
PRZEMYŚL. Od każdej umowy zawartej poza siedzibą firmy sprzedającej towar lub usługę można odstąpić w ciągu 14 dni.
Propozycje zmian w taryfach naliczania prądu i gazu składane osobiście przed przedstawiciela „elektrowni” i „gazowni”, którzy fatygują się do naszych domów, mogą okazać się oszustwem. Nie dawajmy wpuszczać się w maliny: czytajmy wszystko nim podpiszemy, a nierozważnie podpisawszy, korzystajmy z prawa odstąpienia od umowy.
Pan Adam z Przemyśla „od zawsze” ma prąd od PGE Zamojskiej Korporacji Energetycznej S. A. Płaci, ile płaci, jak mówi: – Wiadomo, że każdy chciałby płacić mniej. Dlatego, gdy parę dni tremu wczesnym wieczorem zadzwonił do jego drzwi miły pan przedstawiający się, że jest z „elektrowni” i chciałby pomówić o zmianach taryfy, żeby rachunki pan Adam miał mniejsze, przemyślanin chętnie go wpuścił. – Powiedział mi, że kończy mi się umowa na prąd i teraz mogę sobie ją zmienić na nową, dzięki czemu będę płacił za prąd mniej – opowiada pan Adam. – Ucieszyłem się – przyznaje. Gość „z elektrowni” pokazał panu Adamowi wykres i symulacje, wypytał o dotychczasowe rachunki i wyliczył, że może płacić mniej o całe 7 procent! Trzeba tylko tu podpisać! A tu proszę: szczegółowe warunki umowy. Widać, że bardzo szczegółowe, bo całe dwie strony A4 drobnym druczkiem. No i pan Adam podpisał. – Będziesz pan zadowolony – zapewniał gość.
Miły pan „z elektrowni” pożegnał się z szerokim uśmiechem i poszedł sobie. Najpewniej złożyć korzystne oferty także sąsiadom pana Adama, bo widział go, gdy wychodził na chwilkę do sklepu na klatce schodowej. Umowa i inne „papiery” zostały na stole. – Jak wróciłem ze sklepu coś mnie tknęło, żeby to przeczytać – wspomina pan Adam. – Aż mi się słabo zrobiło! To jakaś inna firma, nie PGE! – opowiada mężczyzna, pokazując dokumenty. – Ja byłem przekonany, że zawieram nową umowę z dotychczasowym dostawcą prądu – zarzeka się.
W nocy źle spał, a raniutko popędził do siedziby przemyskiego oddziału PGE. – Czekałem i rozmawiałem z jednym panem, który był tam przede mną – opowiada. – Też z umową z tą samą nieznaną nam wcale firmą przyszedł – wspomina pan Adam. Pracownik PGE uspokoił przemyślanina. – Mówił, że skoro nie minęło 14 dni od podpisania umowy, to mogę od niej odstąpić bez konsekwencji. Dał mi nawet taki druk, pomógł wypełnić i powiedział, żeby nadać poleconym za potwierdzeniem odbioru do tej firmy. Tak zaraz zrobiłem – pan Adam pokazuje „kwit” z poczty.
Krzysztof Drabik, miejski rzecznik praw konsumenta przy przemyskim magistracie takich spraw ma „od groma”. – W tym roku było ich ponad 150 – mówi. – Ludzie są sprytnie wmanewrowywani w podpisywanie umów z nieznanymi sobie sprzedawcami energii elektrycznej i gazu, a także kupowanie garnków i pościeli – wyjaśnia. – Od każdej umowy zawartej poza siedzibą firmy sprzedającej towar lub usługę można odstąpić w ciągu 14 dni – podkreśla. – Ale najlepiej niczego nie podpisywać „w ciemno”, tylko dokładnie czytać umowę i jej szczegółowe warunki. Jeśli cokolwiek budzi wątpliwości po prostu powiedzieć, że się zastanowimy nad ofertą – przestrzega.
Pan Adam wykazał się lekkomyślnością, ale zaraz potem rozsądkiem. Wielu jednak tak nie robi i później, gdy minie czas na odstąpienie od umowy nierzadko słono za to płaci. Nie hołdujmy zasadzie „mądry Polak po szkodzie”: czytajmy co podpisujemy, poznawajmy swe prawa konsumenckie, a w razie wątpliwości szukajmy porady.
Monika Kamińska


