W magicznym świecie kwiatów

Małgorzata Szwagiel. Fot. Svitlana Turko

 

Fot. Kuba Pabis
Fot. Kuba Pabis
Fot. Kuba Pabis

Od godz. 8 do 15 pracuje jako księgowa. Popołudniami i w weekendy zatapia się we własnym świecie, pełnym kwiatów. Nie nazywa florystyki pracą. Dla niej to sztuka, druga miłość. Tworzy niesamowitą biżuterię oraz zapierające dech w piersiach kreacje. Wszystko z żywych roślin. Oto kobieta, która z bezużytecznej gałęzi lub brzydkiego korzenia potrafi wydobyć piękno. Florystka 2020 roku oraz autorka projektu Floral Beauty Show – Małgorzata Szwagiel.

Wyjątkowość roślin dostrzegła już jako mała dziewczynka. – Moja babcia miała działkę, na której hodowała kwiaty. Robiła niewielkie bukieciki, które później sprzedawała na targu – wspomina Małgorzata Szwagiel. Podpatrywała, jak o nie dba, układa, zupełnie nie przypuszczając, że w przyszłości skromne kwiatuszki urosną do rangi jej największej pasji.
– W liceum zaczęłam się tym bardziej interesować. Nie było Internetu, więc nie mogłam podejrzeć, jak tworzyć kompozycje. Robiłam to metodą prób i błędów. Ćwiczyłam na sztucznych kwiatach, tworzyłam coś dla rodziny. Nie była to jednak rzemieślnicza praca kwiaciarki. – Zawsze interesowała mnie sztuka, design. Chciałam tworzyć coś innego, coś co zaskakiwało – wyznaje.
Jakby na przekór temu, skończyła studium menadżerskie, studia z administracji. Nigdy nie zrezygnowała jednak z pasji. – Na studiach zupełnie mnie to pochłonęło. Zaczęłam pracować na żywych roślinach, jeździć na szkolenia. Zdobyłam tytuł czeladnika, mistrza florystyki, a w końcu zrobiłam studia podyplomowe z tego kierunku – opowiada nasza rozmówczyni.
Najpierw pracowała dla innych. – Na kursach, szkoleniach i pokazach m.in. w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu czy Kutnie. Spotkałam wspaniałych ludzi, którzy przekazali mi ogromną wiedzę. Asystowałam im. Stopniowo zaczęłam występować na scenie jako gość, asystentka polskich i zagranicznych florystów. Mimo że tyle lat się tym zajmuję, nadal to robię, bo to najlepsza nauka – nie ma wątpliwości. Zaznacza, że na stworzenie kolekcji jednego mistrza pracuje cały sztab -10, 20, albo i 30 osób.
Przed dwoma laty podjęła decyzję, że chce działać pod własnym nazwiskiem. – 8 godzin dziennie pracuję w biurze, jako księgowa. Popołudniami i w weekendy mam swoją odskocznię od codzienności – wyznaje właścicielka firmy Red Flora Art. Nazwa zwiera wszystko, co dla niej ważne – rośliny, sztukę oraz czerwień: – Zawsze była moim ulubionym kolorem. Od 25 lat mam czerwone włosy, choć w różnych odcieniach – zdradza. Z tego powodu jest rozpoznawalna. Ludzie nie zawsze kojarzą nazwisko, ale pamiętają „panią z czerwonymi włosami” – śmieje się. Jej ognisty charakter widać już na pierwszy rzut oka – w energii, jaka ją rozpiera, sposobie bycia, ale i ubiorze. – Lubię oryginalne rzeczy. Na co dzień nie noszę biżuterii z żywych roślin, ale kiedy zobaczę coś z kwiatowym motywem, kupuję. Zwłaszcza buty i garnitury. Mam ich już… kilkanaście. Moja rodzina żartuje, że utożsamiam się z marką.

