
RANIŻÓW. Pierwsza pluskwa była na szafie, drugą ponoć schowano w… zegarze.
Nie tylko pracownicy Referatu Podatkowego mieliby być podsłuchiwani przez swego szefa, wójta Daniela Filę. Urzędnicy z Raniżowa nieoficjalnie mówią o drugiej “pluskwie”. Miała ona być w biurze urzędnika, którego wójt miał zamiar zwolnić. Urządzenie to ponoć było schowane w… zegarze. Wszystko to jednak nieoficjalne informacje, których potwierdzać nie chce (jeszcze?) ani policja, ani prowadząca sprawę prokuratura.
Przypomnijmy, że raniżowska afera podsłuchowa wyszła na jaw, kiedy grupa mieszkańców odwiedziła rzeszowskie redakcje, przynosząc: fakturę zakupu pluskwy NP2-001 oraz jej fotografię. Jak się okazało, podsłuch od stycznia do kwietnia b.r. był na szafie Referatu Podatkowego. Znalazła go jedna z urzędniczek podczas podlewania kwiatków.
Wkrótce o Raniżowie można było usłyszeć w całej Polsce. “Pluskwie” wójta Daniela Fili poświęcony był także news w Teleekspresie. W końcu sprawą zajęła się Rada Gminy. Ale na ostatniej sesji, mimo nacisków, wójt milczał jak grób. – Wyjaśnienia w tej sprawie udzieliłem na spotkaniu, w którym wzięli udział panowie z prezydium Rady Gminy oraz przewodniczący komisji. Tyle na ten temat mam do powiedzenia – oświadczył jedynie.
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Agnieszkę Poczekajło, kolbuszowską psycholog. – Kiedyś podsłuchiwało się kogoś, stojąc za drzwiami. Teraz robi się to samo, tylko, że za pomocą podsłuchów. A więc podsłuchiwanie innych to w gruncie rzeczy taki ludzki odruch… Jest jeszcze inny aspekt tego zjawiska. Jak ma się coś nagrane, to można kogoś “podkopać”, brzydko i kolokwialnie mówiąc, albo znaleźć na kogoś “haka”.
Paweł Galek



7 Responses to "W raniżowskim urzędzie był drugi podsłuch?"