W Holandii czuję się bezpiecznie

– Mnie osobiście najbardziej doskwierają ograniczenia w kontaktach z innymi ludźmi. Niemożność spotykania moich znajomych, unikanie kontaktu fizycznego – mówi Róża z Ustrzyk Dolnych, która od dwóch lat mieszka w Amsterdamie. Fot. Archiwum prywatne

POLACY ZA GRANICĄ. Jeszcze kilka tygodni temu Róża planowała wrócić na Wielkanoc w Bieszczady…

– Ruch na ulicach jest znacznie mniejszy, podobnie jak w środkach transportu publicznego, ale miasto nie jest wcale wymarłe, a ulice puste – choć rzuca się w oczy brak turystów – przyznaje Róża z Ustrzyk Dolnych, która od dwóch lat mieszka w Amsterdamie. Epidemia koronawirusa nie pozwoliła jej odwiedzić bliskich w święta.

Jeszcze kilka tygodni temu Róża planowała wrócić na Wielkanoc w Bieszczady. I choć pandemia skutecznie te plany pokrzyżowała, ona racjonalnie patrzy na tę trudną sytuację. – Domyślam się, że dla wielu osób święta są jedyną lub jedną z niewielu okazji do rodzinnych spotkań, a to głównie z powodu braku czasu w innych momentach roku – przyznaje. – Ja ze względu na swój dość elastyczny tryb pracy nie mam takiego problemu i odwiedzam rodzinę niezależnie od ogólnie ustalonych dni wolnych.

Pierwszy przypadek koronawirusa w Holandii zanotowano 27 lutego. Jak potwierdza Róża, życie od tego czasu znacznie się zmieniło. – Mnie osobiście najbardziej doskwierają ograniczenia w kontaktach z innymi ludźmi. Niemożność spotykania moich znajomych, unikanie kontaktu fizycznego – dodaje.

Większość społeczeństwa przestrzega obowiązujących norm. – W sklepach i innych miejscach świadczących usługi, zaostrzone są zasady higieny, zmniejszono również liczbę osób, jaka jednocześnie może przebywać w supermarkecie. W przestrzeni sklepu, podczas robienia zakupów, należy zachować zasadę zachowania dystansu oraz unikać kontaktów towarzyskich. Pracownicy sklepów na bieżąco czyszczą powierzchnie i elementy często dotykane przez klientów. W większości miejsc, możliwa jest płatność jedynie kartą – wylicza. Czy ktoś się buntuje? – Z moich obserwacji, grupą, która w najmniejszym stopniu przestrzega wprowadzonych przez rząd zasad, są nastolatki – twierdzi.

Ostatnio głośno jest o Holandii w kontekście zjawiska takiego jak „korona – plucie”, czyli pluciu w kierunku pracowników służb porządkowych, a nawet personelu medycznego. Róża słyszała o tym zjawisku, ale osobiście się z nim nie spotkała.

Ludzie w parkach i na łódkach

Wbrew powszechnym przekonaniom ulice Amsterdamu wcale nie są wymarłe. – To zależy od pory dnia – mówi była mieszkanka Ustrzyk Dolnych. – Oczywiście większość osób, tych, które mają możliwość wykonywania swojej pracy zdalnie, pozostaje w domach i tam zajmują się robieniem porządków, reperowaniem sprzętu lub wykorzystywaniem tego czasu na inne zajęcia Oficjalne zalecenia dotyczące przebywania na zewnątrz mówią, że o ile to możliwe należy jak najwięcej przebywać w domu i wychodzić jedynie po zakupy lub do pracy, jeśli nie ma możliwości pracy z domu. Dopuszczalne jest wyjście w celu zażycia świeżego powietrza, o ile respektowany jest dystans 1,5 m i odbywa się to w grupie do 3 osób – wyjaśnia. Szczególnie ta ostatnia zasada jest różnie interpretowana przez mieszkańców Amsterdamu. – Wielu z nich posiada własną łódkę i szczególnie w ciepłe dni, pływa ich sporo. Ludzie wciąż spędzają czas w parkach, na trawnikach, ale zazwyczaj nie w grupie większej niż 3 osoby. Sporo osób uprawia sporty: bieganie, jazdę na rowerze. Rzuca się też w oczy brak turystów, którzy, niezależnie od pory roku, tłumnie przybywali do Amsterdamu. Statki oferujące wycieczki wzdłuż kanałów – bardzo popularna atrakcja turystyczna, stoją w dokach, oczywiście puste. Zamknięte są szkoły, przedszkola, uniwersytety, muzea, galerie, zakłady fryzjerskie, siłownie itp. – wylicza.

Róża nie pozostaje bierna w walce z koronawirusem, m.in. szyje maseczki. – Jestem członkinią kolektywu artystycznego zrzeszającego niezależnych twórców mieszkających w Amsterdamie. Na co dzień projektujemy i wykonujemy kostiumy do własnych spektakli lub na zamówienie innych osób. Akcja szycia maseczek jest odpowiedzią na prośby naszych znajomych i przyjaciół odczuwających potrzebę noszenia maseczki ochronnej, a których dostępność w aptekach jest obecnie ograniczona – tłumaczy. – Konstrukcja maseczek, które wykonujemy umożliwia zainstalowanie dodatkowego filtra. Decyzję o jego doborze zostawiamy użytkownikom. Może się do nas zwrócić każdy. Za maseczkę nie ma ustalonej ceny, jedynie dobrowolna opłata.

Róża, zapytana czy rozważała powrót do Polski, by przeczekać epidemię, odpowiada: – Każdy z nas ma inne wartości i inne czynniki dające poczucie bezpieczeństwa, bo to, jak się domyślam, było powodem, dla którego duża liczba osób mieszkających poza Polską, zdecydowała się powrócić do kraju – mówi. – Ja w Holandii czuję się bezpiecznie, ufam w decyzje tutejszych władz i ekspertów w sytuacji pandemii. Nawet w obliczu obowiązujących restrykcji, czuję tu dużą swobodę.

Aneta Jamroży

26 Responses to "W Holandii czuję się bezpiecznie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.