Przyznam się bez bicia, że pisząc artykuł o blokowaniu skrzyżowań nawet nie próbowałem kontaktować się z oficerem prasowym rzeszowskiej policji, ponieważ i tak usłyszałbym to samo co zawsze, a więc zdania typu: „Policjanci reagują na wszelkie próby łamania przepisów”, ewentualnie usłyszałbym jeszcze: „Zwrócimy baczniejszą uwagę na ten problem”.
A będzie tak samo jak zawsze, czyli nic się nie wydarzy, bo w policji od zawsze się nie da, nie można itd. I nie mam tu pretensji do szeregowych policjantów, którzy muszą wykonywać nawet najgłupsze rozkazy, tylko do ich przełożonych, którzy nie potrafią zająć się tym, co najbardziej denerwuje i uprzykrza życie szarym obywatelom. Jak już nie ma tych policjantów z drogówki – bo łapią w tym czasie kierowców za przekroczenie prędkości o 20 km/h, to przecież są funkcjonariusze z prewencji, którzy stoją w korkach w tych swoich mercedesach, zamiast robić coś pożytecznego, bądź ewentualnie polują na mandat za brak włączonych świateł w słoneczny dzień, brak zapiętych pasów lub szukają, kogo by tu wylegitymować. A wystarczyłoby na 10 największych skrzyżowaniach w Rzeszowie postawić po dwóch takich policjantów i to tylko w godzinach szczytu, a gwarantuję, że ruch byłby bardziej płynny, a co za tym idzie, korki nie byłyby tak uciążliwe jak obecnie. No ale jak znam życie, to w komendzie znowu powiedzą, że Anton jest taki i owaki, znów napisał jakieś bzdury, nie zna się, a przecież… Tak, tak, zgadliście drodzy Czytelnicy „nie da się i nie można”. Jak zawsze zresztą.
Redaktor Grzegorz Anton



8 Responses to "W policji zawsze „nie da się” i „nie można”"