Walczyliśmy ofiarnie. Sam grałem z blokadą

Stoper Resovii Łukasz Sękowski długo nie mógł uwierzyć w porażkę swojego zespołu. Fot. Paweł Bialic
Stoper Resovii Łukasz Sękowski długo nie mógł uwierzyć w porażkę swojego zespołu. Fot. Paweł Bialic

PIŁKA NOŻNA. BARAŻE O II LIGĘ. Rozmowa z Łukaszem Sękowskim, obrońcą Resovii.

„Pasiaki” odpadły w środę z walki o II ligę. Przegrały na własnym boisku 0-1 z Kotwicą Kołobrzeg, w pierwszym meczu padł wynik 1-1. Spotkanie miało dramatyczny przebieg. Goście strzelili gola w ostatniej akcji, grając w dziewięciu przeciwko dziesięciu resoviakom.

– Zszedł pan z boiska ostatni, jakby nie wierząc w to, co się stało. Zatem właśnie: jak to się stało, że w 90. minucie straciliście gola i szansę na awans do II rundy baraży?
– Pretensje możemy mieć tylko do siebie. Przed przerwą zmarnowaliśmy trzy „setki”. Sam spudłowałem w wybornej sytuacji, po rzucie rożnym. Kotwica to nie byle jaka drużyna. W końcówce wykorzystała nasze niezdecydowanie w polu karnym i stało się. Jesteśmy w… nie powiem gdzie.

– Najgorsze, że nieszczęścia można było uniknąć. Gdyby była lepsza komunikacja między obrońcami, gdyby Piotr Krawczyk wybił piłkę, a nie czekał na to, co zrobi przeciwnik…
– Nastąpił niefortunny ciąg zdarzeń, ale taka przecież jest piłka nożna. Najczęściej bramki padają po błędach. Mnie bardziej boli, że nie potrafiliśmy zdobyć gola. Jeszcze na początku II połowy Michał Ogrodnik stanął oko w oko z bramkarzem Kotwicy, ale znów czegoś zabrakło. Walczyliśmy w tym dwumeczu, daliśmy z siebie wszystko. Nie udało się, ale mam nadzieję, że druga liga jeszcze kiedyś zawita na ten stadion. Kibicom Resovii się to należy.

– Rządzący w środku pola Mateusz Świechowski i w Kołobrzegu, i w Rzeszowie zachował się nieodpowiedzialnie. Pierwszy mecz jeszcze dokończył, w rewanżu potrzebował 60 minut, by otrzymać dwie żółte kartki i osłabić zespół.
– Wcale nie jestem przekonany, że to drugie „żółtko” mu się należało. Musiałbym to zobaczyć raz jeszcze na nagraniu. Szczerze? To były baraże, mecze, które mogą decydować o przyszłości Resovii. Nikt nie odstawiał nogi, emocje brały górę. Graliśmy z wielkim poświęceniem, niektórzy z urazami.

– Pan grał z blokadą, wziął pan zastrzyk.
– Nawet dwa. Naderwałem mięsień łydki, ale zacisnąłem zęby i jakoś dałem radę. Już w Kołobrzegu nie byłem w pełni zdrów.

– Ryzykował pan.
– Pewnie, że ryzykowałem. Ale wie pan, młodzieniaszkiem nie jestem, chciałem doświadczyć radości z awansu. W przeciwieństwie do wielu moich młodszych kolegów, wiem jak on smakuje. Mieliśmy wielki apetyt na sukces. Szkoda, że nie wyszło.

– Gdzie pan zagra w następnym sezonie? Pytam, bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że zostanie pan w Resovii.
– Czemu? Problemy finansowe są wszędzie. Nie było ich tylko w I-ligowym Zawiszy Bydgoszcz, ale tam grałem, jak miałem 20 lat, i na początku w Hetmanie Zamość. Mam tylko nadzieję, że Resovia się nie rozpadnie, bo chodzą pogłoski, że brak awansu może oznaczać, iż drużyna przyszły sezon zacznie od czwartej ligi. To byłby dramat dla fanów i młodych piłkarzy. Rzeszów mi się podoba, leży blisko mojego Zamościa. Nie mam w planach dalekich wyjazdów, chyba że jakiś mocny klub spyta o takiego staruszka jak ja (śmiech).

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

Leave a Reply

Your email address will not be published.