
Protest medyków trwa już siódmy tydzień, dokładnie 46 dni. Choć trwa nieustannie, coraz mniej o nim słychać w oficjalnych przekazach. Jak grób milczy o nim Ministerstwo Zdrowia, a Adami Niedzielski, szef resortu, odciął się od jakichkolwiek rozmów z protestującymi. Ba, zapowiedział, że porozumienie podpisze jedynie po rozmowach z zespołem trójstronnym, w którym, z tego co wiem, nie ma ani jednego lekarza, a i przedstawicieli innych zawodów jest niewielu. Większość należy bowiem nie do Solidarności czy związków zawodowych w ochronie zdrowia, tylko do swoich związków branżowych, a one nie są reprezentowane w zespole trójstronnym, w większości zrzeszających zresztą pracodawców. Czy im zależeć może na spełnieniu postulatów medyków szczególnie jeżeli chodzi o wzrost zarobków? Wątpię. I „choć to szaleństwo, jest w nim metoda” jak mówił William Shakespeare w Hamlecie. Dzięki takiej konstrukcji „zespołu trójstronnego” i zastosowanej procedurze dochodzenia do porozumienia w jego ramach, minister przy negocjowaniu pensji poszczególnych zawodów może uciec od konfrontowania się z rzeczywistymi reprezentantami tych zawodów i prowadzić rozmowy z centralami, które łatwo ulegną ministerialnej perswazji. Tak właśnie stało się przy okazji ostatniej nowelizacji ustawy o płacach minimalnych, dzięki czemu minister Niedzielski mógł przekonywać posłów, dziennikarzy i społeczeństwo, że osiągnął porozumienie z większością związków zawodowych i „dziwił się protestom” w tej sprawie. Minister faktycznie porozumiał się z większością (bo z dwiema spośród trzech) centrali związkowych należących do zespołu, ale nie porozumiał się ze związkami, które są rzeczywistymi reprezentacjami zawodów medycznych: związkiem lekarzy, pielęgniarek i położnych, ratowników, techników medycznych, diagnostów, części fizjoterapeutów itp. A czwarta fala już jest i zapowiada się na to, że szybko się nie skończy. Aż pcha się więc na myśl fragment dramatu naszego wieszcza Adama Mickiewicza „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie? Co to będzie?” A co o tym sądzą sami medycy? W poniedziałek, 25 października, mówili na konferencji prasowej, że nie znają planów, prognoz resortu zdrowia, pracują w ciągłym chaosie. – Mamy jeszcze trudniejszą sytuację niż rok temu, ponieważ zamknęło się wiele oddziałów. W Internecie zamieściliśmy aktualną mapę zamkniętych placówek, oddziałów. Panie Ministrze, co dalej? Mamy najwyższą w Europie liczbę zgonów nadliczbowych. Dla medyków każda śmierć to tragedia, dla ministerstwa, jak widać – czysta statystyka, przerzucanie się danymi – mówił Mateusz Szulc, szef Porozumienia Rezydentów. Medycy informowali też, że od zakończenia 7 października rozmów z wiceministrem Bromberem do chwili obecnej komitet protestacyjny nie otrzymał żadnej informacji „zachęcającej do rozmów”. Wciąż więc czekają „na ruch ministra zdrowia, być może premiera czy prezesa PiS, do którego wysłali list w sprawie problemów pracowników ochrony zdrowia”, „wszechobecnych braków kadrowych” w szpitalach o sytuacji, gdy jeden czy dwóch lekarzy „obsługuje, a tak naprawdę leczy” 50 pacjentów. – Jest to sytuacja patologiczna, pracujemy ponad siły, nawet 400 godzin miesięcznie – mówili medycy. Niestety, odpowiedziała im cisza. Co to będzie? Co to będzie?
Redaktor Anna Moraniec



4 Responses to "W tym szaleństwie jest metoda"