
ŻUŻEL. Rok temu wspólnie wyruszyliśmy po ligowe punkty do Wrocławia. Drużyna jechała pozytywnie nastawiona, by sięgnąć po pierwsze ligowe zwycięstwo na wyjeździe w tamtym sezonie. We Wrocławiu nie zabrakło też kibiców z Rzeszowa, którzy przyjechali wspierać swój zespół. W trzecim biegu dochodzi jak się okazało potem do dramatycznego w skutkach upadku naszego zawodnika Lee Richardsona…
Na trybunach zapada cisza, w sektorze trwają rozmowy „no to kontuzja”, „pewnie nie pojedzie w powtórce”, „ciekawe kiedy Lee wróci do składu”. Chodzę na żużel od ponad 20 lat, w tym czasie widziałem na własne oczy wiele upadków, które wyglądały znacznie gorzej od tego. Mimo to zawodnicy wstawali i jechali dalej. Tak niestety nie stało się tym razem. Co by nie napisać nikt z nas będących wtedy we Wrocławiu nie spodziewał się tego, co się niebawem stanie. Po meczu lekko skołowani wynikiem wsiadamy do aut i wracamy do Rzeszowa. Wyjeżdżamy z zakorkowanego Wrocławia i wjeżdżamy na autostradę. Nagle telefon od znajomych, którzy zostali jeszcze we „Wrocku” na noc, ktoś dzwonił do szpitala, mówią, że Lee nie żyje. Zjeżdżamy na pierwsza stację, nikt w to nie wierzy, dzwonimy dalej, żeby dopytać, nikt nie potwierdza, włączmy Internet – nikt nic nie pisze, dzwonimy dalej, druga osoba potwierdza, że podobno Lee zmarł w szpitalu. Dalej nikt nie wierzy, kibice płaczą, nikt nie jest w stanie kontynuować podróżny. Ponad godzinę siedzimy na tej stacji niedowierzając w to, co się stało. Zjeżdżają kolejne auta z Rzeszowa. „Boże dlaczego?”. Nasz Lee z którym wspólnie świętowaliśmy awans do Ekstraligi nosząc go na rękach odchodzi od nas osierocając trójkę synów. Żal i rozgoryczenie jeszcze długo nas nie opuszcza.
Po powrocie do Rzeszowa następnego dnia organizujemy modlitwę za Lee i odpalamy znicze w miejscu na prostej, gdzie doszło do upadku. Tego dnia w Wrocławiu umiera nasz zawodnik, ale dla niektórych kolega, przyjaciel, a dla najważniejszych w jego życiu mąż i dobry ojciec. Życie po raz kolejny jest niesprawiedliwe zabierając tak pozytywnego człowieka, jakim był Lee. Na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci Rico! Oddałeś życie walcząc o punkty dla naszej drużyny, kibice w Rzeszowie nigdy tego nie zapomną! – możemy przeczytać na oficjalnym profilu Speedway Fans Stal Rzeszów
W poniedziałek (13.05) w pierwszą rocznicę śmierci Rico zapraszamy wszystkich na stadion wieczorem (ok. 19-20) na chwilę przemyślenia. Odpalimy znicze, pomodlimy się i podziękujemy, że mogliśmy cieszyć się jazdą tego sympatycznego zawodnika!
Opr. mj


