RZESZÓW. – Osłabiona i z gorączką muszę specjalnie wstać przed siódmą, żeby umówić się na wizytę do lekarza. Potem nie rejestrują – skarży się Czytelniczka.
– W przychodni przy ul. Obrońców Poczty Gdańskiej 28 próżno próbować zarejestrować się do lekarza z wyprzedzeniem. Trzeba dzwonić rano od siódmej w tym samym dniu, a i tak nie ma gwarancji, że uda się umówić na wizytę. Telefon niemal zawsze długo jest zajęty, a potem często nie ma już numerków – bulwersuje się pani Weronika, mieszkanka osiedla Baranówka 4.
Jak wiemy od innych pacjentów korzystających z usług tej placówki tak było „od zawsze” i od lat nic się nie zmienia. Ludzie narzekają, ale korzystają z usług tej przychodni, bo jest najbliżej.
Trzeba się naczekać
Problematyczne jest też to, że często mimo umówionej godziny do gabinetu wchodzi się z opóźnieniem.
– Tutaj nikt nigdy nie wyczytuje kolejności wejść. Wchodzi się w takiej kolejności, jak się przyszło. A przecież ludzie pracują, chodzą do szkoły i nie chcą tracić czasu w poczekalni, skoro umówili się na konkretną porę – denerwuje się pani Weronika.
Denerwujące bywa też zachowanie pań w rejestracji. Kiedy skończą się numerki, a ktoś potrzebuje się dostać do swojego lekarza, pytają niepoważnie czy to coś poważnego i czy na pewno nie możemy poczekać z wizytą do dnia następnego.
Kto ustala reguły
Udając pacjenta próbowaliśmy się umówić na wizytę z wyprzedzeniem. Bezskutecznie, oczywiście. Zapytaliśmy więc, kto ustala reguły rejestracji. Zmieszane panie nie potrafiły udzielić odpowiedzi.
Jak donoszą nasi Czytelnicy, podobne problemy z rejestracją do lekarzy rodzinnych występują w wielu placówkach zdrowia w Rzeszowie świadczących usługi w ramach kontraktów z NFZ. Dzieje się tak np. w przychodni przy ul. Hoffmanowej. – A przecież lekarz pierwszego kontaktu to nie specjalista, do którego czeka się w długiej kolejce. Nie może być tak, że dostęp do niego jest utrudniony, a pacjent próbuje leczyć się na własną rękę. Wiadomym jest jak tragicznie może skończyć się nawet zwykłe, ale przechodzone przeziębienie. Czy ktoś w końcu zrobi z tym porządek? – pyta pani Weronika.
Katarzyna Pękala


