
KRAJ. PODKARPACIE. Ile tak naprawdę mięsa jest w mięsie, które kupujemy?
Parówki, kiełbasy, pasztety i gotowe pulpety czy klopsy w słoiku to artykuły spożywcze, których skład pozostawia wiele do życzenia. Niestety sami musimy sprawdzać, co jest w kiełbasie, którą kupujemy – tak uważa Ministerstwo Rolnictwa.
MOM, czyli mięso oddzielane mechanicznie to nic innego jak masa kostno-tłuszczowa. Szkielet, który zostaje po oddzieleniu mięsa od zwierzęcia jest przeciskany pod wysokim ciśnieniem przez sita i mielony. Do tego dodaje się wszystko to, co zdejmowane jest z głowy świniaka. Wszystko miesza się z przyprawami i związkami chemicznymi, które absorbują wodę.
Producenci nadal będą mogli z MOM robić parówki, pasztety, kiełbasy i inne tego typu produkty. Już prawie połowę naszego rynku stanowią wędliny z gorszej półki.
Ministerstwo chciało i nic nie zrobiło
Resort Rolnictwa usiłował stworzyć przepisy, które uregulowałyby wymagania jakościowe wędlin. Niestety nie doszli do porozumienia z producentami, którzy tłumaczyli, że nie da się opracować jednolitych kryteriów w tym zakresie ze względu na zbyt dużą liczbę produktów mięsnych, a tym samym technologii ich przerobu.
Chcemy zakazu MOM
Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy chce zakazu stosowania MOM-u w wyrobach wędliniarskich, tak samo jak zrobiono to w Niemczech. Podobne zdanie ma Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. – Chciałbym wystąpić z apelem, aby zacząć poważną dyskusję na temat wprowadzenia zakazu używania MOM-u. – mówi Jerzy Wiśniewski, Wojewódzki Inspektor. Producenci są jednak zdania, że taki zakaz wcale nie zachęciłby ludzi do kupowania wędlin lepszej jakości i spowodowałoby to szybkie bankructwo polskich przedsiębiorców.
Blanka Szlachcińska



3 Responses to "W kiełbasie jest i będzie mięso oddzielane mechanicznie"