„W Rzeszowie nie trzeba eksperymentować”

- Uważam, że trzeba racjonalizować koszty i stosować rozwiązania, które są sprawdzone i standardowo stosowane. Przy ogromnym zadłużeniu miasta, prognozowanym na 2014 rok ponad 600 milionów złotych, kolejka nadziemna to budżetowe szaleństwo - uważa poseł Andrzej Szlachta, prezydent Rzeszowa w latach 1999-2002 i kandydat Prawa i Sprawiedliwości na to stanowisko w najbliższych wyborach samorządowych. Fot. Paweł Bialic
– Uważam, że trzeba racjonalizować koszty i stosować rozwiązania, które są sprawdzone i standardowo stosowane. Przy ogromnym zadłużeniu miasta, prognozowanym na 2014 rok ponad 600 milionów złotych, kolejka nadziemna to budżetowe szaleństwo – uważa poseł Andrzej Szlachta, prezydent Rzeszowa w latach 1999-2002 i kandydat Prawa i Sprawiedliwości na to stanowisko w najbliższych wyborach samorządowych. Fot. Paweł Bialic

Rozmawiamy z Andrzejem Szlachtą, kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Rzeszowa.

– Panie Pośle, pojawiają się głosy, że nie jest Pan najlepszym kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Rzeszowa, bo był już Pan prezydentem Rzeszowa w latach 1999-2002 i nie został Pan wybrany na kolejną kadencję…
– Moje środowisko uznało, że jestem dobrym kandydatem na prezydenta Rzeszowa, dobrze wykształconym, z tytułem doktora nauk technicznych, mam za sobą duże doświadczenie związane z samorządem akademickim Politechniki Rzeszowskiej i z działalnością w strukturach NSZZ :Solidarność” od przewodniczącego w Politechnice Rzeszowskiej poprzez Zarząd Regionu i Komisję Krajową NSZZ „S”. Jak Pan wspomniał, byłem prezydentem Rzeszowa, nominowanym przez redakcję „SN” na „Człowieka Roku”. Od 2005 roku jestem przez 3 kolejne kadencje posłem na Sejm RP. Te doświadczenia i mój potencjał wyborczy oceniony przez naszych ekspertów zadecydował, że władze krajowe Prawa i Sprawiedliwości zachęcały mnie do wyrażenia zgody na kandydowanie i bez wahania nominowały moją osobę na kandydata na prezydenta Rzeszowa. O tym, który kandydat zwycięży, zadecydują wyborcy 16 listopada br.

– Co do kandydatów. Myśli Pan, że Tadeusz Ferenc będzie ubiegał się o kolejną kadencję?
– Tak na dobrą sprawę nie jest zgłoszony jeszcze żaden inny kandydat, ale dostarczanymi mieszkańcom ulotkami prezydent Ferenc udowadnia, że jest permanentnie w kampanii wyborczej, finansowanej zresztą z pieniędzy podatników. Jeśli na każde spotkanie, które robi, prezydent wysyła do mieszkańców takie materiały, to zaczął oficjalną kampanię wyborczą.

– Porozmawiajmy o konkretnych kwestiach z życia miasta. Jaki jest Pana stosunek do bus-pasów? Co by Pan z nimi zrobił?
– Ja oceniam to bardzo krytycznie. To, co jest robione na alei Sikorskiego, wprowadza wręcz niebezpieczeństwo w ruchu drogowym. Na wysokości katedry dochodzi do bardzo niebezpiecznych sytuacji, kiedy samochody pędzące w kierunku Tyczyna nagle muszą się przemieszać po tych zwężeniach. Ja uważam, że trzeba to czym prędzej usunąć. Rzeszów nie jest stolicą Polski i nie ma tylu wolnych pasów, tym bardziej, że częstotliwość autobusów jest niewielka i rezerwowanie dla kilku kursów autobusów specjalnej drogi niczego nie poprawia, a wręcz utrudnia poruszanie się po tych odcinkach.

– Na świąteczne iluminacje ratusz przeznacza prawie 700 tys. zł.
– Iluminacje poprawiają estetykę miasta i wiele miast to czyni, żeby podkreślać szczególny charakter tego okresu. Natomiast wielkość środków na ten cel jest za duża. Po prostu nie jesteśmy jeszcze tak bogatym miastem, aby można było wydać blisko 1 mln zł na ten cel, doliczając jeszcze inne elementy, np. kwiaty. Trzeba te koszty racjonalizować, bo jest duża sfera ubóstwa i trzeba tym ludziom pomagać, więc lepiej trochę oszczędzić na tym, a środki skierować na nisze wydatkowe, np. politykę senioralną.

– Strefa płatnego parkowania w centrum?
– Tu muszę wrócić do historii. Kiedy objąłem stanowisko prezydenta, to już funkcjonowała w Rzeszowie strefa ograniczonego postoju i nie był to fenomen Rzeszowa. Często mówimy, że strefa płatnego parkowania jest haraczem, ale można to zrobić inaczej. Żeby nie pobierać opłat, czyli nowego podatku, trzeba postawić znaki ograniczonego postoju, co wymusi rotację samochodów parkujących w centrum miasta. Prezydent Ferenc boi się jak ognia powiedzieć przed wyborami, że w wyniku wykonywanego projektu modernizacji transportu zbiorowego musi wprowadzić strefę płatnego parkowania .

