
GKS KATOWICE – PGE STAL MIELEC. Biało-niebiescy zdobyli rekordową liczbę punktów, ale konkurenci okazali się mocniejsi.
To było pyrrusowe zwycięstwo PGE Stali. Do ekstraklasy awansował ŁKS, który pokonał na wyjeździe GKS Jastrzębie, zachowując bezpieczny dla siebie, 7-punktowy dystans.
GKS KATOWICE 0
PGE STAL 2
(0-0)
0-1 Prokić (60.), 0-2 Janoszka (80.)
GKS: Baran – Lisowski, Jędrych, Remisz, Wawrzyniak, Błąd (78. Piesio), Poczobut, Rzonca, Anon, Puchacz, Woźniak (71. Śpiączka)
STAL: Kiełpin – Spychała, Perez, Dobrotka, Getinger (89. Leandro), Janoszka, Nowak, Soljić, Tomasiewicz (90. Seweryn), Prokić, Paluchowski (74. Urbańczyk).
Sędziował Robert Marciniak (Kraków). Żółte kartki: Poczobut, Remisz, Lisowski, Anon – Spychała. Widzów 1940.
Mielczanie zgromadzili 58 punktów, przed rokiem taka zdobycz gwarantowała awans, ale teraz konkurenci okazali się mocniejsi. Raków świętował uzyskanie promocji cztery kolejki przed końcem, ŁKS – dwie. Podkarpacki zespół na finiszu zrobił swoje. Po rozbiciu Chrobrego, uporał się z broniącymi się przed spadkiem katowiczanami, przerywając przy okazji serię 8 meczów bez porażki tej drużyny. To były jednak słodko-gorzkie chwile, bo „Rycerze Wiosny” z Łodzi także się nie zatrzymywali. Piłkarze Stali obiecywali walkę dopóki będzie choćby cień szansy na awans, ale i oni czuli, że musiałby się zdarzyć cud. – Zgarnęliśmy 3 punkty, lecz nie ukrywajmy, sytuacja jest skomplikowana – pomocnik Łukasz Janoszka nie owijał w bawełnę. Stalowcy grali w piątek wieczorem, dzień później zasiedli przed telewizorami, trzymając kciuki za Ślązaków z Jastrzębia, z którymi nie tak dawno przegrali. Jednak beniaminek nie dał rady i ŁKS po 7 latach wrócił na najwyższy szczebel. Mielczanie spróbują w następnym sezonie. Może wtedy się uda, w myśl porzekadła: do trzech razy sztuka. Trener Artur Skowronek zbudował mocny zespół, są ambicje i pieniądze, ponieważ z klubem zostaje sponsor główny PGE. Najważniejsze, by nie dopuścić do rozbiórki, a przecież kilku zawodników na pewno otrzyma ciekawe propozycje.
W Katowicach upłynęło trochę czasu, zanim Stal pokazała swoje prawdziwe oblicze. – „Gieksa” wyszła na boisko naładowana energią, była dobrze zorganizowana i nie mogliśmy złapać rytmu, który tak lubimy. Po korektach taktycznych po przerwie wskoczyliśmy na właściwe tory – tłumaczył Artur Skowronek. Kiedyś na stadionie przy Bukowej rywalom trzęsły się ze strachu nogi, dziś niemal każdy wywozi stamtąd punkty. To nieprawdopodobne, lecz GKS u siebie wygrał jedno z 16 spotkań! – Szkoda tej porażki. W drugiej połowie opadliśmy z sił. W poniedziałek dowiedzieliśmy się, że gramy w piątek, a nie w sobotę. Rozumiem interesy Polsatu, lecz to jakieś kuriozum. Dla mnie dodatkowy dzień regeneracji to dużo – narzekał Dariusz Dudek, szkoleniowiec gospodarzy. Wynik otworzył ładnym uderzeniem Andreja Prokić (świetna asysta Grzegorza Tomasiewicza). Serb strzelił pierwszego gola w rundzie, akurat przeciwko swojej dawnej drużynie.
tsz


