
MIELEC. Kamery skutecznie temperują zapędy chuliganów.
Gryzmolą na ścianach budynków, dewastują drzewa, ławki i kosze na śmieci. Wandale nie oszczędzają nawet pięknej architektury zrewitalizowanej starówki. I strach pomyśleć, co by było, gdyby na terenie miasta nie było systemu monitoringu.
Szczególnie uciążliwa dla mielczan jest działalność graficiarzy. – Był okres, kiedy naprawdę bardzo często zdarzało się, że odnowione elewacje budynków były szpecone tą pseudografiką – przyznaje Arkadiusz Misiak (52 l.), komendant Straży Miejskiej w Mielcu. – Na szczęście tu policja wykazała się skutecznym działaniem i to zjawisko zmalało.
„Tylko zmiana mentalności może przynieść efekt”
– To nie znaczy, że wandalizmu nie ma. On nadal jest, choć nie obserwujemy jego radykalnego wzrostu – zaznacza Misiak. – Być może to efekt zmiany myślenia naszego społeczeństwa. Ludzie częściej niż kiedyś wyjeżdżają na zachód, widzą, że tam jest czysto i kolorowo i, że tak samo może być i u nas, trzeba tylko o to zadbać. Tylko zmiana mentalności może przynieść efekt, przecież nie obstawimy policją każdego zaułku w mieście – dodaje.
Bardzo skuteczna w walce z wandalizmem okazała instalacja kamer na starówce, która w ostatnim czasie została gruntownie odremontowana. Dziś do dyspozycji Straży Miejskiej jest podgląd: Rynku, a także ulic Mickiewicza i Legionów. Na tym nie koniec, bo objęte monitoringiem zostaną kolejne obszary: nad Wisłoką i okolice kościoła pw. św. Marka.
– Chodzi o teren, w którego rewitalizację włożono naprawdę spore pieniądze – przekonuje komendant Misiak. – Wydaje mi się, że monitoring skutecznie hamuje tam zapędy wandali, zwłaszcza tych będących pod wpływem alkoholu. Choć wiadomo, że lepiej byłoby, gdyby to poszanowanie mienia nie było efektem kamer, tylko zwykłej ludzkiej świadomości.
Paweł Galek


