
WADOWICE. Dziennikarka Super Nowości na spotkaniu z Floribeth Mora Diaz, której uzdrowienie wybrano jako cud kanonizacji Jana Pawła II.
Floribeth Mora Diaz, której uzdrowienie wybrano jako cud do kanonizacji Jana Pawła II, w niedzielę odwiedziła Wadowice. Tłumy wiernych słuchały Kostarykanki, która opowiedziała o swojej chorobie, momencie uzdrowienia i wierze w Boga.
– Jestem tu z wami, by zaświadczyć o wielkiej miłości Boga – mówiła Floribeth Mora Diaz do wiernych, którzy w ostatnią niedziele wypełnili bazylikę ofiarowania NMP w Wadowicach. Kostorykanka, która 27 kwietnia w trakcie mszy kanonizacyjnej niosła na oczach milionów osób zgromadzonych na placu Św. Piotra w Watykanie i widzów śledzących uroczystość za pośrednictwem telewizji, relikwie świętego Jana Pawła II, przyjechała do ojczyzny Karola Wojtyły, by podziękować za dar uzdrowienia.
Przyjechałam złożyć świadectwo o cudzie
– Przyjechałam złożyć świadectwo o cudzie, ale i poznać korzenie Jana Pawła II w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło. W Kostaryce papież Polak jest otoczony wielką czcią, ja i moja rodzina także zawsze czuliśmy się z nim bardzo związani – mówiła Floribeth Mora Diaz.
Uzdrowionej w Wadowicach towarzyszyli mąż Edwin oraz synowie Edwin i Keynnar. Floribeth Mora Diaz ma 51 lat i pięcioro dzieci. Z wykształcenia jest prawnikiem. Mieszka w mieście Tres Rios. W wadowickim kościele sąsiadującym z domem, w którym urodził się Karol Wojtyła, kobieta opowiedziała swoją historię.
Wtedy zaczął się horror mojej rodziny
– Zachorowałam w kwietniu 2011 r. W mózgu powstał wrzecionowaty tętniak środkowej tętnicy. To ciężkie schorzenie, które często prowadzi do śmierci. W szpitalu lekarze stwierdzili, że interwencja chirurgiczna jest niemożliwa ze względu na położenie tętniaka w niedostępnej dla narzędzi części mózgu. Wtedy zaczął się horror moje rodziny – wspominała kobieta.
– Pod koniec kwietnia byłam już bardzo słaba. Lekarze mówili, że mogę umrzeć w każdej chwili, nawet podczas snu. Byłam częściowo sparaliżowana. 1 maja 2011 roku, gdy telewizja transmitowała uroczystość beatyfikacji Jana Pawła II, było to około 2 w nocy u nas. Czuwałam jednak przy telewizorze i oglądałam to wydarzenie. Modliłam się, a potem zasnęłam. Gdy obudziłam się, usłyszałam głos: „Nie lękaj się. Wstań”. Patrzyłam wtedy na obrazek Jana Pawła II, który miałam w pokoju; to było zdjęcie wycięte z gazety. To na tym zdjęciu zobaczyłam ręce, które zapraszały mnie do tego, żebym wstała. I tak zrobiłam.
Poczułam pokój w sercu i przestałam się bać
Gdy mąż zobaczył, że poszłam do kuchni, był zszokowany. Zapytał, dlaczego wstałam. A ja spokojnie odpowiedziałam mu, że czuję się lepiej. Nigdy nie zapomnę tego uczucia. Czułam ogromny spokój, żadnego lęku przed śmiercią, przed chorobą. Moje serce wypełnił pokój, a moje ciało z dnia na dzień odzyskiwało sprawność. Lekarze, które wykonali mi badania nie byli w stanie wytłumaczyć zniknięcie tętniaka. Rok później historia mojej choroby została przekazana do Watykanu. Po zbadaniu w rzymskiej klinice Gemelli, cud uzdrowienia Kostartkanki został wybrany jako cud kanonizacyjny Jana Pawła II.
Małgorzata Rokoszewska



One Response to "Uzdrowiona Kostorykanka przyjechała do Polski"