
KOLBUSZOWA. Wałęsające się czworonogi terroryzują mieszkańców.
W ostatnich dniach Polską wstrząsnęło makabryczne wydarzenie w wojewódzkie lubuskim, gdzie dwa owczarki niemieckie zmasakrowały półtoraroczną dziewczynkę, odgryzając jej nos i kawałek twarzy. Dziecko cudem przeżyło, ale obrażenia, jakich doznało, są nieodwracalne. Powtórki tej tragedii obawiają się mieszkańcy w zasadzie całej kolbuszowskiej gminy, gdzie watahy wałęsających się psów są prawdziwą plagą.
Na czworonogi, których watahy można spotkać na ulicy, skarżą się m.in. mieszkańcy Kłapówki. Niedawno wilczur zaatakował tam małe dziecko, chłopczyk się przewrócił…
Sołtys: – Założę śruta i „posprzątam”
– Na szczęście nic więcej się nie stało, ale jeśli nic się tu nie zmieni, to będą problemy – przestrzega Edward Sudoł, sołtys Kłapówki. – Ludzie pytają mnie: czemu jako sołtys tym się nie zajmę. Ja oczywiście mogę się tym zainteresować, bo założę śruta i „posprzątam”. – Ale chyba nie o to chodzi. Odpowiednie służby powinny się tym zająć, a nie – jak teraz – wykładać tylko pieniądze. Bo ktoś mówi: ja psa też spuszczę, będzie się wałęsał, to się nim zaopiekuję i za to za darmo dadzą mi karmę. Idziemy w złym kierunku – denerwuje się Sudoł.
W podobnym tonie wypowiada się sołtys Zarębek, Marek Opaliński: – Problem wałęsających się psów nie dotyczy tylko Kłapówki, ale całej naszej gminy, także moich Zarębek – zaznacza. – Nieraz widzę, jak ulicą idą dzieci, a obok nich – pięć-sześć, czasem więcej psów. Dla rodzica nie jest to komfortowa sytuacja – wkurza się sołtys Zarębek.
„Zazwyczaj wałęsają się miejscowe psy”
Grzegorz Dzimiera, komendant Straży Miejskiej w Kolbuszowej, zapewnia, że nie unika interwencji w sprawie wałęsających się czworonogów. Zastrzega jednak, że działania te ograniczają przepisy prawa: – Właściciela psa możemy ukarać wtedy, kiedy strażnik czy policjant przyjedzie na miejsce i stwierdzi, że pies znajduje się poza terenem obejścia, jest bez nadzoru właściciela, nie ma smyczy, ani kagańca. W takich sytuacjach możemy podjąć zdecydowane działania w formie ukarania lub sporządzenia wniosku do sądu – podkreśla.
– Mentalność ludzi jest jednak taka, że jak zwierzę sobie pójdzie, to pójdzie; jak wróci, to dobrze, a jak nie, to… też nic się nie stało. Stąd takie sytuacje – uważa komendant. – Jest tu wyjście, ale musimy otrzymać pomoc od mieszkańców. Trzeba złożyć zawiadomienie o wykroczeniu, wskazać właściciela i wystąpić w charakterze świadka. Wtedy taka sprawa może trafić do sądu. Bo zazwyczaj wałęsają się miejscowe psy. Ludzie wiedzą czyje one są.
Paweł Galek



One Response to "Watahy psów atakują dzieci"