
Katarzyna Jugo i Agnieszka Tomczyk z Tarnobrzega wymarzyły sobie sklep spełniający marzenia i udało im się go stworzyć. Teraz walczą o jego przetrwanie.
Prawie 5 lat temu na fundamencie przyjaźni i wspólnych marzeń stworzyły wyjątkowe miejsce. Teraz, w obliczu pandemii i gospodarczego przestoju walczą o to, aby nie stracić tego, co udało im się zbudować, przetrwać ten ciężki czas i nadal pomagać młodym rodzicom w trudnych, choć niezwykle przyjemnych wyborach.
Do przechodniów mijających sklep „aktoto” w Tarnobrzegu mrugają z witryn ręcznie szyte sowy i kury. Do wejścia zachęcają bajkowych kolorów ubranka, poduszki i kołderki. Samo wnętrze sklepu wypełniają produkty, od których młodemu rodzicowi może zakręcić się w głowie, ale jego maleństwo otoczone będzie wszystkim, czego mu potrzeba. Katarzyna Jugo i Agnieszka Tomczyk stworzyły to miejsce prawie 5 lat temu.
Wymyśliłyśmy sobie miejsce, którego nie było
– Znamy się od dziecka, bo wychowałyśmy się w jednej klatce. Zawsze się przyjaźniłyśmy, choć jak to bywa w przyjaźni różnią nas poglądy i gusta. Z wykształcenia jesteśmy ekonomistkami. 5 lat temu, zdecydowałyśmy się, że otworzymy sklep, w którym będzie chodziło nie tyle o artykuły dla dzieci, co o stworzenie miejsca, w którym przyszli, bądź młodzi rodzice będą mogli czuć się zaopiekowani. Będą mogli skorzystać z porad, wymienić opinie, zobaczyć i dotknąć produkty, które dopiero wchodzą na rynek i te, które sprawdzają się od lat – mówi Katarzyna Jugo.
– Wymarzyłyśmy sobie miejsce, w którym rodzice będą mogli uszyć dla swoich maleństw personalizowaną pościel, ochraniacze, wkład do wózka, czy fotelika, albo zlecić wykonanie całego wystroju do dziecięcego pokoju, łącznie z ręcznie uszytym imieniem – dodaje Agnieszka Tomczyk. – Obawy były, ale miałam już doświadczenie w tej branży i wiedziałam, że w Tarnobrzegu brakuje sklepu z takim podejściem do klienta.
Przyjaciółki tworząc sklep mieszczący się przy ulicy Kościuszki w Tarnobrzegu skorzystały z dotacji z Urzędu Pracy w wysokości 19 tysięcy złotych.
Przestrzegano nas, że będzie ciężko
– Wiele osób nas przestrzegało, że rozkręcenie takiego biznesu może długo potrwać i musimy się uzbroić w cierpliwość, aby zbudować markę. Szczerze mówiąc, obawy te okazały się na szczęście przesadzone, bo jak się szybko okazało, serce, czas, wiedzę i zaangażowanie, które włożyłyśmy w aktoto spotkało się z wielką życzliwością naszych klientów – wspomina Agnieszka Tomczyk. – Młodzi rodzice zaczęli przychodzić do nas na zakupy, ale po prostu po porady. Być może dostrzegli to, że nie jest to po prostu sklep z produktami, ale, że staramy się im dać dużo więcej.
Agnieszka i Katarzyna nie kryją, że nigdy nie stawiały na sprzedaż internetową.
– Sprzedaż internetowa to czysty handel. Skłamałybyśmy, gdybyśmy powiedziały, że nie zależy nam na sprzedaży, bo w końcu prowadzimy sklep, który pozwala nam utrzymać nasze rodziny. W naszym przypadku, chodzi jednak o to, aby klienci byli po prostu zadowoleni. Potrafimy odradzać, jeśli uważamy, że zakup czegoś jest im zbędny. Nie zależy nam na tym, aby „wcisnąć” towar. Wolimy, aby klient kupił to, czego naprawdę potrzebuje, polecił nam komuś innemu i po prostu do nas wrócił – przyznaje Agnieszka Tomczyk. – Stąd też szkolenia, które organizujemy dla naszych klientów. Organizowałyśmy już szkolenia z położną, warsztaty dotyczące pierwszej pomocy, bezpiecznego przewożenia dzieci, chustonoszenia, czy zajęcia z fizjoterapeutką uroginekologiczną. Mamy bardzo mądre mamy i po prostu o nie dbamy i dajemy z siebie to co najlepsze.
Czas pandemii
Przyjaciółki nie kryją, że czas pandemii odczuły bardzo dotkliwie. Wiosna to był zawsze czas, kiedy do „aktoto” zaglądało wiele spacerujących klientek z wózkami i brzuszkami. Szukały nowości, kompletowały wyprawki. Wsłuchiwały się w ich porady jako profesjonalistek z branży produktów dla niemowląt i dzieci, ale i mam, bo obie panie mają także sporo zwykłego rodzicielskiego doświadczenia.
– Odkąd wprowadzono ograniczenia, otwieramy sklep o 10 i zamykamy o 13. Zmieniamy się. Jednego dnia dyżuruje w nim jedna, a drugiego druga z nas. W piątki pracujemy razem. Kontakt z klientami przeniosłyśmy na Facebooka. Odpowiadamy na wiadomości i odbieramy telefony. Staramy się sprostać tej sytuacji, walczyć o przetrwanie i pomóc naszym klientom. Wiele kobiet w ciąży zostało bez wyprawek. Dzwonią i piszą, czy mogą się u nas zaopatrzyć, czy nasz sklep jest otwarty. Liczyły, że te wyjątkowe zakupy będą mogły zrobić osobiście, ale w obecnej sytuacji, są zmuszone do zamówienia wszystkiego przez Internet – przyznaje pani Katarzyna. – Odbieramy wszystkie wiadomości, rozmawiamy, doradzamy, kompletujemy wyprawki i jeśli trzeba dostarczamy je pod wskazany adres.
Dowieziemy nawet butelkę
Twórczynie „aktoto” reklamują się, że dowiozą do klienta nawet drobne zamówienia jak butelka, smoczki, bambusowe pieluszki, czy ręczniki, które cieszą się wśród klientów coraz większym powodzeniem. Oczywiście dostarczą lub umówią się także na odbiór wózków, łóżeczek i innych akcesoriów. Z chęcią zrobią zdjęcia produktów, które mają w sklepie, aby klienci mogli dokonać wyboru w domu.
– To bardzo trudny dla nas czas, szczególnie, że nikt nie wie jak długo potrwa. Mamy o co walczyć. „aktoto” to spełnienie naszych marzeń, który pomagał nam spełniać marzenia innych. Nie dopuszczamy nawet myśli, że miałybyśmy go stracić.
Katarzyna i Agnieszka to nie tylko fantastyczne kobiety, które dają przykład jak walczyć o swoje marzenia. Obie są także mocno zaangażowane w działalność charytatywną. Pierwsza z nich gro swojego wolnego czasu poświęca tarnobrzeskiemu Stowarzyszeniu „Chrońmy Zwierzęta”, które prowadzi schronisko w Machowie i od lat wspiera Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Agnieszka zawsze znajdzie czas, aby wesprzeć te i inne miejskie inicjatywy. Od kilku lat obie są także autorkami wyprawki, którą witane jest pierwsze dziecko urodzone w danym roku w Szpitalu Wojewódzkim w Tarnobrzegu.
Małgorzata Rokoszewska





2 Responses to "Walczymy, by nadal móc robić to, co kochamy"