Skarby natury

Od 7 lat rzeszowska florystka przekazuje swoją wiedzę uczniom Zakładu Doskonalenia Zawodowego na kierunku florystyka. – Kładę nacisk na praktykę. Angażuję swoje słuchaczki w swoje pokazy czy eventy, w których biorę udział. Jeśli mnie zapraszają, staram się, żeby mi pomagały lub wystąpiły ze mną na scenie – mówi artystka.
Czy wszystkiego można się nauczyć? – Wiadomo, że potrzebna jest wiedza techniczna, jakiego materiału użyć, co z czym połączyć, ale do tworzenia kreacji konieczna jest przestrzenna wyobraźnia, a przede wszystkim zamiłowanie do kwiatów. Często słuchaczki mówią: „Nie umiem”. Należy wskazać im właściwą drogę. Ze mną było tak samo. Pokazano mi, jak dużo daje nam natura, dzięki czemu zaczęłam inaczej patrzeć na florystykę. Nie trzeba jechać do sklepu i kupować materiałów, ale korzystać z tego, co mamy dookoła siebie. Wcześniej moje uczennice wyrzucały gałęzie, korzenie, czy trawy, które wycinały. Teraz widzą w tym materiał, z którego można stworzyć coś nowoczesnego – przyznaje pani Małgorzata. Sama praktycznie we wszystkim potrafi dostrzec piękno.
– Czasem, jadąc samochodem, zobaczę coś w rowie czy na poboczu, zatrzymuję się, ładuję to do samochodu, a później wykorzystuję w pokazach czy aranżacjach. Gałęzie, szyszki, żołędzie – wszystko może się przydać – zapewnia. – Jestem zbieraczem. Bliscy się śmieją, że znowu ciągnę za sobą gałąź, albo że jak zwykle coś mi wystaje z samochodu. Już się przyzwyczaili – mówi z uśmiechem.
Jeśli któryś z sąsiadów wycina coś w ogrodzie, nic nie ląduje na śmietniku. Znajomi też już wiedzą, że Małgosia nawet w najbrzydszym korzeniu widzi potencjał. Z powodu jej zbieractwa musieli z mężem pozbyć się aut z garażu. Dziś aż po sufit wypełniony jest on najprawdziwszymi skarbami natury.

Królowa motyli i ogrodów

Jeżdżąc po Polsce i obserwując światowych mistrzów, rzeszowianka zobaczyła, jakie cuda można tworzyć. – Bardzo mnie to wciągnęło. Zaczęłam tworzyć jedną, drugą kreację. Potem były sesje. Na pokazach oprócz kompozycji florystycznych czy bukietów, starałam się zaprezentować też coś innego – wspomina. Najpierw pokazywała je na manekinach. Ale to z modelką czy modelem, a także odpowiednio dobranym makijażem, fryzurą, światłem i tłem projekt tworzy całość. Szybko postawiła więc na tę drugą wersję.
Razem z osobami, z którymi współpracuje, postanowili zrobić coś wielkiego i tak narodził się pomysł projektu Floral Beauty Show, nad którym pracowali przez ubiegły rok. – Chciałam pokazać inną stronę florystyki. Na co dzień idziemy do kwiaciarni i widzimy ciekawe bukiety czy kompozycje, ale kwiaty mają też inną nieoczywistą odsłonę. Zależało mi, aby ludzie zobaczyli, co można z nich zrobić, ich barwy, przemijanie. Żeby przenieśli się w świat magii. W dobie pandemii, kiedy jesteśmy zamknięci, potrzebujemy takiego piękna – nie ma złudzeń artystka.
Projekt przedstawia 12 odsłon. Stwierdzili, że skoro mają tak bogate portfolio, wydadzą kalendarz. – Ja szkicowałam projekt, a następnie wysyłałam go osobom, z którymi współpracuję. Mistrz wizażu Małgorzata Aletańska-Sitek dobierała makijaż, Mistrz fryzjerstwa Katarzyna Złamaniec – fryzurę, a fotograf Kuba Pabis – modelkę. Spotykaliśmy się, uzgadnialiśmy szczegóły, a w końcu powstało z tego to wielkie „wow!” – opowiada Małgorzata Szwagiel. Podkreśla, że nie poradziłaby sobie bez asystentów. – To moi byli słuchacze. W trakcie całego projektu towarzyszyła mi Sylwia Baran, natomiast przy niektórych kreacjach: Małgorzata Urban, Barbara Rusin, Małgorzata Trznadel – wylicza. – Te dzielne cztery asystentki są ze mną na dobre i na złe, zawsze gotowe do twórczej pracy.
– Mam to szczęście, że spotkałam na swojej drodze ludzi z pasją. Zakręconych artystycznie, jak ja – podkreśla. Dlaczego to ważne? Bo, aby zrealizować pomysł, potrzebne było całkowite poświęcenie. – Kończę kreację. Pada hasło „Jedziemy!” i w ciągu jednego, dwóch dni wszyscy rzucamy wszystko, bo rośliny mają swoją żywotność, a muszą zostać sfotografowane – podkreśla artystka.
Na kartach kalendarza zobaczymy profesjonalnych modeli, ale nie tylko. – Pragnęłam, by moje córki poczuły się jak gwiazdy, dlatego sierpień zarezerwowałam specjalnie dla nich. Obie mają odmienne charaktery, ale obie są także artystkami. Oliwia jest energiczną tancerką, interesuje się modą, chce w przyszłości zostać projektantką, więc dla niej zaprojektowałam bardziej odważną kreację – królowej motyli. Klaudia została wystylizowana na królową ogrodów. Stworzyłam dla niej przepiękny płaszcz z hortensji – opowiada z dumą.
Dziewczyny, podobnie jak mama, mają artystyczne dusze, ale żadna nie dzieli jej pasji. – Starsza córka chce tworzyć, jednak w innej dziedzinie. Jest po szkole plastycznej, studiuje architekturę wnętrz na Akademii Sztuk Pięknych – zauważa nasza rozmówczyni. Śmieje się, że przez lata wystarczająco dużo napatrzyły się na to, jak wiele pracy kosztuje jej miłość do florystyki, by nie iść jej śladami.
– Poza tym nie można się zmuszać. Bez pasji nic z tego nie będzie. Ja od samego początku całym sercem angażuję się w to, co robię. Moje projekty nie są schematyczne, ponieważ wypływają z mojego wnętrza – wyznaje.

