O pobycie naszej reprezentacji piłkarskiej na zgrupowaniu w Arłamowie szeroko informują warszawscy dziennikarze. Niestety, popełniają przy tym błąd, że arłamowski hotel leży w Bieszczadach, gdy tymczasem stoi w sercu Pogórza Przemyskiego.
Błąd może nie jest poważny, bo w Bieszczady z Arłamowa jest rzut beretem (po drodze beret przelatuje nad Górami Słonnymi), ale świadczy o dziennikarskiej nierzetelności. Piszę o tym tylko dlatego, by pokazać, jak naszym myśleniem rządzą bezmyślnie powtarzane kalki i stereotypy, sprowadzanie rzeczywistości do kilku wyświechtanych reklamowych haseł. W tym przypadku hasło „Bieszczady” ma mieć monopol na dzikość i kresowość, gdy tymczasem piękne Bieszczady stają się coraz mniej dzikie, a coraz bardziej skomercjalizowane, o wiele dziksze jest (jeszcze) właśnie Pogórze Przemyskie z gęstymi lasami, głębokimi jarami, kameralnymi dolinkami.
Warto upierać się przy takich drobiazgach, bo na nich polega całe piękno naszego świata. W niepowtarzalności krain i ludzi, ich małych tradycji i kultur. W trudnych do wymówienia nazwach, w opuszczonych cerkiewkach, w pochylonych krzyżach na kapliczkach, w zamyślonych świątkach przy drodze, w jerzykach tańczących wokół gotyckich wież. W Polsce jest wiele zapomnianych krain, które czekają na swoich odkrywców.
Redaktor Piotr Samolewicz



5 Responses to "W obronie małego"