
recept. Ta liczba wskazuje jednoznacznie, że leczył nią nie tylko
lekarz z Przemyśla Fot. Pixabay
Zawsze w felietonach, jeżeli wypowiadam się o leczeniu jakiejkolwiek choroby, zaznaczam, że nie jestem medykiem, ale zwykłym Kowalskim. I również w tej sprawie wypowiadam się tylko jako taki, zwykły obywatel, który wszakże nie jest głupi ani pozbawiony informacji spoza tzw. oficjalnego nurtu. Tym razem, chcę się odnieść do szeroko komentowanych badań nad amantadyną, która przepadła w ostatnich badaniach klinicznych. Badanie, jak badanie, z reguły jako społeczeństwo nie jesteśmy o nich informowani, i myślę że dziesiątki tysięcy, jak nie setki tys. preparatów przepadło w badaniach klinicznych. Bo wiadomo, żadne odkrycie nie zapewnia skuteczności, dopóki nie zastanie potwierdzone. Co mnie poruszyło i wzbudziło niepokój tym razem? Otóż w ubiegły piątek ogłoszono wstępne wyniki badań nad amantadyną na próbie 149 chorych, przebywających w szpitalu we wczesnej fazie z umiarkowanym bądź ciężkim COVID-em (przy kilkuset trafiających codziennie do szpitala), które pokazały, że nie ma różnic pomiędzy grupą osób leczonych amantadyną a grupą pacjentów przyjmujących placebo. Przekazał to w piątek na konferencji prasowej prof. Adam Barczyk ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, koordynator badania, i zawnioskował o ich przerwanie. Przy okazji przyznał jednak, że podawanie placebo nie oznacza nieleczenia pacjentów biorących udział w badaniu klinicznym. Przekazał, że pacjenciz drugiej grupy dostawali remdesivir, który dopuszczony jest do stosowania w leczeniu COVID-19 w szpitalach. I co się okazało? Chorzy, którzy go otrzymywali (remdesivir), nie byli wcale krócej w szpitalu niż ci leczeni amantadyną. „Oczywiście to nie dowód na to, że remdesivir nie działa, tylko informacja, że warto jeszcze raz się przyjrzeć jego skuteczności” – podkreślił profesor. I to właśnie obudziło moją ciekawość, żeby nie powiedzieć, niepokój. Amantadyna jednak nie dostała rekomendacji do leczenia COVID-19. Co prawda jest jeszcze nadzieja, że coś może się zmienić, trwają bowiem jeszcze badania prowadzone przez prof. Konrada Rejdaka z Lublina, który prowadzi je na pacjentach leczonych ambulatoryjnie. A właśnie w leczeniu ambulatoryjnym była dotychczas stosowana. Co o tym świadczy? Ano fakt, że tylko w 2021 roku wypisano na nią prawie pół miliona recept. Wynika to z danych Centrum e-Zdrowia. Ta liczba wskazuje jednoznacznie, że leczył nią nie tylko lekarz z Przemyśla, który już w 2020 roku rozpoczął krucjatę za uznaniem jej za skuteczny lek. Dowodząc przy tym, że lek jest bezpieczny i nie powoduje żadnych działań niepożądanych. A lekarze mają leczyć zgodnie ze swoją wiedzą i doświadczeniem, niekoniecznie zgodnie ze wskazaniami producentów (w tym przypadku w chorobie Parkinsona, wcześniej wirusa grypy). I komu tu wierzyć?
Redaktor Anna Moraniec



2 Responses to "W badaniu pacjentom podawano amantadynę albo remdesivir. Oba działały jednakowo"