
DĘBICA, DREZNO. Horror na autostradzie pod Dreznem. – To najgorszy wypadek, jaki widziałem podczas swojej 36-letniej kariery – mówił niemieckim mediom Andreas Rümpel, główny oficer straży pożarnej w Dreźnie.
Sobota, godzina 2 w nocy. Polski autokar jadący z Polski do Niemiec, wiozący 65 pasażerów i 3 członków załogi przemieszcza się autostradą niedaleko Drezna. Nagle uderza w jadący przed nim ukraiński autobus z 21 pasażerami (Ukraińcami, Rosjanami i jednym Turkiem). Polski autokar odbija się, niszczy z ogromnym impetem bariery ochronne i zderza się czołowo z busem przewożącym mieszkańców Podkarpacia, prawdopodobnie z pracy do domów. Autokar jeszcze spada ze skarpy z wysokości około 10 metrów. Na miejscu ginie 9 ludzi, kolejna osoba w szpitalu, blisko 70 jest rannych. Na drodze przez chwilę panuje poruszająca cisza. Gdzieniegdzie widać tylko zniekształcone ciała, mnóstwo krwi, a obok rozsypane na drodze klocki, minisamochodzik, gry i inne zabawki, które, jak podejrzewają niemieccy policjanci, miały trafić do dzieci zmarłych uczestników wypadku z Podkarpacia.
Niemiecka policja w oficjalnym komunikacie podaje, że w wypadku zginęło 9 osób na miejscu, jedna w szpitalu (wszyscy Polacy), a 69 zostało rannych, w tym 40 w stanie ciężkim zostało przetransportowanych do trzech szpitali w różnych miejscowościach. – Wiemy, że wśród ofiar śmiertelnych jest 6 osób z Podkarpacia – mówi osoba z Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Rzeszowie. Z naszych informacji wynika, że to jadący busem marki renault 37, 38-, i 39-latkowie z Dębicy, 39-latek z Rzeszowa oraz 51-letnia kobieta z Nockowej i 37-latka z Wielopola Skrzyńskiego. Prawdopodobnie wracali z okolic Bürstadt i Mannheim na Podkarpacie. Wciąż jednak trzy ofiary z busa nie zostały zidentyfikowane, dlatego też liczba ofiar z Podkarpacia może się zwiększyć.
Niemcy podejrzewają, że mieszkańcy Podkarpacia byli pracownikami sezonowymi. Stąd zabawki rozsypane na drodze, które, jak podejrzewają niemieccy policjanci, miały być prezentami dla dzieci (pisze o tym niemiecka gazeta Bild). Na jednym z internetowych forów ktoś napisał, że wśród zmarłych było dwóch braci, którzy osierocili 5 dzieci.
Dodzwoniliśmy się do jednej z dębickich firm, która jeździ na trasie Dębica – Niemcy właśnie reanult masterami – takimi jak ten, który uległ wypadkowi pod Dreznem. – To był prywatny bus, ale nie chcę o tym rozmawiać, zresztą sam nic nie wiem. Może pan to napisać, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych podaje numer na jakąś infolinię dla ofiar wypadku. Od soboty dzwonię tam i wciąż nic nie wiedzą. Od wczoraj nic więcej nie wiem niż to, co podają w mediach, a tam co chwilę jest coś innego – mówi nam w rozmowie telefonicznej mężczyzna z dębickiej firmy przewozowej.
Porozrzucane ciała i nawoływanie o pomoc
Niemieckie media oficjalnie podają, że ratownicy największy problem mieli z podniesieniem rozbitego, polskiego autokaru. Operacja ta trwała blisko kilka godzin, bo niemieccy ratownicy, których w sumie na miejscu było ponad 150, bali się, że mogą być tam żywi ludzie i podniesienie autobusu spowoduje ich śmierć. Niemieccy ratownicy działali w niewyobrażalnym stresie psychicznym. Żaden z nich nie widział jeszcze tak potwornego wypadku. – Wszyscy są w szoku – cytuje słowa Andreasa Rümpela gazeta Bild.
– Lepiej nie mówić, jak to wyglądało od środka. Tego się nie zapomni. Aż ciężko mówić. Pomoc nadeszła bardzo szybko i sprawnie. Bardzo miła obsługa w szpitalu – mówiła specjalnemu wysłannikowi rmf24.pl jedna z pasażerek autokaru. – Autobus się przewrócił, ja się przewróciłam, wszystko się porolowało, kierowca autobusu mnie wyciągnął, uratował mi życie, to wszystko – dodała inna z pasażerek. Niemieckie media podają, że widok był dosłownie makabryczny – na poboczu leżały porozrzucane ciała, walizki, polskie gazety i płyty CD. Wokół mnóstwo krwi, słychać było jęki rannych i nawoływania o pomoc.
Co było przyczyną katastrofy?
Katastrofę bada już niemiecka prokuratura i policja. Powołani zostaną biegli i różnej maści eksperci. Przewoźnik, którego autokar zapoczątkował ten horror twierdzi na swojej stronie internetowej, że pojazd prowadziła doświadczona załoga kierowców w wieku 44 i 38 lat. Autokar marki Setra 431DT ostatnie badania techniczne przechodził dokładnie 8 lipca bieżącego roku.
Z kolei niemiecka gazeta Bild podaje w artykule dotyczącym katastrofy, że z ich nieoficjalnych informacji wynika, iż kierowca polskiego autokaru chwilę przed wypadkiem mógł zasnąć. Rmf24.pl podaje po rozmowie z podróżującymi autokarem, że kierowca na pół godziny przed wypadkiem zatrzymał się na przerwę i był wypoczęty.
Grzegorz Anton



2 Responses to "W zmiażdżonym busie zginęło 6 mieszkańców Podkarpacia!"