– Jednym z największych problemów w Rzeszowie są ogromne korki. Ma pan jakieś pomysły na jego rozwiązanie?
– To jest duży temat. Kiedy skończyłem kadencję w 2002 roku była już przygotowana duża inwestycja pod tytułem „północna obwodnica miasta Rzeszowa”. Zostawiliśmy środki przedakcesyjne, które zresztą prezydent wykorzystał i zrealizowano pierwszy etap północnej obwodnicy od ronda na Pobitnem do ronda Kuronia. Mimo że Rada Miasta przyjęła wieloletni plan inwestycyjny, w którym ujęta była ta obwodnica, prezydent tego przez wiele lat nie realizował. I dopiero w ostatnim roku swojej ostatniej kadencji, chyba już pod wpływem tego, co się dzieje w centrum miasta, zdecydował się wykonać kolejny etap, w którym jest ujęty nowy most. Kolejnym rozwiązaniem odciążającym ruch w centrum miasta jest, według mnie, wybudowanie tzw. mostu skośnego na przedłużeniu alei Rejtana.

– Czyli można było wcześniej?
– Ależ oczywiście. Ja unikam tutaj krytyki prezydenta, ale w momencie, kiedy pojawiły się pierwsze środki z Unii Europejskiej, to należało zacząć od tych strategicznych inwestycji dla miasta. Obwodnica północna jest co najmniej o 10 lat spóźniona. Kilka tygodni temu byłem na spotkaniu z prezydentem, na którym zastępca prezydenta prezentował na ekranie inwestycje miejskie, w tym północną obwodnicę Rzeszowa. To nie jest obwodnica miasta, tylko obwodnica autostradowa wykonana przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, a nie przez miasto. Miasto wykonało tylko małe odcinki dojazdów do węzłów. Gdyby miasto wcześniej nie poszerzyło swoich granic, większą część łączników wykonałaby administracja rządowa, nie z budżetu miasta. No ale dobrze, że to jest już wybudowane. Tylko nikt rozsądny z Pobitna czy z Wilkowyji nie pojedzie na autostradę, nie będzie jechał 20 km, żeby dojechać do Przybyszówki.

– Jak jeszcze można usprawnić komunikację w Rzeszowie?
– Ja mam taki pomysł na gorąco, żeby przy hali na Podpromiu wykonać parkingi wielopoziomowe i wprowadzić w Rzeszowie to, co się stosuje w dużych miastach w Polsce i w Europie, czyli „Park and Ride” („Parkuj i Jedź”). Tam kierowcy, głównie pracujący w centrum, będą mogli zostawiać samochody i przesiadać się do bezpłatnej linii autobusowej, która przewiezie ich wokół pierścienia Śródmieścia. I dzięki temu ograniczymy liczbę pojazdów pozostających przez wiele godzin w centrum miasta.

– Jest pan zwolennikiem kolejki nadziemnej?
– To jest kolejny taki efekciarski pomysł, ale bardzo kosztowny. Gdybym ja miał decydować, czy wydać 200 mln zł na tę „innowacyjną atrakcję”, to bym tego nie zrobił. Uważam, że trzeba racjonalizować koszty i stosować rozwiązania, które są sprawdzone i standardowo stosowane. Przy ogromnym zadłużeniu miasta, prognozowanym na 2014 rok ponad 600 milionów złotych, to budżetowe szaleństwo. Załóżmy nawet hipotetycznie, że powstanie ta kolejka nadziemna i że ona ma przewieźć w ciągu godziny około 40 tys., chociaż ja nie wiem czy jest aż taka potrzeba, to trzeba zadać sobie pytania, co się stanie z MPK? Bo przecież nie pojawią się nowi klienci, tylko zabierzemy ich z autobusów. Uważam, że nie trzeba eksperymentować, tylko rozwijać znane i sprawdzone metody komunikacji zbiorowej.

– Ale darmowej komunikacji MPK Pan nie obiecuje?
– Niestety nie, bo miasta na to nie stać, tym bardziej że już do komunikacji zbiorowej dopłacamy. Za mojej kadencji udało się, przy braku środków unijnych kupić 50 nowoczesnych autobusów niskopodłogowych. Obecnej władzy udało się dopiero w ostatnim okresie zakupić ze środków unijnych kolejną liczbę autobusów. Trzeba sukcesywnie poprawiać ten transport, który jest i na jego bazie rozwiązywać problemy.

– Na koniec zapytam, w jakie kolory pomalowałby Pan most Naruszewicza?
– Ludzie mają różne fantazje i szkoda, że niefortunnie te kolory zostały zestawione w tęczę, przywołującą różne skojarzenia. I myślę, że to akurat źle, bo skojarzenia zostały zestawione z nazwiskiem prezydenta G. Narutowicza, wielkiego budowniczego, którego imię nosi ten most. Kiedy nastąpi naturalna konserwacja mostu, trzeba wprowadzić jednokolorową barwę most, żeby nie budził złych skojarzeń.

Rozmawiał Arkadiusz Rogowski

31 Responses to "„W Rzeszowie nie trzeba eksperymentować”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.