Kilkadziesiąt godzin pracy

Pokazy mody, coś, czego na co dzień nie można spotkać – to najbardziej ją kręci. A skąd czerpie inspiracje? Zewsząd! – Czasem stoję w sklepie, zobaczę dany materiał czy sukienkę, albo po prostu jadę autem, a w mojej głowie rodzi się pomysł – uśmiecha się. – Wybieram motyw projektu, np. leśny, albo zimowy i dostosowuję go do roślin w danym sezonie, pór roku. Jednocześnie zależy mi na tym, aby w tej kreacji opowiedzieć jakąś historię – wyjaśnia.
Nie ma ulubionych roślin. Wykorzystuje kwiaty cięte i doniczkowe. Liście i gałęzie. Wszystko da się połączyć. Jest jeden warunek – muszą być żywe. – Czasem chcę pokazać eksplozję kolorów, innym razem stawiam na odcienie jednej barwy. Wszystko zależy od projektu – zaznacza Małgorzata Szwagiel.
Najpierw tworzy konstrukcję. Bazuje na specjalnym gruncie florystycznym, ale wykorzystuje też materiały budowlane. – To różnego rodzaju rurki, złączki, siatki, drut, czy karton. Niezbędne są też kleje, gładzie, a także materiały plastyczne – wylicza.
Gdy już ma podstawę, przechodzi do – wydawałoby się, najbardziej przyjemnego procesu – wypełnienia jej kwiatami. W zależności od skomplikowania kreacji, trwa to kilka, kilkanaście, a czasem ponad 20 godzin.
W kalendarzowym wrześniu możemy podziwiać zachwycający płaszcz z paproci oraz zbroję. Przygotowanie tego dzieła sztuki zajęło… całą noc. – Razem z moją asystentką musiałyśmy wklejać w konstrukcję z siatki każdą roślinę. Listek po listku – tłumaczy artystka. Męczące? – Kiedy tworzę, mam masę energii. Mogę nie spać po 20 – 30 godzin, ale to mi nie przeszkadza, bo czuję niesamowitą adrenalinę. A im mniej czasu mam, tym bardziej oryginalne projekty powstają – przekonuje, uśmiechając się na te myśl. I podaje „prostą” receptę na to, by osiągnąć cel: – Trzeba być zwariowanym pasjonatem, jak ja.

