szczepień? Co prawda nie wierzę by spot o królikach zachęcił do prokreacji jednak na pewno było o nim głośno. I tego może potrzeba by zwrócić uwagę na durne informacje krążące w sieci.
Redaktor Anna Moraniec


