
KOLBUSZOWA. Droga wojewódzka między Dzikowcem a Werynią jest wąska, kręta i wyboista. I tworzą się na niej „poduszki” wody.
Makabryczny wypadek w okolicy Weryni, w wyniku którego zginęło 5 piłkarzy, wstrząsnął całą Polską. Dramat wydarzył się w sobotę (26 ub m.), czyli dokładnie 10 lat i 8 miesięcy po innej masakrze – w Zarębkach, gdzie również zginęło 5 młodych osób (jechali na wesele). Oba zdarzenia łączą liczne wątki, na które trzeba zwrócić uwagę. Ktoś spyta: po co? Ano po to, żeby takich nieszczęść w Weryni nie było już nigdy.
Wypadek w Weryni miał miejsce na łuku drogi wojewódzkiej nr 875. Ok. godz. 9.30 kierowca volkswagena transportera nagle stracił panowanie nad kierownicą i uderzył tyłem samochodu w jadącą z naprzeciwka ciężarową scanię. Busem podróżowało ośmiu piłkarzy. Jechali do Wólki Pełkińskiej na mecz. Trzech z nich zmarło na miejscu, dwóch w szpitalu. O życie walczy szósty. Siedzący z przodu dwaj piłkarze doznali niegroźnych obrażeń.
„Nie dostosował jazdy do warunków”
Kierowca busa usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym, wskutek czego pięć osób poniosło śmierć. Grozi mu za to do 8 lat więzienia. – Mężczyzna kierując busem nie dostosował techniki i prędkości jazdy do panujących wówczas warunków drogowych – mówi Jan Ragan, szef Prokuratury Rejonowej w Kolbuszowej. – Było mokro, jezdnia była nienajlepszej jakości – w takich warunkach należało jechać wolniej.
– Jadący z przeciwka tir jechał prawym pasem z prędkością ok. 70 km/h – relacjonuje prokurator. – W pewnym momencie jego kierowca zobaczył przed sobą volkswagena transportera, który wpadł w poślizg i sunął bokiem w jego stronę. Próbował uciec w prawo, zbliżył maksymalnie się do bariery energochłonnej, ocierając się wręcz o nią. Prawymi kołami jechał już po poboczu, ale nie udało mu się uniknąć wypadku. Uderzył przodem w lewy tył busa, czyli tam, gdzie przebywali pasażerowie. Stąd ich śmierć – dodaje Ragan.
„Nie sposób tam się zmieścić”
Nasi Czytelnicy nie mają jednak wątpliwości: za tragedią stoi droga wojewódzka między Dzikowcem a Werynią, która jest wąska, kręta i wyboista: – Gdyby była dobra jezdnia, to nie byłoby kałuż i nie zrobiłaby się prawdopodobnie „poduszka”, przez którą zapewne auto wpadło w poślizg. Ciągle brakowało pieniędzy na remont tej ulicy. A mówi się, że życie ludzkie jest bezcenne… Szkoda życia kolejnych trzech osób – smutno konstatuje Waldemar.
– Czy po tak wąskich drogach bez poboczy powinny w ogóle jeździć takie duże auta? – pyta jeden z internautów. – Przecież widać, że, nawet stojąc, tir zajmuje więcej niż połowę jezdni. A co dopiero w ruchu! Na łuku drogi! Przecież nie sposób tam się zmieścić – dodaje. – Nie tak dawno prawie w rowie wylądowałam, zjeżdżając z konieczności przed autobusem, który ścinał tam zakręt, a droga jest wąziuteńka – zaznacza nasza Czytelniczka.
Planują ograniczyć prędkość
Zarządca drogi zapewnia, że feralny odcinek jest na bieżąco remontowany. Dodaje, że w tym roku planowana jest gruntowana wymiana nawierzchni. Nie wyklucza, że w Weryni zostanie ograniczona prędkość. Obecnie wynosi ona 90 km/h. – Z analiz, które wcześniej przeprowadzaliśmy, nigdy taka potrzeba nie wynikała – mówił w TVP Rzeszów Piotr Miąso, dyrektor Podkarpackiego Zarządu Dróg Wojewódzkich. – Myślę jednak, że powinniśmy się przyjrzeć temu i jeśli taka potrzeba będzie, to ograniczenia będą wprowadzane – zapowiada.
O tym, że w miejscu, gdzie życie straciło pięciu młodych piłkarzy, warto zastosować możliwie jak najwięcej rozwiązań gwarantujących bezpieczeństwo ruchu świadczy przykład innej miejscowości w pobliżu Kolbuszowej – Zarębek. Na tamtejszym łuku drogi krajowej nr 9 od ponad dekady nie doszło do żadnego poważniejszego wypadku. A w przeszłości różnie z tym bywało. W pamięci mieszkańców zapisało się szczególnie wydarzenie z soboty, 26 lipca 2005 r., w którym śmierć poniosło pięć młodych osób, a jedna została ciężko ranna.
Dzieci zrywały się w nocy z płaczem
Taki był efekt czołowego zderzenia dwóch aut. To nie był pierwszy taki wypadek. Nie bez przyczyny miejsce to nazywane było przez miejscowych zakrętem śmierci. Np. dwa tygodnie wcześniej doszło tam do zderzenia, w wyniku którego zginął 36-letni mężczyzna, a dwie osoby zostały poważnie ranne. – Dzieci zrywają się w nocy z płaczem, że znowu był wypadek i znowu ktoś zginął – skarżyła się Marta Tendera, ówczesna sołtys Zarębek.
W końcu decydenci poszli po rozum do głowy i na śmiercionośnym odcinku drogi krajowej w Zarębkach doszło do wielu pozytywnych zmian. Wyraźnie ograniczono prędkość. Pojawiła się całkiem nowa nawierzchnia. Wybudowano wysepkę, pojawił się słupek z fotoradarem, są tablice ostrzegawcze i liczne oznakowanie. To wystarczyło, aby „zakręt śmierci” w Zarębkach stał się jednym najbezpieczniejszych miejsc. Czy podobnie będzie na feralnym łuku drogi między Zarębkami a Dzikowcem, gdzie życie straciło pięciu piłkarzy?
Paweł Galek



6 Responses to "W Weryni jak w Zarębkach. Makabra na łuku śmierci"