Zawsze uśmiechnięta, pełna energii. Kochała pływać, żaglować i grać na pianinie. Wszystko się zmieniło, gdy w kwietniu tego roku zdiagnozowano u niej białaczkę szpikową. Dziś nauczycielka z SP nr 19 w Rzeszowie jest po 5 cyklach chemioterapii. Wciąż walczy, ale białaczka potrafi odbierać nadzieję. Jedyną szansą na pełne wyzdrowienie Elżbiety Przywary-Strzelec jest przeszczep szpiku kostnego od niespokrewnionego dawcy.
Dawca szpiku musi być tak zwanym bliźniakiem genetycznym. Nie może nim być nikt z rodziny, więc pozostał dawca niespokrewniony. – Kiedy końcem sierpnia byliśmy z mężem w Klinice Transplantacji w Gliwicach, powiedziano nam, że znalezienie niespokrewnionego dawcy trwa ok. 3 miesięcy. 30 sierpnia zostałam wpisana listę, a od początku września rozpoczęto intensywne poszukiwania. Do tej pory nie ma dla mnie dawcy, bo jak się okazało, mam skomplikowany genotyp – mówi Elżbieta Przywara-Strzelec. Zastanawiała się, dlaczego. – Mama jest z Rzeszowa, a tata z podrzeszowskiej wsi. Moja siostra przypomniała sobie jednak, że babcia naszej mamy była akrobatką i przyjechała tutaj z cyrkiem. Poznała swojego przyszłego męża i tu została – opowiada nasza rozmówczyni. – Zawsze kochałam romska muzykę, uwielbiałam słuchać koncertów Don Vasyla, śpiewać i tańczyć. Bardzo lubiłam czytać wiersze Papuszy, nie wiedząc jeszcze nic o swoich korzeniach i że kiedyś będzie to miało taki wpływ na moje życie.
Morze dobra na morze rozpaczy
Nauczycielki ze SP nr 19, w której uczy Elżbieta Przywara-Strzelec, postanowiły działać. Z pomocą Fundacji DKMS zachęcają do zarejestrowania się bazie dawców szpiku. – Pracujemy z nią kilkanaście, a niektórzy nawet kilkadziesiąt lat, więc to było naturalne, że musimy jej pomóc. Do tej pory nie znaleziono dla niej bliźniaka genetycznego. Jedynym wyjściem było więc zachęcenie innych do zapisania się w bazie. Nasza akcja nazywa się „Dla Elżbiety” – mówi Joanna Janusz, jedna z koordynatorek przedsięwzięcia.
Pierwszą akcję zorganizowano w szkole. – Rozpropagowaliśmy ją wśród rodziców i absolwentów szkoły. Uruchomiliśmy media społecznościowe. – Zarejestrowaliśmy 75 osób. To nas nakręciło. Do tej pory w kilku miejscach zarejestrowaliśmy już 206 potencjalnych dawców! Kolejne duże akcje odbędą się 14 i 15 grudnia w godz. 9 do 21 w Millenium Hall i Galerii Rzeszów – informuje koordynatorka. – Wierzymy, że uda się znaleźć dla Eli dawcę, a dzięki temu ona wyzdrowieje. To nauczyciel z powołania. Dla niej szkoła była drugim domem i wiemy, że za nim tęskni. Z drugiej strony bez niej w szkole jest dziwnie, pusto. Nauczyciele, a przede wszystkim uczniowie cały czas na nią czekają – dodaje Joanna Janusz.
– To, co robią dziewczyny z „19”, to gigantyczna robota! – nie ma wątpliwości pani Elżbieta. – Może dzięki mojej chorobie będzie dużo więcej potencjalnych dawców i ktoś zostanie uratowany? Może w tej grupie znajdzie się i ktoś dla mnie. Na pewno ten trud nie pójdzie na marne – podkreśla. Nie kryje przywiązania do szkoły, z którą wiąże się jej całe życie. – Mieszkam na tym samym osiedlu. To jest moja stara buda z podstawówki. Opuściłam ją, kiedy poszłam do liceum, a potem wróciłam na praktyki i przepracowałam jako nauczyciel 35 lat. To, co na pewno udało mi się w życiu, to wspaniale małżeństwo i zawód. Uzmysłowiłam sobie, że kocham ludzi, z którymi pracuję – podkreśla. Choroba odebrała jej jesnak szkołę. – Miałam wspaniałą klasę. Każdy zespół się kocha ale ten jest szczególny, wspaniali rodzice. Robiliśmy tyle planów – zieloną szkołę, wigilię klasową. Bardzo za nimi tęsknię – wyznaje. Oni też nigdy o niej nie zapomnieli. – Dzieci z rodzicami dzwonią do mnie, okazując wsparcie, wysyłają mi sms-y „Pani Eluniu, machamy do pani mikołjkowo”, albo „Modlimy się za Panią!” to takie miłe i budujące! Dzieci odmawiały za mnie różańce, szkoła organizowała msze Na to moje morze rozpaczy wylało się morze dobra. Myślę, że te dziecięce modlitwy są bezcenne, bo dziecko jest niewinne i szczere w modlitwie – mówi.