Florystka roku

Małgorzata Szwagiel działa również w innych miejscach. – Należę do Podkarpackiego Klubu Florystów przy SITO Rzeszów oraz Stowarzyszenia Florystów Polskich. Prężnie promujemy florystykę. W PFK w Rzeszowie organizujemy w regionie szkolenia, pokazy. Sama stawiałam tak swoje pierwsze kroki na podkarpackiej scenie – przyznaje.
Od tamtej pory dała się poznać nie tylko w Polsce, ale i na świecie. W międzynarodowym konkursie florystycznym znalazła się w jedenastce najlepszych artystów. – Jestem dumna, bo pokazałam swoje projekty poza krajem – wyznaje Małgorzata Szwagiel.
Niedawno zwyciężyła w zorganizowanym po raz pierwszy plebiscycie na florystę roku organizowanym przez Stowarzyszenie Florystów Polskich. A wcale się nie zgłosiła. Zrobiły to za nią jej byłe słuchaczki, asystentki, przyjaciele. Wiedzieli, że ma ogromne szanse. – Trzeba było przedstawić portfolio z całego roku, osiągnięcia, publikacje, a także działalność non profit – wylicza florystka. Spośród 22 osób jury wybrało trzy najlepsze. – Ogłoszenie wyników nastąpiło w styczniu, na Śląsku. Zupełnie nie spodziewałam się wygranej, ponieważ moi przyjaciele, którzy byli ze mną w finałowej trójce to bardzo znane nazwiska z ogromną wiedzą i doświadczeniem. Gdy usłyszałam, że to ja wygrałam, był płacz, radość, wielkie emocje! Nie docierało do mnie, że to ja jako pierwsza zostałam florystą roku. Moja ciężka praca została uznana – opowiada.
Nie zamierza jednak osiąść na laurach. – Marzy mi się wspaniały pokaz mody przygotowany dla mieszkańców Podkarpacia. W trakcie promowania Floral Beauty Show miałam zamiar zorganizować wielkie show, ale pandemia zniweczyła te plany. W ubiegłym roku na targach ogrodniczych pokazałam jego namiastkę. Modelami byli moi przyjaciele, córki, znajome pary młode – wymienia. Zaprezentowane projekty zostały później wystawione w przestrzeni miejskiej Urban Lab Rzeszów. Zwiedzający mogli je przymierzyć, dotknąć ich i na własne oczy przekonać się, co można wyczarować z naturalnych materiałów. Natomiast wystawę projektu Floral Beauty Show – kreacje, zdjęcia wielkoformatowe mieszkańcy Rzeszowa i okolic mogą podziwiać w Millenium Hall.

Bez kwiatów usycha

Kilka tygodni temu mistrzyni obchodziła swoje urodziny. Dziś, w kwiecie wieku, niczego nie jest tak pewna, jak swojej zawodowej ścieżki. Z czego jest najbardziej dumna? – Z tego, że mam pasję, dzięki której mogę się rozwijać, tworzyć. Dzięki temu, że mąż i dzieci mnie wspierają, bez reszty mogę się jej poświęcić. Florystyka to moja druga miłość! – wyznaje.
Wspomina, że gdy jako dziecko szła z rodzicami na urodziny czy w odwiedziny, zawsze kupowali w prezencie bukiet. – Obecna była kultura wręczania kwiatów. Niestety, potem zaczęła zamierać. Kwiat uznano za zbędny, ulotny bo, krótko będzie stał w wazonie. Zamieniono go na czekoladki czy wino. My, floryści chcemy zaszczepić w ludziach miłość do roślin, radość z ich obserwowania. W czasie pandemii to szczególnie ważne – nie ma wątpliwości nasza rozmówczyni.
– Bez kwiatów świat byłby smutny i szary. Dają mi ogromną siłę i energię do życia. Wiadomo, że ono nie jest usłane różami. Każdy z nas ma problemy, ja też, ale kiedy zaczynam tworzyć, smutki odchodzą na bok. Kwiaty są moim lekarstwem na złe chwile. Bez nich usycham…

Wioletta Kruk

Leave a Reply

Your email address will not be published.