TARNOBRZEG. Zamiast butów lepiej było dziś ubrać w Tarnobrzegu łyżwy. Całe miasto zamieniło się rano w jedno wielkie lodowisko.
Wszechobecną gołoledź zastali tarnobrzeżanie, którzy w godzinach wczesnoporannych spieszyli się do pracy, szkół i przedszkoli lub chcieli zrobić szybkie zakupy. Chodniki były tak oblodzone, że trudno było się nimi przemieszczać. Kto mógł, ratował się trzymając ogrodzeń lub zważając na każdy krok szedł w żółwim tempie. Jeden z przechodniów, którego spotkaliśmy ubezpieczająco ubrał na głowę wilczą czapę, która miała chronić jego głowę w razie upadku.
– KupiÅ‚em jÄ… za granicÄ…, a dziÅ› ubraÅ‚em, żeby gÅ‚owÄ™ chroniÅ‚a nie tyle przed zimnem, co przed rozbiciem – przyznaÅ‚ wÅ‚aÅ›ciciel futrzanej czapy, którego spotkaliÅ›my po godzinie 9 próbujÄ…cego przemieszczać siÄ™ po mieÅ›cie.
Aby sprawdzić, jak wyglÄ…da sytuacja, zajrzeliÅ›my także do Szpitalnego OddziaÅ‚u Ratunkowego, gdzie od rana lekarz dyżurujÄ…cy miaÅ‚ peÅ‚ne rÄ™ce roboty. – Do godziny 10 odnotowaliÅ›my już 14 interwencji chirurgicznych – powiedziaÅ‚ lek. Dariusz KÅ‚eczek z SOR w Tarnobrzegu.
Były złamania rąk i nóg, jedną z poszkodowanych była także pielęgniarka pracująca w Szpitalu Wojewódzkim w Tarnobrzegu, nastoletni chłopiec i około 60-letnia kobieta. Wszyscy oni dzisiejszą gołoledź zapamiętają na długo, a konsekwencje bliskiego spotkania ze „szklanką†będą ponosić przez wiele tygodni.
mrok
[print_gllr id=200861]