Marzenie o powrocie do siebie
Jak sobie radzi z chorobą? – Bardzo źle. Mocno się zmieniłam. Ostra białaczka jest chorobą, która odbiera nadzieję. W dzieciństwie przeszłam poważną operację kręgosłupa, ale potem wróciłam do szkoły. Przy tego typu leczeniu człowiek robi postępy. Powoli wstaje, ćwiczy, robi 5 kroków, potem kolejne, zmienia się gips, a w końcu zdejmuje. W przypadku białaczki cały czas jest się na początku drogi, nikt nie wie jak będzie wyglądał jego następny dzień, co będzie dalej. Właściwie nic ode mnie nie zależy – stwierdza Elżbieta. – Pielęgniarki żartują, mówiąc: „Cały czas państwa psujemy, żeby potem was naprawiać”. To bardzo głęboka myśl, ale nie zrozumie jej ktoś, kto nie chorował. To coś, co niszczy ze wszystkich stron.
Wyznaje, że tego roku w bliskiej rodzinie jej męża odbywało się wesele. – Dużo wcześniej poznaliśmy datę. Zaczęłam zapuszczać włosy, były piękne, do ramion. Liczyłam, że panie fryzjerki zrobią mi upięcie. Zarezerwowałam termin. Zamiast tego poszłam do szpitala. Po chemioterapii wszystkie moje włosy wyszły. Zostałam łysa. Wtedy to był straszny ból duszy dla mnie i męża – mówi otwarcie.
Nauczycielka jest już po 5. cyklu chemioterapii. – Po każdym przebywam średnio półtora miesiąca w szpitalu. Szpik jest już mocno zniszczony, powinien być zmieniony na nowy. Prawdopodobnie czeka mnie jednak kolejna chemia. Jeżeli przerwalibyśmy leczenie, za miesiąc czy dwa białaczka mogłaby wrócić ze zdwojoną siłą. Kiedy dochodzi do nawrotu, organizm jest słaby i nie reaguje na antybiotykoterapię – tłumaczy. Z tego powodu każdy dzień ma wagę złota.
– Bardzo cierpię, choć to choroba, która w gruncie rzeczy nie boli. Nie jestem już w stanie się śmiać – mówi pani Elżbieta. Zawsze była bardzo aktywna. Od kiedy pamięta, pływała i żeglowała. – Kocham wodę, Bałtyk, uwielbiam Bieszczady. Uważam, że Polska to najpiękniejszy kraj świata. Nic nie zastąpi mi zapachu, Bałtyku, chłodu wiatru, który nad nim wieje. Bardzo mi tego brakuje – wyznaje. Od dziecka grała na pianinie. Jej miłością była też literatura, zwłaszcza kryminały Ćwirleja. – W lutym kupiłam sobie jedną książkę, drugą dostałam pod choinkę. Nawet do nich nie zajrzałam. W tzw. babskiej prasie, którą przynoszą mi do szpitala, niczego nie czytam, oglądam obrazki. Kiedyś żyłam literaturą, kochałam historyczne seriale. Teraz nie potrafię się nimi cieszyć. Modlę się i płaczę. Marzę, żeby dawna Ela wróciła… – mówi.
Mimo wszystko cały czas walczy i nie zamierza się poddawać. A sił dodaje jej myśl o powrocie do… ukochanej szkoły: – To byłby najpiękniejszy dzień w moim życiu…
***
Elżbieta Przywara-Strzelec ma bardzo rzadki genotyp. Pomóż jej znaleźć genetycznego bliźniaka. Takim bliźniakiem możesz być właśnie Ty! Rodzina, przyjaciele, a także uczniowie SP nr 19 apelują o rejestrację w bazie DKMS. Być może uda się pomóc również innym potrzebującym. Akcja „Elżbieta i inni potrzebują Twojej pomocy” odbędzie się 14-15 grudnia, w godz. 9 – 21 w Galerii Rzeszów (Galeria Rzeszów, poziom 0, za księgarnią empik obok salonu YAYA) oraz Millenium Hall.


