
Na światło dzienne wypływa wiele nieprawidłowości, do jakich doszło podczas wyborów samorządowych.
Nie wiadomo, kiedy poznamy oficjalne wyniki niedzielnych wyborów. PKW ogłosiła jedynie w nocy informacje dotyczące wyborów na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Wynika z nich, że do drugiej tury dojdzie w 890 miastach i gminach. 30 listopada swojego prezydenta będą wybierać między innymi mieszkańcy: Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Gdańska i Bydgoszczy.
W środę napływało coraz więcej niepokojących informacji na temat nieprawidłowości podczas niedzielnego głosowania.
40 proc. głosów nieważnych
Dla przykładu, z danych przekazanych przez Wojewódzką Komisję Wyborczą w Gdańsku wynika, że w większości powiatów od 20 do 25 proc. głosów jest nieważnych. W wejherowskim to aż około 40 proc. Tak było np. w Malborku i Nowym Dworze Gdańskim, gdzie niemal 1/4 głosów została unieważniona.
Spore zaskoczenie spotkało członków obwodowej komisji wyborczej w Szczecinie, gdy po przeliczeniu głosów w wyborach na prezydenta Szczecina system informatyczny PKW wydrukował jako zwycięzcę kandydata, którego w ogóle nie było w tym okręgu.
Jak wynika z ustaleń RMF FM, na wydruku z systemu jako zwycięzca wyborów na prezydenta Szczecina widniał Krzysztof Woźniak. Problem polegał na tym, że nie było możliwe, aby mógł on wygrać wybory w Szczecinie, ponieważ… w ogóle nie było go tam na karcie do głosowania. Okazuje się, że w rzeczywistości Krzysztof Woźniak (Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość) zdobył 70,52 proc. głosów w wyborach na wójta gminy Zadzim (powiat poddębicki).
Według sędziego Macieja Klonowskiego, przewodniczącego wojewódzkiej komisji wyborczej, najpewniej tysiące wyborców popełniło błąd, kreśląc krzyżyk na każdej ze stron karty do głosowania, a nie tylko na jednej.
Niedostatecznie pilnowane karty z oddanymi głosami, zerowe poparcie dla kandydatów, przy nazwiskach których wyborcy stawiali „x”, różnice w liczbie mandatów dla poszczególnych komitetów w stosunku do początkowego liczenia – taki chaos zaserwowano wyborcom i kandydatom z dzielnicy Praga-Północ w Warszawie.
Urny nie były zaplombowane
– Byłem w urzędzie dzielnicy Praga-Północ wczoraj około godziny 18, chwilę po zakończeniu pracy obwodowych komisji wyborczych. Karty z głosami leżały w sali konferencyjnej. Drzwi do niej są zamykane na zwykły klucz. Zresztą i tak musiały być otwarte, bo cały czas wchodzili i wychodzili radni. Tuż obok znajduje się wydział obsługi mieszkańców, więc do sali mógł wejść praktycznie każdy – opowiadał w środę „Gazecie Wyborczej” radny Praskiej Wspólnoty Samorządowej Kamil Ciepieńko.
Mimo zapewnień ze strony rzeczniczki dzielnicy Barbary Dżugaj, że do kart nikt wstępu nie miał, na Pradze doszło najwyraźniej do fałszerstwa wyborczego. – W poniedziałek rano mieliśmy pięć mandatów, a o godzinie 14 już tylko cztery – mówi „Wyborczej” Jacek Wachowicz również z PWS i dodaje: „To skandal, że 36 protokołów z komisji było weryfikowanych przez kilka godzin”. Wachowicz chce złożyć protest do komisarza wyborczego. – Te wybory to jakiś horror – oburza się. – Urny w trzech komisjach nie były zaplombowane. Na jednej z list zdublowanych było 60 nazwisk, gdzie indziej wydano za dużo kart. Mam sygnały od wyborców, że poparli naszych kandydatów, a okazuje się, że w tych komisjach zebrali zero głosów – ujawnia.
Jan Ołdakowski złożył skargę
O nieprawidłowościach mówi też dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, Jan Ołdakowski. – Głosowałem z żoną na konkretną osobę do sejmiku mazowieckiego. Razem siedzieliśmy przy stoliku. Tymczasem z protokołu komisji wyborczej wynika, że „nasza kandydatka” uzyskała tylko jeden głos – oburza się. Ołdakowski mówi portalowi PolskieRadio.pl, że złoży w tej sprawie skargę do PKW.
Można wejść na „kalkulator” wyborczy
– Dziś kwestia jest nie tego, kiedy wyniki wyborów zostaną opublikowane, ale tego, że wszystkie wyniki obecne w Internecie – w systemie elektronicznym PKW – są niewiarygodne – stwierdził w TV Republika politolog uniwersytetu w Kielcach, dr Witold Sokała. Dr Sokała ujawnił, że jeden z jego znajomych, by obnażyć słabości i dziury w systemie elektronicznym PKW, wstawił nazwisko swojego szefa do protokołu jako kandydata na burmistrza. – Wstawił go do drugiej tury – przyznał politolog. – Każdy średniorozgarnięty pasjonat komputerowy czy informatyk może wejść na „kalkulator” wyborczy, zmienić dane w protokołach, przesłać je na serwery PKW, a serwery PKW tego nie odrzucą – powiedział dr Sokała.
TVP Info, Niezależna.pl, TV republika/ps



3 Responses to "W Szczecinie wygrał kandydat, którego nie było na liście"