
– Najpierw zadbaliśmy o to, żeby zagwarantować każdemu pracownikowi szybki dostęp do szczepionki, w celu zminimalizowania transmisji wirusa na terenie Centrum Medycznego Medyk. A potem wydałem w firmie zarządzenie, które zobowiązało cały zespół pracowników do zaszczepienia się przeciwko COVID-19 – mówi dr Stanisław Mazur, szef CM Medyk w Rzeszowie. I dodaje, że trudno byłoby promować i zachęcać do szczepień, samemu się nie szczepiąc. A od początku Medyk chciał być liderem szczepień na Podkarpaciu. I tak jest do dziś. – Zaszczepiliśmy już ponad 510 tys. osób – mówi.
Jak przyznaje doktor Mazur, personel zarządzenie potraktował bardzo poważnie. – Jeszcze w styczniu 100 proc. zaszczepionych mieliśmy w transporcie ratowniczym. Oczekiwałem jednak od pracowników, że wszyscy się zaszczepią, a osoby, które nie chciałyby tego zrobić, poprosiłem o złożenie wypowiedzeń. Nikt z ok. tysiąca pracowników nie zrezygnował, z czego się bardzo cieszę – mówi. Wg niego są zawody, w których powinni pracować ludzie wierzący w naukę, a nie w teorie spiskowe. I tak w Medyku zaszczepił się cały personel: lekarze, pielęgniarki, ratownicy, diagności, kierowcy, sprzątaczki. – Sądzę, że brak sprzeciwu wynikał z wysiłku, jaki włożyliśmy w edukację pracowników poprzez szkolenia. Mówiliśmy o COVID-19 od A do Z, o przyczynach przebiegu, powikłaniach i szansie jaką daje szczepionka – dodaje. Nacisk kładliśmy przede wszystkim na pracowników niemedycznych kierowców czy sprzątaczki, a każdemu kto miał jakiekolwiek wątpliwości związane ze szczepieniem sam poświęcałem czas, żeby wszystko mu wyjaśnić. Stąd mamy taki wysoki stopień zaszczepienia – mówi z dumą. I dodaje, że ludzie komentujący sprawę obowiązkowych szczepień przeciwko COVID-19, nie pamiętają, że w dzieciństwie sami zostali obowiązkowo zaszczepieni przeciwko gruźlicy, polio, krztuścowi czy odrze. – Dzięki temu pokonaliśmy te choroby – podsumowuje.
Pracownicy szpitali niekoniecznie chcą być zmuszani do szczepień
– Jestem zaszczepiona trzema dawkami, i mnie zapowiedzi rządu nie powinny interesować, ale jestem oburzona – mówi Longina Kaczmarska, wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. – Z jakiej racji wymóg dotyczy wybranych zawodów? Prawo nie powinno dotyczyć wybrańców, ale wszystkich obywateli – twierdzi. OZZPiP nie zajął jeszcze oficjalnego stanowiska w tej sprawie, podobnie jak Krajowy Sekretariat Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”. – Czekamy na projekt i dopiero się do niego odniesiemy – mówi Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ „Solidarność”.
W kuluarach jednak mówi się, że związkowcy będą protestować przeciwko zmuszaniu pracowników do przyjęcia szczepienia. – Skoro zaszczepienie nie chroni przed zakażeniem, a tylko przed lżejszym przebiegiem, a szczepionka jest warunkowo dopuszczona do obrotu, to nie rozumiem, dlaczego ja mam być zmuszona do jej przyjęcia, a np. pracownicy handlu, fryzjerzy, kosmetyczki, którzy mają bliski kontakt z klientami – nie. Przechorowałam Covid-19 i na razie nie chcę się szczepić – mówi pracownica szpitala, nie będąca pielęgniarką. I tu pojawia się drugi problem. Na razie bowiem nie wiadomo, od kogo będzie wymagane szczepienie. Czy tylko od osób pracujących z pacjentem, czy całego personelu. Tuż po wtorkowej konferencji ministra zdrowia posłanka PiS Anna Maria Sierakowska napisała, że jeśli dziś się zgodzimy na przymus dla lekarzy, nauczycieli i żołnierzy, to jutro ten przymus będzie dotyczył każdego z nas, a pojutrze już nikt nie wyjdzie z domu bez specjalnego pozwolenia. A Janusz Kowalski, poseł Solidarnej Polski, powiedział, że nie ma takiego projektu ustawy. – Pan prezydent Andrzej Duda jest przeciwnikiem obowiązkowych szczepień, podobnie jak zdecydowana większość prawicy, więc nie wiem, w czyim imieniu się minister Adam Niedzielski wypowiada – mówił.
Anna Moraniec



7 Responses to "W Medyku obowiązek szczepień nikogo nie oburzał"