
Mimo, że pandemia koronawirusa nie ustała, w regionie organizowane są wesela i inne imprezy masowe – co prawda z obostrzeniami, ale tylko w teorii. Uroczystości odbywają się przede wszystkim lokalach prywatnych. Cierpią natomiast obiekty użyteczności publicznej, takie jak np. domy kultury w Widełce i Kolbuszowej.
Na problem zwraca uwagę Stanisław Rumak, sołtys Widełki: – Mamy Wiejski Dom Kultury i strażnicę. Przez pandemię wynajem pomieszczeń w tychże budynkach został nam zablokowany – załamuje ręce. – Ludzie byli pozapisywani rok, dwa lata wcześniej. Co z nimi zrobić? Inna sprawa, że środki z tytułu wynajem jakoś budżet tych budynków wspomagały.
„Co mam im powiedzieć?”
– Pani z Sanepidu stwierdziła, że mamy w Widełce najlepsze warunki, żeby na nowo wynajmować pomieszczenia. Zastrzegła tylko, żeby tam nie gotować. Nic się jednak z tym nie dzieje. Ludzie dzwonią i pytają, a ja nie wiem, co mam im powiedzieć – żali się sołtys.
Co na to burmistrz Jan Zuba? – Zrobiliśmy rozeznanie w innych gminach. One nie zgłaszały tego tematu do Sanepidu, bo nie wynajmują pomieszczeń oficjalnie – zaznacza. – U nas to zainteresowanie jest bardzo duże. Ma to związek z tym, że w każdej miejscowości gminy wykonaliśmy remonty naszych budynków w oparciu o pozyskane środki z zewnątrz. Dzięki temu utworzone zostały dobre warunki do organizacji takich spotkań i uroczystości. Teraz jest jednak stan epidemii i Sanepid bezwzględnie narzuca swoje warunki. W Widełce jest duży obiekt, który rozbudowywano przez kilkanaście lat. Niestety na dziś nie ma informacji z Sanepidu jak ta kuchnia i zaplecze sanitarne ma wyglądać – podkreśla burmistrz.
Apel o „zielone światło” dla MDK
Podobny problem dotyczy Miejskiego Domu Kultury w Kolbuszowej. – O „zielone światło” do organizowania masowych imprez przez tą placówkę zaapelował radny Dorian Pik. – Wszystkie takie wydarzenia, zgodnie z zaleceniami Sanepidu, mogą się odbywać. Nie powinniśmy się bać i w reżimie sanitarnym te imprezy przeprowadzić – przekonuje Pik. – Z jednej strony są wytyczne Ministerstwa Zdrowia, a z drugiej musimy patrzeć na środowisko lokalne – odpowiada burmistrz. – Nie jesteśmy aż tak bezpieczni. W gminie mamy przypadki koronawirusa i są uzasadnione obawy co do jego rozprzestrzeniania się. W Polsce pojawiają się nowe ogniska, wirus pączkuje zwłaszcza w galeriach handlowych.
– Kraje na zachodzie Europy na nowo wprowadzają obowiązek noszenia noseczek w przestrzeni publicznej – dodaje. – Tylko czekać, kiedy stanie się to u nas. Jestem więc daleki od twierdzenia, że niebezpieczeństwo już minęło i że możemy sobie pozwolić na więcej.
Paweł Galek


